Trenerzy Akademii o szkoleniu bramkarskich talentów

18
Marzec
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

33

Wyszkolenie młodego zawodnika na pozycję bramkarza to długi i skomplikowany proces. Jak to się odbywa w Akademii? Opowiedzą dwaj trenerzy odpowiedzialni za treningi naszych najmłodszych ‚golkiperów’. – Podejście do bramkarzy powoli zmienia się na lepsze, zwłaszcza u młodszych trenerów, którzy mają świadomość, że bramkarze potrzebują odpowiednich warunków do treningów. Chcemy w najbliższym czasie tę pracę usystematyzować. Tak, żeby była ona powtarzalna, np. trenując w określone dni i to się przez dłuższy czas nie zmienia. Trening ma być czymś ważnym, czymś rozwijającym zawodnika, a nie dodatkowym i traktowanym mało poważnie, zajęciem – mówią Jakub Bubetty i Miłosz Kocot, którzy szkolą młodych zawodników Wisły Kraków na pozycję bramkarza. Spotykają się z kandydatami na bramkarzy co najmniej dwa razy w tygodniu. – Trzeba mieć świadomość, że szkolenie bramkarzy to długotrwały proces. Nie możemy wymagać od zawodnika, który ma dwanaście lat, żeby bronił wszystko. Można wymagać pewnych elementów, które powinien mieć wytrenowane, ale nie wszystkiego. Ta praca naprawdę jest długa i monotonna – uważa Kocot.

Szkolenie bramkarzy w Akademii Wisły zaczyna się od dziesięciolatków. Wtedy, podczas treningów, możemy zaobserwować już pierwsze formy ćwiczeń stricte bramkarskich, chociaż zajęcia na ogół prowadzone są w formie zabaw, gier oraz treningu ogólnorozwojowego. – Wprowadzamy pewne elementy pozycjonowania czy techniki chwytu piłki – mówi Jakub Bubetty. Typowych zajęć bramkarskich jednak nie ma. Te zaczynają się dopiero u dwunastolatków, czyli obecnie rocznika 2003. – Zgodnie z planami Akademii dzieci pomiędzy dziesiątym, a jedenastym rokiem życia mają przygotowywać się do tego, aby w późniejszym czasie ich koordynacja i zwinność były na odpowiednim poziomie. Czyli żeby mieli te podstawy ruchowe, które pozwolą takiemu chłopcu kształcić się na bramkarza. Znacząco pomagają w tym zakresie prowadzone u dwóch grup wiekowych zajęcia judo – dodaje Miłosz Kocot.

77

Treningami z najmłodszymi zajmuje się Jakub Bubetty, który podkreśla, że w tym wieku jego rola polega między innymi na tym, aby tych najmłodszych adeptów zachęcić do tej pozycji na boisku. Z kolei Miłosz Kocot odpowiada za rozwój trzynasto- i czternastolatków. Najzdolniejsi i najstarsi bramkarze Akademii trafiają na treningi do Myślenic. Utworzone tam są obecnie dwie grupy: jedna dla bramkarzy rezerw, druga – składająca się z tych młodszych, w której obecnie znajdują się bramkarze z rocznika 2000 i 2001. – Taki jest plan, żeby ci, którzy dojrzeją oraz posiądą odpowiednie warunki techniczne i fizyczne trafiali do trenera Artura Łaciaka, który będzie ich przygotowywał do gry w piłce seniorskiej. Treningi tam prowadzone są już znacznie intensywniej niż tutaj – mówi Kocot, dla którego trenowanie bramkarzy w Akademii nie jest jedynym zajęciem. – Gdy dostałem ofertę gry w Wiśle Krakbet Kraków pojawił się temat pracy w Akademii i z chęcią na tę propozycję przystałem – mówi i przyznaje, że porównanie treningów w futsalu do tych piłkarskich jest praktycznie niemożliwe: – Całkowicie inny sposób bronienia – nie ma żadnego powiązania, poza grą nogami i chwytem piłki.

Młodszy z trenerów, Jakub Bubetty w przeszłości występował w młodzieżowych zespołach Wisły. Jak sam mówi, zaczynał jako napastnik, by później systematycznie być przesuwanym coraz bliżej bramki. – Byłem napastnikiem, środkowym pomocnikiem, później obrońcą, a ostatecznie skończyłem na bramce. Podczas jednego z turniejów musiałem zastąpić bramkarza i tak już zostało – mówi. Nie ukrywa, że fakt iż przez pewien okres występował jako zawodnik z pola sprawił, że nie miał problemów z grą nogami. Teraz chce pomóc w rozwoju chłopaków, bo jak nietrudno zauważyć, wychowanków Wisły występujących na tej pozycji na poziomie przynajmniej pierwszoligowym jest niewielu. – Można powiedzieć, że przyszedłem tutaj z taką misją, żeby zrobić coś, czego nie zrobiono wtedy ze mną. I nie było tak dobrze jak teraz, kiedy chłopaki mają kontakt z nami dwa razy w tygodniu albo częściej. Z treningami też bywało różnie… Jak miał trener czas by przyjść do młodych, to przychodził. Jednak brakowało systematyki i to było najgorsze. Walczę o to, żeby było to zrobione jak należy – deklaruje.

11

W tej chwili szkoleniu podlegają już dziesięcioletni kandydaci na bramkarzy, chociaż ciężko w tym wieku jeszcze mówić o przywiązaniu do tej pozycji. Preferencje mogą się szybko zmienić, nawet w ciągu dwóch miesięcy. Zdarzało się też, że osoba trenera bramkarzy potrafiła zmienić podejście dziecka. – Była taka sytuacja, kiedy chłopiec po treningach i rozmowach ze mną zapragnął stać się bramkarzem. Właśnie o to chodzi, o tę świadomość. Na szczęście u trenerów ona się również zmienia. Staramy się przekazać, że bramkarz to nie jest „samotna wyspa”, że również ma wpływ na to co się dzieje na boisku. Jak zacząłem tutaj pracę rok temu, to zawodnicy nie do końca jeszcze mieli tego poczucie, ponieważ zajęcia odbywały się raz w tygodniu. Teraz wydaje mi się, że wiedzą o co chodzi. Mają kontakt z trenerami, możemy sobie porozmawiać, pomóc czy poradzić. Jesteśmy jak drudzy rodzice. Trenera zespołu bramkarz nie zapyta jak ma się ustawić w danej sytuacji – tłumaczy Bubetty. – A pytają bardzo dużo. Jeszcze do niedawna zawodnicy traktowali to jako urozmaicenie treningu, ale teraz już coraz bardziej wiedzą, co i jak mają robić, i chcą ciągle tej wiedzy przyjmować więcej – dodaje Kocot.

Trenerzy podkreślają, że do lamusa odchodzi już gra z pominięciem bramkarza. Modelowym przykładem są obecnie roczniki 2004 i 2005, gdzie jeszcze nie ma przypisanej pozycji do danego zawodnika, ale już tam akcje rozgrywane są z wykorzystaniem bramkarza. – Dzisiejszy futbol idzie w takim kierunku, żeby bramkarz grał wysoko. Zauważcie, że coraz mniej jest interwencji na linii, bramkarz coraz częściej gra na przedpolu. Prosty przykład Bayernu Monachium i Manuela Neuera – tam cały system jest tak ustawiony, że jego wyjścia z bramki są już elementem taktyki. Nie robi tego, bo tak mu się podoba – tłumaczy Bubetty. Niemiecki bramkarz to jednak ewenement na skalę światową do którego trudno komukolwiek jest dorównać. Składa się na to wiele czynników, w tym między innymi świetna gra nogami oraz szybkość, co jest efektem tego, że on często grywa z zawodnikami w pola. – Ten problem widać jeszcze u nas, że chłopców z rocznika 2003 i 2004 ktoś za wcześnie na tę bramkę ustawił. Oni jednak powinni mieć tę zmienność pozycji. Zdecydowanie jestem zdania, że powinni często grać w polu, wtedy ta noga im się „układa”. W momencie, kiedy będą chcieli zostać bramkarzem, będziemy się mogli skupić tylko na pracy specjalistycznej – mówi były bramkarz Wisły. Treningi koordynacyjne w formie zabaw prowadzone są również dlatego, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy zawodnik po dwóch miesiącach nie zechce być na przykład napastnikiem. – Jest organizowana jednostka treningowa, na którą chętni do stania się bramkarzem mogą przyjść – wyjaśnia Kocot.

44

Dużo czasu trenerzy poświęcają takim aspektom, jak wprowadzanie piłki do gry, zarówno jeśli chodzi o wyrzut piłki, jak i wykop. – Można to wszystko spokojnie wyćwiczyć, tak, żeby uruchamianie akcji przez bramkarza nie było problemem. Są odpowiednie techniki, których staramy się u naszych podopiecznych wytrenować – mówi Kocot. Sporym problemem u polskich bramkarzy jest też gra na przedpolu. – Nad tym można pracować tylko w warunkach zbliżonych do warunków meczowych. To jest taki element, którego nie wytrenuje się, gdy nie ma warunków zbliżonych do tych meczowych. Tego nie da się wytrenować na skrawku boiska, czy też na małej bramce. Musimy również pamiętać, że jest to też kwestia podjęcia decyzji, ale i warunków fizycznych. My przede wszystkim skupiamy się na technice. Z kolei duży nacisk kładziemy na grę nogami. W trakcie rozgrzewki i między poszczególnymi ćwiczeniami – mówi trener, który w grudniu zdobył młodzieżowe wicemistrzostwo Polski w futsalu. Obaj trenerzy podkreślają, że ta pozycja jest jedną z najbardziej wymagających na boisku. – Mówi się, że trening bramkarski jest najcięższy. Faktem jest, że bramkarze wykonują dużo pracy – mówi Bubetty, a Kocot podkreśla, że zdarzają się sytuacje, kiedy zawodnicy nudzą się, ale kluczem do sukcesu na tej pozycji jest powtarzalność. – Musimy im czasami przypominać, żeby koncentrowali się na każdym ćwiczeniu – mówi. Warto podkreślić obciążenie psychiczne, które nie jest małe. – Zdecydowanie więcej pracy zawodnik wykonuje podczas jednostki treningowej. Zdarza się, że bramkarz jest dobry, gdy ma dużo sytuacji, ale czasem przez cały mecz ma tylko dwie i patrzy po trybunach, kto przyszedł na mecz. Bramkarz musi być przez 90 minut skupiony na jednym i to powoduje, że obciążenie jest spore – dodaje drugi z trenerów.

22

Obaj trenerzy sporządzają raporty z występów swoich podopiecznych, również nagrywają mecze. Później starają się analizować ich grę. – Zawsze jak bramkarz zobaczy wideo ze swoich interwencji, to później łatwiej jest mu zrozumieć, co zrobił dobrze, a co źle. Kiedy zawodnik raz, drugi, trzeci nie poprawia tego co mu sugeruję, to nagrywam go i mu pokazuję. Czasami nie potrafią sobie tego wyobrazić, wtedy nagrania im pomagają. Dla nas też łatwiej jest wychwycić pewne niepotrzebne ruchy, których na pierwszy rzut oka nie widać – mówi Kocot, który również uważa, że w przypadku bramkarza sytuacja wygląda inaczej niż u zawodnika z pola: – Gdy defensywny pomocnik rzuci dokładną piłkę na 30 metrów to nikt nie myśli, w jaki sposób ustawił on stopę. My staramy się pracować nad wzorcem ruchowym – mówi. Problemem jest czas – dzieci kończą szkołę, przyjeżdżają na trening, kończy się to bardzo późno i brakuje czasu na teorię. – Staramy się rozmawiać z chłopakami, przynajmniej tyle na ile jest to możliwe – mówi Bubetty.

Wśród wielu amatorsko trenujących piłkę nożną panuje przekonanie, że na bramkę wybiera się najsłabszego. Jest to teoria raczej podwórkowa, co potwierdzają wypowiedzi trenerów. – Bramkarze na treningi poświęcają więcej czasu niż zawodnicy z pola, bo między innymi mają dodatkowe ćwiczenia – mówi Kocot. Nie da się ukryć, że ważną tutaj cechą jest odwaga. – Ciężko to wytrenować, to jest jednak cecha wrodzona. Jak ktoś od małego chodził po drzewach i nie bał się skoczyć, to im jest starszy, tym mniej boi się rzucić komuś pod nogi. Trzeba mieć też charyzmę – uważa Bubetty, który mówi, że zawodnicy sami przychodzą chętni do bronienia, ale czasami jeszcze nie są świadomi: – Niektórym się wydaje, że bramkarz to osoba którą w każdej chwili można się stać. Trzeba uświadamiać tych chłopaków, że bramkarz to nie osoba, która przez 30 minut stoi z boku, a potem broni. Że wykonuje się tytaniczną pracę, po to, żeby w danym meczu mieć czasami tylko jedną interwencją, ale możliwe, że kluczową dla losów tego spotkania.

55

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x