Wygraliśmy 2:1, a schodziliśmy z boiska autentycznie zdenerwowani, tymczasem rywale – zadowoleni

28
Listopad
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

DSC_2891

Jak przekonują nasi rozmówcy w Derbach Krakowa nie ma znaczenia o jaką stawkę gra się toczy. Nerwy, adrenalina, emocje i podwójna radość ze zwycięstwa – tak mecze z Cracovią wspominają wychowankowie Wisły. – Na te spotkania zawsze się czekało, aby jak najszybciej nadeszły – mówi Paweł Stolarski, obecnie piłkarz Lechii Gdańsk. – Gdy się było dzieckiem to każdy mecz przeżywało się bardzo, ale derby zawsze miały dodatkowy smaczek – dodaje Adam Buksa, jego kolega klubowy. Pierwsze garnitury Wisły i Cracovii spotykają się w sezonie przeważnie dwa razy, te młodzieżowe – niemal co weekend.

Gram w Wiśle już 11 lat i jedyne derby jakie przegrałem to te rok temu, kiedy graliśmy młodszym rocznikiem, a ja byłem po kontuzji – mówił po zwycięstwo 10:0 w finale Centralnej Ligi Juniorów Przemysław Lech, obecnie piłkarz Wisły Płock. Mimo to uważa, że te mecze nigdy nie traciły na wartości. – Od małego mieliśmy mocny rocznik, potem doszedł dobrze dysponowany rocznik 1996 i Cracovię, co by tu nie mówić, zawsze miażdżyliśmy. Co udowodniliśmy w naszym ostatnim meczu na szczeblu juniorskim. Przegrałem tylko jeden mecz derbowy, ale Pasy raczej nie uchodziły za słabego rywala. Może brało się to z tego, że z każdym zwycięstwem nabieraliśmy tej pewności, że gramy swoje i zwycięstwo jest nasze? Poza tym jednym meczem nie mieliśmy słabego dnia – dodaje. To on z rąk Zbigniewa Bońka odbierał puchar za Mistrzostwo Juniorów i, jak przyznaje, opaska kapitańska towarzyszyła mu niemal od początku gry w piłkę. – Trenerzy uważali, że się na niego nadaję i praktycznie cały czas, z krótką przerwą, nim byłem – mówi. – Swoje, przed meczem i w przerwie, zawsze powiedziałem. Nawet w tym ostatnim meczu, przy 4:0 po 45 minutach, mówiłem chłopakom, że gramy do końca, bo musimy udowodnić swoją wyższość – dodaje, pytany o rolę kapitana w tym meczu.

DSC_2770

Wygrać Derby? – Piękne uczucie – mówi Paweł Stolarski. – Te juniorskie wspominam bardzo dobrze. Zdecydowana większość kończyła się naszym zwycięstwem, do tego kilka remisów, ale porażek sobie nie przypominam. Był to najważniejszy mecz w sezonie. Udało mi się strzelić kilka bramek – dodaje. Między innymi dwie, gdy grał z przeciwnikiem dwa lata starszymi. – Ten mecz zapadł mi najbardziej w pamięci. Niestety, w ekstraklasie nie udało się zagrać, byłem tylko na ławce. Graliśmy w Juniorach Starszych, a ja byłem dwa lata młodszy. Przegrywaliśmy 0:1, skończyło się 4:2. Do dwóch bramek dołożyłem asystę, ale ostatecznie skończyłem mecz z czerwoną kartką. Miło wspominam to spotkanie, ale kartka zepsuła świętowanie – śmieje się.

08162015_041

Porażek nie pamięta również Adam Buksa, napastnik gdańszczan. – Padało dużo goli, było dużo emocji, szczególnie wśród rodziców. Dużo było ostrej gry, także ten mecz był szczególny, ale Wisła zawsze wygrywała – mówi. – Chyba jakoś żadne niezbyt zapadły mi w pamięci, ale bodajże w trampkarzach wygraliśmy 10:1. Ciężko mi jest jednak coś wyróżnić – dodaje. Zauważa, że choć znał się z zawodnikami Cracovii, to jednak nie brakowało w nich nerwowych emocji. – Zawsze skupiałem się na tym co się działo na boisku, ale na trybunach też bywało gorąco, rodzice często się przekrzykiwali. Wiadomo, że w Derbach gra była trochę zaostrzona, nieraz kończyło się to ostrymi faulami – dodaje Stolarski.

Z większością chłopaków z Cracovii znaliśmy się i nie byliśmy do siebie wrogo nastawieni. Wiadomo – na boisku adrenalina, emocje i czasami nerwy puszczały. Mieliśmy tak, że nieraz zbiegaliśmy się z chłopakami w jedno miejsce, żeby coś krzyknąć – przyznaje Lech.

Pierwszy występ? – W żakach w wieku dziesięciu lub jedenastu lat. Ale gdy się było dzieckiem to każdy mecz przeżywało się bardzo, ale derby zawsze miały dodatkowy smaczek – mówi Buksa. – O kurczę… Musiałem wtedy mieć z jedenaście lat, ale nie, nie dam rady sobie przypomnieć – bezradny jest również Lech. I nie zaskoczy też odpowiedź Stolarskiego: – Oj, za dużo tego było.

DSC_1295

Przemysław Lech:Po pierwszym finałowym meczu doszło do zabawnej sytuacji. Wygraliśmy 2:1, a schodziliśmy z boiska autentycznie zdenerwowani, tymczasem rywale – zadowoleni. Mieliśmy wtedy ogromną przewagę. Powiedziałem chłopakom w szatni, że nie jest ważne, że wygraliśmy 2:1 czy 8:0 bo i tak na Kałuży musimy wygrać, nie wyobrażam sobie przegranym derbów. Chłopaki wzięli sobie słowa do serca, a wynik przerósł nasze oczekiwania. Jednak było, minęło i teraz trzeba coś osiągnąć w seniorskiej piłce.

– W latach siedemdziesiątych przechodząca kryzys drużyna Cracovii spadała na coraz niższe szczeble ligowych rozgrywek, co uniemożliwiało formalną kontynuację derbów Krakowa. A na tym, by je w godny sposób kontynuować, zależało wszystkim. Za emocjami związanymi z uświęconymi tradycją meczami dwóch najstarszych polskich drużyn tęsknili nie tylko krakowscy kibice, ale też miejskie władze, dziennikarze i sami zawodnicy. Jak się okazało, wszystkie strony potrafiły się dogadać i dzięki współpracy i wzajemnej życzliwości znaleźć doskonałe rozwiązanie problemu – możemy przeczytać w portalu historiawisly.pl. Graliśmy o Herbową Tarczę Krakowa – wyjaśnia Kazimierz Kmiecik, najlepszy napastnik w historii Wisły, a obecnie trener Juniorów Starszych. – Bywały takie mecze, że graliśmy dobrze, ale mecze zdarzało się przegrać – opowiada. Na 17 spotkań o to trofeum Wisła górą była 11-krotnie. Mecze rozgrywano w styczniu. – Bardzo lubiłem grać w Derbach, już od najmłodszych lat. To jest specyficzny mecz, a praktycznie w każdym z nich udawało mi się strzelać bramki, więc była to moja dodatkowa radość. Większość spotkań z Cracovią wygrywaliśmy – dodaje trener Dariusz MarzecObaj jako trenerzy prowadzili swoje drużyny w meczach derbowych. – Zdecydowanie bardziej denerwuję się jako trener niż jako piłkarz. Teraz chcę, aby drużyna grała jak najlepiej. Ważny jest również styl, nie tylko wynik – uważa Kmiecik. W 9. kolejce Centralnej Ligi Sezonu obecnego sezonu Wisła ograła Cracovię 2:1. Był to jednak wyjątkowy mecz, ponieważ wiślacy stracili bramkę na początku spotkania, a drugą połowę kończyli bez dwóch zawodników. – Trzeba wierzyć w drużynę, piłka to nieobliczalna dyscyplina sportu. Pokazaliśmy, że w dziewięciu można wygrać mecz.

07142015clj_022
Dariusz Marzec: – Nie da się tego wrzucić do jednego schematu. Każdy mecz jest inny i przed każdym spotkaniem inaczej motywuje i rozmawiam z zawodnikami, natomiast na Derby niespecjalnie trzeba tego robić.

Kazimierz Kmiecik: – Za moich czasów zawodnicy Wisły i Cracovii normalnie spotykali się w kawiarni, zawsze ze sobą rozmawialiśmy. Wiadomo, na boisku walczyliśmy o zwycięstwo, ale to wszystko tam zostawało. Poza nim byliśmy kolegami. Jak ja grałem to kibice chodzili na mecze bo chcieli zobaczyć piłkę, jak grają drużyny, nie patrzyli aż tak która to drużyna.

fot. Joanna Żmijewska, Bartek Ziółkowski

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x