Aktualności

Wisłocki: Lipiec 2020 będzie końcem pewnej epoki

Po burzliwym okresie do kilku medialnych zarzutów odnieść się postanowił Rafał Wisłocki, który rok 2019 kończy jako prezes Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków, dyrektor zarządzający Akademii Piłkarskiej oraz trener drużyny występującej w Centralnej Lidze Juniorów.

Prezentujemy Państwu nową stronę internetową, a wraz z nią rozmowę z Rafałem Wisłockim, który podsumowuje ostatnie cztery lata szkolenia w krakowskim klubie. – Zmiana na samej górze Akademii pomoże jej w rozwoju – mówi.

Zacznijmy od najważniejszej informacji. Zaczął się piąty sezon rządów, ale do pięciolecia może zabraknąć kilku miesięcy.
– Jeżeli wszystko będzie zmierzało ku temu, że nic się nie zmieni w Radzie Nadzorczej Wisły Kraków SA i klub przejmą panowie Błaszczykowski, Jażdżyński i Królewski to Akademia Piłkarska od najmłodszych kategorii od lipca 2020 roku będzie zarządzana przez właścicieli Spółki Akcyjnej.

Kibiców jednak ostatnie wydarzenia w Akademii mogą niepokoić. Debiuty Hoyo-Kowalskiego czy Buksy, pozyskanie dofinansowania na boisko czy po prostu solidna praca zostały przykryte informacją dotyczącą certyfikacji. Brak udziału w niej jest dla Akademii Wisły po prostu kompromitująca. Jak można było dopuścić do sytuacji w której klub, chwalący się w ostatnim czasie poziomem szkolenia, nie przebrnął przez – tak właściwie – pierwszy etap procesu?
– Myślę, że geneza problemu jest szersza i trzeba cofnąć się do poprzednich lat, kiedy rozpocząłem swoją pracę na stanowisku dyrektora zarządzającego. W listopadzie 2015 roku nastąpił pewien zwrot i zmiana na tym stanowisku. Akademia znajdowała się wtedy pod wodą, mając ćwierć miliona na minusie – nigdy o tym nie mówiliśmy publicznie – co stanowiło wtedy 35% budżetu, który utrzymywał 10 osób, w tym osiem stricte odpowiedzialnych za pracę na boisku.

Wiele się od 2014 roku zmieniło?
– Przed fuzją Szkółka szkoliła do 14. roku życia, natomiast Wisła Kraków SA młodzież starszą od tego wieku. I tutaj muszę przypomnieć, że to Towarzystwo Sportowe wyciągnęło pomocną dłoń w obliczu ciężkiej sytuacji finansowej Wisły Kraków SA, której prezesem wówczas był Jacek Bednarz.

Mało kto pamięta, że fuzja TS i SA miała miejsce w 2014 roku na wyraźną prośbę osób zarządzających wówczas Spółką Akcyjną. Gdyby do niej nie doszło Wisła Kraków miałaby spore problemy przed komisją licencyjną.
– To mało popularne, że TS wyciągnęło dłoń, ale tak było. Wiele osób uważało, że to nie będzie dobre, później jednak ta opinia chyba uległa zmianie. Myślę, że wizerunek szkolenia w Wiśle zyskał. Są stracone pokolenia, jak mistrzowie Polski, ale niestety nie było wtedy pomysłu na ich zagospodarowanie. Było też kilka roczników, przy których nie została wykonana odpowiednia praca skautingowa. Tę pracę zaczęliśmy na początku 2016 roku i Mateusz Kostecki, jako szef tego działu, wykonał ogrom pracy. Każde okienko transferowe to duże wzmocnienia.

To raz, ale we wcześniejszych latach Małopolskę opuszczała znacznie większa liczba utalentowanych zawodników. Z samej Wisły w latach 2015-2017 doliczyliśmy się ośmiu takich przypadków, podczas gdy w kolejnych dwóch latach jednego, może dwóch.
– Do tego zmierzałem. Praca, żeby wzmacniać grupy sprawiła, że mniej zawodników chce opuszczać województwo. Możemy spojrzeć w tabelę CLJ U18 i w każdym z pierwszych ośmiu klubów znajdzie się co najmniej jeden zawodnik, który wyjechał z Małopolski. Pewnie dlatego też, że Wisła nie dawała odpowiednich warunków lub nie potrafiła po prostu tego talentu złapać. Teraz jesteśmy w stanie podjąć rywalizację o chłopaka z Lechem czy Zagłębiem i ją wygrać.

A samo przejście ze Szkółki do Akademii? To nie był łatwy i bezbolesny proces.
– Wiele się zmieniło. Najbardziej jaskrawym przykładem jest, że w grupach U19 i U17 byli trenerzy prowadzący Dariusz Marzec i Paweł Regulski, którym pomagali kierownicy, oczywiście społecznie ze względu na fakt, że ich synowie trenowali w tych drużynach. Po pewnym czasie byli przy nich specjaliści od fizjoterapii i przygotowania motorycznego, ale w znacznie mniejszym zakresie niż to ma miejsce teraz. Natomiast ja sam prowadziłem grupy U15 i U14.

Bez nakładów finansowych nie ma mowy o odpowiednim szkoleniu. W znacznej części budżet Akademii pokrywają wpłaty ze Spółki Akcyjnej. Jak to wyglądało na przestrzeni wszystkich lat?
– Wtedy startowaliśmy mając ok. 750 tys. złotych, teraz jest to kwota trzy razy większa, co też przełożyło się na zatrudnienie osób – z 10 do 30. W drużynie U17 mam do dyspozycji asystenta, trenerów motoryki i bramkarzy, psychologa, a w gabinecie fizjoterapeutów zasiadają trzy osoby. Do tego koordynator, który sprawuje pieczę nad drużynami 11-osobowymi.

W 2014 roku próżno szukać młodzieżowych drużyn Wisły w czołówce Małopolski. Można zauważyć za to porażki z Progresem Kraków, Akademią Piłkarską 21 Kraków czy Sandecją Nowy Sącz. Teraz drużyny U18, U17 i U15 występują z powodzeniem w Centralnych Ligach Juniorów.
– Myślę, że regularna praca plus wsparcie, które udało się wypracować, dały w końcu efekty. Takim momentem przełomowym była końcówka 2017 roku, gdy została podpisana nowa umowa, o której też osobiście rozmawiałem. Wiedzieliśmy, że Spółki nie będzie stać na zgromadzenie takiego budżetu. Wpływy z SA to jedno, ale możemy też liczyć na lokalnych sponsorów, dofinansowania z grantów czy składki.

Składki, które zostały jednak mocno ograniczone.
– Tak, nie dotyczą one zawodników występujących w CLJ, a liczba zawodników w Akademii po zmianach jakie wprowadziliśmy, żeby poziom rósł w górę, też znacząco zmalała. Obecnie możemy naliczyć ok. 130 składkowiczów. Ale uważam, że z barków rodziców udało nam się zdjąć wiele obowiązków, dzięki współpracy z Małopolskim Centrum Edukacji, Centrum Medycznym 4M czy nawet poprzez taką prostą sprawę jak współpraca z pralnią Arida, która dba o nasz sprzęt.

Mowa była o stabilizacji pracy. Co miało ją zapewnić?
– Myślę, że taki cel jaki sobie postanowiliśmy to dążenie do optymalnych warunków do pracy. Trenerzy mają swoje wymagania dotyczące przestrzeni na boisku i uważam, że w 90% spełnialiśmy je. Dzięki współpracy z MCE nie możemy narzekać na warunki, a jedynie na to, że musimy przemieszczać się po mieście: od AWF Kraków, przez Orlik przy ul. Na Błonie 15b, naszą salkę ze sztuczną nawierzchnią, po boisko KS Nadwiślan. Możemy to spiąć w budżecie, który jest kilkukrotnie mniejszy od kilku ekstraklasowych rywali.

Żeby to dobrze przedstawić. Nie jest to budżet, który sprawia, że możesz mieć oczekiwania wobec osób odpowiedzialnych za szkolenie, że muszą zrobić wszystko, żeby regularnie 2-3 zawodników było pewniakiem do gry na poziomie ekstraklasowym?
– Są kluby w Polsce, które za swój cel obierają postawienie na szkolenie młodzieży, żeby za kilka lat zbierać z tego plony. Rozmawiałem z prezesem, który ma na to budżet 5-krotnie większy od naszego. Orientuję się w realiach i pewnie większość klubów dysponuje większymi środkami niż my. Dlatego uważam, że przejścia młodzieży pod skrzydła Spółki sprawi, że będzie im łatwiej. W tym momencie wiemy, że władze klubu nie chcą przekazywać większych środków na szkolenie do zewnętrznego podmiotu. Pewnie mając wszystko u siebie łatwiej będzie wydawać na to pieniądze.

To co będzie takim największym sukcesem tych pięciu lat?
– Organizacyjnie? Pewne czyny się udały, tak jak poprawienie warunków treningowych czy codziennych, również przy dużym wsparciu kibiców. Na minus przemawia kwestia braku tej złotej gwiazdki.

Medialnie brzmi to fatalnie. Choć tak naprawdę sami nie wiemy jakim projektem będzie certyfikacja?
– My ogólnie mieliśmy wątpliwości czy brać w niej udział. Pierwsza informacja wyłączała kluby profesjonalne, dlatego patrzyliśmy na to z dystansem. Kiedy z PZPN nadeszły wymagania, które trzeba spełnić zastanawialiśmy się bo mamy swój pomysł na działania w starszych i młodszych grupach. Mamy swoje założenia, które nie do końca mogą się podobać, tak jak w przypadku kilku klubów, które zrezygnowały, chcąc zachować własne know-how. Podjęliśmy decyzję, że startujemy, niestety błędy formalne spowodowały, że mamy powody do wstydu.

Będą tego konsekwencje?
– Na pewno musimy uderzyć się w pierś, ani ja nie uciekam od odpowiedzialności, ani Mateusz Kostecki, który był bezpośrednio odpowiedzialny za przypilnowanie by trenerzy oraz inni pracownicy klubowi przekazali odpowiednią dokumentację. Kilku trenerów dostarczyło zaświadczenia, kilku według wymagań PZPN nieaktualne, a kilku w ogóle. Nie dostaliśmy też od osoby w Spółce odpowiednich papierów dotyczących współpracy z lekarzem i fizjoterapeutą.

Wydawało się, że jesień będzie w końcu spokojnym okresem. Wiosna po burzliwej zimie dawała prognostyk, że będą warunki do skupienia się na pracy.
– Sportowo poradziliśmy sobie bardzo dobrze. Wszystkie grupy zrealizowały określone cele, duży rozwój indywidualny, łącznie z debiutami chłopaków z roczników 2000 i 2003 w ekstraklasie. Natomiast końcówka czerwca to odejścia ważnych dla Akademii postaci. Wiązało to się z tym, że pewne decyzje były trudne i sprawiały kolejne trudności. Jesień była trudnym okresem. Musiałem łączyć funkcje prezesa, dyrektora zarządzającego, a także z racji problemów osobistych, nastąpiła zmiana i musiałem podjąć rękawicę prowadząc drużynę U17.

Nie świadczy to o słabości Akademii, że Dyrektor i prezes musiał założyć dres?
– To była trudna sytuacja. W sierpniu trenerzy, których mieliśmy w orbicie zainteresowań mieli już prace. Po słabym starcie ligi, mając drużynę rok młodszą na poziomie CLJ U17, podjęliśmy decyzję, że potrzebujemy osoby, która zna realia i weźmie na siebie odpowiedzialność. Która w przypadku spadku z ligi spadłaby na dyrektora. Wykonaliśmy z chłopakami ogrom pracy, która dała efekt. Oprócz ligowej rywalizacji możemy być zadowoleni z meczów z Manchesterem United (1:3 – przyp. red.) czy BATE Borysów (4:1 – przyp. red.)

Praca w CLJ U17 była specyficzna. Na boisku dwóch zawodników z rocznika 2003, pozostali 2004, a u przeciwników odwrotnie.
– Trenerzy, którzy pracują w Akademii wiedzą po co to robią. Dążymy do tego, żeby jednostki utalentowane miały ścieżkę, która doprowadzi ich do piłki profesjonalnej – myślę, że sprawiliśmy, że w każdej grupie mamy takie przykłady. Czterech zawodników z rocznika 2004 (kat. wiek. U16 – dop.) regularnie występuje w drużynie U18, tę drużynę w sporej części tworzy też rocznik 2003. W U17 występowali niemal sami zawodnicy urodzeni rok później od rywali, a w końcówce rundy miejsce w składzie wywalczył sobie 14-letni Wojciech Urbański. W drużynie CLJ U15 regularnie występuje trzech-czterech zawodników z rocznika 2006. Staramy się stawiać przed chłopakami takie wymagania, które są realne, ale są też jednocześnie dużymi przeszkodami. Jeżeli jest taka sytuacja, że chłopak z rocznika 2008 strzela bramkę w lidze 2005 to jest to duży sukces osób, które spowodowały, że tu trafił i dobrze się rozwija. Odpowiednie myślenie trenerów, którzy dobro zawodnika przekładają nad efekt wynikowy to jest klucz.

Przez te cztery lata był jakiś spokojny okres?
– Nie. Klub miał czterech właścicieli. Sam przez pół roku byłem prezesem Spółki, co nie było łatwe dla osób, które w tym okresie zarządzały Akademią.
O pewnych sprawach też nie mówiliśmy. Gdy klub nie ma pieniędzy na pensje dla piłkarzy, to akademia w tym łańcuchu pokarmowym jest na końcu. Przychodzi mi do głowy taka anegdota, którą usłyszałem od panów z komisji licencyjnej. Podczas ich wizyty powiedzieli nam wprost, że bez wymogów licencyjnych Akademii w Wiśle nie byłoby. Ta szkółka założona przez dr Chemicza w 1987 roku utrzymywała szkolenie przez wiele lat, gdy nikt o tym w klubie nie myślał.

Jak wygląda sytuacja z boiskiem?
– Otrzymaliśmy promesę z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Wiemy, że zaszły tam kluczowe zmiany. W tym tygodniu wybrana została pani minister, wobec tego będziemy szczegółowo dopytywali kiedy możemy spodziewać się podpisania umowy.

Jakie myśli przyjdą w lipcu 2020?
– Osoby, które są tutaj od lat widziały ile to kosztowało. Mnie, ciebie, współpracowników. Dawno już temu, jeden ze sponsorów, który jest z nami od samego niemal początku, zasugerował, że ta Akademia to takie nasze dziecko. Ale dochodzę do wniosku, że może to dziecko już dorosło i obecny układ wyczerpał swoje możliwości. W pewnym aspektach nie jesteśmy w stanie przebić szklanego sufitu, a jestem przekonany, że ta zmiana wpłynie pozytywnie na to co się może wydarzyć w przyszłości.

Przekazujecie Akademię, ale wedle ustaleń Szkółka ma zostać w TS. Co kieruje prezesem Towarzystwa, żeby wykazywać chęć prowadzenia Szkółki?
– Kluczowa jest wola, żeby jak najwięcej dzieci biegało z wyhaftowaną białą gwiazdą na piersi. Teraz też przecież mamy Akademię i Szkółkę. Akademia jest skupiona na zawodnikach, którzy mają szczególne predyspozycje do uprawiania piłki nożnej. Szkółka ma zawodników, którzy może mają te predyspozycje ciut mniejsze, ale też kochają grać w piłkę nożną i chcą grać dla Wisły Kraków, a jak wskazują czynniki historyczne może być taka sytuacja, że chłopak który na początkowym etapie nie wyróżnia się, ale poprzez charakter, samodyscyplinę dochodzi do takiego poziomu, że przeskakuje tych, którzy wcześniej byli na uprzywilejowanej pozycji. Nie myślę w ogóle jak o konkurencji, ale bardziej o poszerzania możliwości wyłapywania talentu. Tak jest teraz, zawodnik najpierw próbuje swoich sił w Szkółce, a jeżeli tam sobie poradzić to trafia do Akademii. Mamy przykłady w drużynie U11, do której latem dołączyło trzech zawodników z SPWK.

Więc podsumowując to wszystko co będzie celem na najbliższe pół roku?
– Kluczowe będzie to, żeby zachować te cele, które stawiamy przed naszymi drużynami. Pierwszy to rozwój indywidualny zawodników, drugi współpraca, a trzeci to rezultat sportowy. A ten każda drużyna ma swój własny. W CLJ zależy nam, żeby utrzymywać poziom dla kolejnych jednostek i tę ciągłość od kilku lat zachowujemy. Oprócz tego U14 i U12 grają w ligach wojewódzkich w kategoriach wiekowych rok starszych. Jest to fajne przygotowanie do kolejnych wyzwań, które czekają na tych zawodników. Każdy kolejny szczebelek pokonywać w odpowiednim momencie.

Tej pracy jest bardzo dużo i osoby, które będą zarządzały już pewnie teraz mocno myślą, gdzie są u nas rezerwy, co dobrze wygląda i jak to ewentualnie zmienić lub wprowadzić. Jeżeli będą uwagi już wiosną to będziemy chcieli na nie zareagować, po to, żeby start był jak najłatwiejszy. Akademia ma być odpowiednio przygotowanym do przekazania przedsiębiorstwem.

Rozmawiał Piotr Truchlewski.

Menu