„Zapału do pracy nigdy mi nie brakowało. Praca się opłaca”

18
Październik
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-16

grzegorz-janiczak

W ostatnich miesiącach motorem napędowym Wisły Kraków 2001 jest Grzegorz Janiczak. W starciach ze starszymi rywalami przeważnie jest jednym z niższych na boisku, ale niekoniecznie przeszkadza mu to w zdobywaniu bramek głową, tak jak w ostatnim meczu przeciwko Hutnikowi Nowa Huta. – Był moment, że trenowałem z chłopakami sześć lat starszymi – mówi. Dobra forma miała już pierwsze wyróżnienie – testy sportowe w Norwich City. I zapowiada porządną naukę angielskiego.

Pismo z Norwich zaskoczyło cię?
– Wcześniej wspominał mi o tym agent, ale informację dostałem późnym wieczorem trzy dni przed wyjazdem. W sumie to dobrze, że tak się stało. Miałem chwilę na przygotowanie się do tego, ale nie skupiałem się nad tym nie wiadomo jak długo.

Pierwsza reakcja? Nie było obawy?
– Uśmiech, radość, trzeba się z takich rzeczy cieszyć. Troszeczkę się obawiałem o język, ale to przyszło z czasem. Oprócz tego innych obaw nie było.

Jak to wyglądało?
– Przyjechaliśmy w niedzielę popołudniu, więc kierowca zawiózł mnie do rodziny zastępczej. Cały dzień z nimi siedziałem, rozmawiałem, oglądałem mecz. W poniedziałek przyszedł po mnie chłopak mieszkający z nimi, który gra w drużynie U18 i autobusem klubowym, który przyjeżdża po chłopaków z rodzin zastępczych, pojechaliśmy. Pierwszy dzień przeleciał bardzo fajnie i szybko, tylko długo musiałem czekać na ten trening, byliśmy w klubie rano, a trenowałem wieczorem.

Co w międzyczasie?
– Oglądałem mecz drużyny U-21, no i siłownia na którą dostałem pozwolenie.

W szatni było więcej zagranicznych zawodników?
– Oczywiście, przyjechał ze mną chłopak z Werderu Brema, z tego samego rocznika. Bardzo dużo osób jest spoza Norwich, wszyscy są bardzo przyjaźnie nastawieni.

Nie było nastawienia, że przyjeżdża nowy chłopak na miejsce kogoś?
– Jeden był taki. Odebrałem mu kilka razy piłkę i już był złośliwy. Tak ogólnie, uważam, że OK. Najlepiej było, gdy w trzecim dniu trenowałem z U16. Tam był Polak Karol i on strasznie mi pomógł. Mój angielski nie jest zbyt perfekcyjny, więc gdy nie rozumiałem czegoś to mogłem na niego liczyć. Na początku zauważyłem, że tam jest większy przeskok niż u nas. W U16 piłka jest o wiele dojrzalsza. Młodsi cały czas wchodzili w drybling, a w 2000 piłka był już dorosła, fizyczna i to mi się bardziej podobało.

Po tych kilku dniach jakie wnioski ci się narzuciły?
– Na pewno przygotowanie motoryczne jest na podobnym poziomie. Różnice są takie, że tam więcej się pracuje indywidualnie, a wszyscy pracują świadomie na 100%. Świadomie wiedząc co chcą osiągnąć, uważam dzięki temu zapracowałem na wyjazd, uważam. Zawodnicy są bardzo sympatyczni, zadowoleni z tego co robią, z chęcią do pracy. Nam brakuje czasem poczucia humoru, zadowolenia z tego co mamy, a uważam, że jest naprawdę dobrze. Przynajmniej porównując z tym jak było, gdy przychodziłem do Wisły, a jak jest teraz. Różnica jest ogromna. W Anglii również intensywność jest większa, wszystko jest robione na gazie, bardzo dużo rzeczy robionych jest w grach. Trener chce grać i trenować cały czas na wysokim pressingu. Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to nie odstajemy w ogóle.

W sparingu z nimi dalibyście radę?
– Myślę, że zwycięstwo byłoby możliwe.

Transfer w takim wieku, bierzesz to pod uwagę?
– Uważam, że taki wyjazd na pewno nie jest stratą. Było to spore doświadczenie. Myślę o tym, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.

A co z tym językiem?
– Staram się dużo uczyć, już sam od siebie. W październiku poszedłem na korepetycje, bo muszę się tego języka nauczyć porządnie.

To najważniejsza kwestia?
– No niestety, nie oszukujmy się. Czasem na treningu tego brakowało, rozumiałem może 50%. Musiałem najpierw zobaczyć jak wygląda ćwiczenie. Przed takim wyjazdem kwestia języka jest zdecydowanie najważniejsza.

Grałeś w sparingu, co więcej, strzeliłeś nawet bramkę.
– Można powiedzieć, że standardowo zdobyłem gola głową po rożnym (śmiech).

No właśnie. Okres przed wyjazdem to jeden z lepszych w ostatnim czasie?
– Uważam, że moje ostatnie pół roku było najlepsze w mojej karierze. Bywały gorsze chwile i lepsze, ale zapału do pracy nigdy mi nie brakowało i dzięki temu zasłużyłem na ten wyjazd. Praca się opłaca.

Wiosną przez kontuzje kilku zawodników musiałeś wziąć więcej odpowiedzialności na siebie. Zgoda?
– W kilku meczach udało mi się odegrać ważną rolę, szkoda, że na Cracovii nie mogłem zagrać. Tego meczu jest mi najbardziej szkoda, no ale tak się potoczyło.

O was, z rocznika 2001, mówi się, że gdy coś nie idzie nadrabiacie charakterem.
– Myślę, że teraz trener Pluta wprowadził wiele energii i pozytywnego nastawienia do zespołu. Wyniki przyszły, ale przecież już z trenerem Wisłockim było dobrze, ale zawsze czegoś brakowało.

Teraz do większości meczów podchodzicie nie będąc faworytem, bo gracie ze starszymi.
– Dlatego bardzo szkoda meczu z Progresem, bo w pierwszych minutach strzeliliśmy bramkę na 1:0, ale sędzia podniósł spalonego. Bylibyśmy wyżej w tabeli.

Rozmawiałem z dietetykiem Akademii, mówił, że bardzo zaangażowałeś się w zdrowe odżywianie.
– Ja już ogólnie, od kiedy przyszedłem do Wisły bardzo to poprawiłem, a kontakt z dietetykiem tylko w tym pomógł. Teraz dalej staram się to ciągnąć, wolę sobie coś samemu zrobić, niż kupić w sklepie.

A jak wyglądało twoje przejście z Budzowa do Krakowa? Przeskok?
– Tam też graliśmy z wymagającymi rywalami, mieliśmy fajne turnieje. Poza tym w Budzowie zawsze trenowałem ze starszymi, był moment, że trenowałem z chłopakami sześć lat starszymi. Przychodziłem do klubu w wieku 5 lat, a nie było młodszych grup niż U11, więc grałem z nimi. Teraz są moimi dobrymi kolegami. Praktycznie do końca grania tam trenowałem z rocznikiem 1997, grałem z nimi kilka meczów, ale treningów było bardzo dużo. Zdarzało się, że kończąc jeden trening zostawałem na drugi.

Do Krakowa przyszedłeś razem z bratem.
– Dyrektor Wisłocki chciał do Wisły Kacpra Loranca i mojego brata, i kiedy ich zaprosił to zaproponował mi również przyjazd. Dyrektor bardzo nalegał na nasz transfer, chciało nas również Podbeskidzie, SMS Łódź czy Cracovia.

Skąd taki wybór?
– Wisła to Wisła, od małego jeździło się na jej mecze.

Chciało ci się dojeżdżać na treningi taki kawał?
– Na początku były trzy treningi w tygodniu, więc jeszcze w miarę, ale jak doszedł czwarty to już męczyło. Mieszkanie w domu jest fajne, ale stwierdziłem, że takie dojeżdżanie nie ma sensu i przeniosłem się tutaj.

Wasze wyniki w lidze to zaskoczenie czy spodziewałeś się tego?
– Zaskoczenie. Na początku bałem się trochę tej ligi, chciałem tylko awansować do najlepszej piątki. Sądziłem, że nie będzie łatwo, ale drużyna pokazała charakter i wyszła z grupy z drugiego miejsca. Przed pierwszym meczem fazy finałowej mieliśmy w planach awans do makroregionu, ale wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Marzenia się spełnia, a nie spełniają, wszystko można zrobić.

Mecz z Wisłą 2000 stał na wysokim poziomie. To jeden z waszych najlepszych meczów?
– Myślę, że nie. Były lepsze np. Mecz z Sandecją. Pokazaliśmy po raz kolejny charakter ale uważam że brakło detali, lepszych decyzji i mogłoby zakończyć się niespodzianka. Jednak starsi byli lepsi.

To był ciężki mecz, wiadomo, że najlepiej gdyby obie drużyny mogły wygrać. Strata do drugiego miejsca, na trzy kolejki przed końcem, to cztery punkty. Jest wiara w awans?
– Wierzymy. Chcemy wygrać wszystko do końca, a na tabelę nie patrzymy żeby nie męczyć dodatkowo głowy.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x