Zawsze tata mi powtarzał: „robić coś porządnie albo w ogóle”. No i staram się

06
Wrzesień
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-15

bz08202016-2886

Początek – przeprowadzka do Krakowa i niepewność. Wstawanie o 5:30 i powrót do domu o 20. Sezon długi, ale udany. Efekt? Nagroda KURO Piłkarza Sezonu 2015/16 Akademii. Poznajcie Bartka Matogę, bramkarza i kapitana Wisły 2002, który tydzień miał swój wielki moment, a przed nim kolejne, bo już w tym tygodniu stawi się na zgrupowaniu reprezentacji młodzieżowej.

Spodziewałeś, że dostaniesz tę nagrodę?
– Szczerze mówiąc nie przypuszczałem. Dopiero jak trener przed meczem Wisły zaczął coś mówić to zacząłem się domyślać, trochę też pomogło zdjęcie wrzucone dzień wcześniej na stronę Akademii.
Zdaniem trenera zagrałem w Łodzi dobry turniej, w Dortmundzie straciliśmy tylko jedną bramkę, w Szczecinie szło nienajgorzej. Były te gorszy momenty, jeden mecz nie wyszedł, ale ogólnie udany sezon.

Ogólnie bramkarze rzadko dostają nagrodę
– Fajne uczucie, ale trzeba uważać, żeby nie zachwycić się za bardzo. Trzeba dalej walczyć o swoje.

KURO Piłkarz Sezonu 2015/16: BARTOSZ MATOGA

Sezon zacząłeś od przeprowadzki z Orła Myślenice. Był to ciężki moment?
– Trochę się bałem, dlatego zdecydowaliśmy się na roczne wypożyczenie. Na początku nie chodziłem też tutaj do szkoły, nie wiedząc jak to będzie. Ostatecznie zmieniłem szkołę, zacząłem grać regularnie. Jest ciężko, trzeba wstawać wcześnie rano, ale uważam, że się opłaciło.

Jakie to były obawy?
– Przede wszystkim związane z dojazdem. Baliśmy się jak to będzie, ale na szczęście okazało się, że połączenie jest dobre, mogę dojeżdżać. Trochę się jedzie, ponad godzinę, ale daję rady. Mam też spore wsparcie od rodziców, to buduje.

Po 5:00 pewnie pobudka?
– Dokładnie 5:30, a o 6:15 wyjeżdżam z domu. Wracam po 20.

Nie chciałeś się przeprowadzić?
– Uznałem, że wolę siedzieć w domu. Zresztą rodzice mówili, że chcą mieć kontrolę nad moją nauką.

Trener mówił, że masz dobre oceny. Średnia ponad 4.0.
– Jadąc busem czy tramwajem otwieram książkę i sobie powtarzam.

Wejście do szatni Wisły jest łatwe?
– Na pewno jest inna jakość w treningach. Wiadomo, w Myślenicach był duży wkład w nasz rozwój, fajna szkółka. Tutaj większą uwagę poświęca się szczegółom. Dla mnie to był trochę szok, gdy po trzech treningach musiałem grać pierwszy mecz. Duża zmiana jak najbardziej. Jest też trener Bubetty potrafi zmotywować do pracy, czasem pochwalić. Na pewno ciągle pobudza do dalszego poświęca.
Inna sprawa. Jak przyszedłem do Wisły to trener powiedział, że jak będą mecze, w których wynik będzie pewny, to będzie chciał bramkarzy stawiać w pole, żebyśmy grali jak najwięcej nogami.

bz02282016_007

Co najbardziej poprawiłeś?
– Tutaj tak naprawdę pierwszy raz zacząłem używać gorszej nogi. W Myślenicach – prawa była świetna, więc tylko nią kopałem. Teraz, jak wspominam z trenerem pierwszy trening, śmiejemy się z tego, bo lewa noga nie potrafiła w ogóle, a teraz już jest przyzwoicie.
Ogólnie na pewno dużo się nauczyłem. Od razu po przejściu miałem trening teoretyczny. Trener Bubetty pokazał nam, jak się ustawiać, a to była dla mnie nowość. Zwracamy uwagę na detale.

Więc co wymaga największej pracy?
– Często wychodzę za światło bramki, czasami tego nie kontroluję, ale trener ciągle zwraca mi na to uwagę i jest lepiej.

Trenerzy podkreślają, że zachowujesz się bardzo dojrzale jak na swój wiek. Zawsze tak miałeś?
– Zawsze tak miałem, że – jakby to powiedzieć – szybciej dorastałem. Już nawet sama nauka wyglądała tak, że jako pierwszy w klasie umiałem czytać czy pisać. Zawsze tata mi powtarzał: „robić coś porządnie albo w ogóle”. No i staram się.

Jak to się stało, że w ogóle zacząłeś trenować?
– Gdy miałem osiem lat przez chwilę byłem w Dalinie, ale to był tygodniowy epizod, wakacyjny. Następnie byłem, też krótko, w Orle. Zrezygnowałem – nie wiem dlaczego. Później był taki turniej o Puchar Tymbarku. Osiągnęliśmy dobry wynik, ale tam też był taki trener z jednej ze szkół, fajnie pogadał ze mną, zaprosił na treningi. Pogadał wtedy z rodzicami. Zacząłem regularnie chodzić i grać, miałem wtedy jedenaście lat. Wcześniej nie miałem takiego zapału do piłki. Oczywiście oglądałem, grałem, ale nie napalałem się bardzo. Bardzo dużo czasu spędzałem, żeby sobie pokopać.

Od razu zacząłeś jako bramkarz?
– Imponowało mi to, że bramkarz się rzuca. Zawsze wracałem z boiska najbrudniejszy, lubię takie rzeczy.

bz02142016_046

Wzór do naśladowania?
– Takiego typowego to nie mam. Lubię piłkarzy doświadczony, którzy mają charyzmę, Gerrard, Casillas – kapitanowie. Tacy, którzy trzymają szatnię.

Dobry moment w tym sezonie?
– Na pewno na plus mistrzostwa Polski. Poza wynikiem. Z siebie jestem zadowolony.

Z drużyny?
– Gra była dobra, jeden gorszy moment, jedna połowa zadecydowała. Zawiodła głowa. Graliśmy ze Stalą Mielec sparing, była „piątka”, nastawienie było takie, że na luzie wygramy. Bolesna nauczka.

Najgorszy moment?
– Mieliśmy słabszy moment przed Łodzią. Graliśmy słaby sparing z SMS-em, na treningach nie wyglądało to w ogóle. Sam po sobie nie wiedziałem co robię. Ciężko to opisać.

Ale ostatnie miesiące was zbudowały chyba. 8 powołań do kadry.
– Ten ostatni miesiąc przed mistrzostwami był ważny. Pani psycholog Ola wzięła parę osób na rozmowy indywidualne, to dało efekty.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x