Psycholog Joanna Basiaga-Pasternak: „Ktoś może mieć nawet pięciu psychologów, ale bez odpowiedniego podejścia daleko nie zajedzie”

09
Grudzień
2014

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

DSC_2236

Od kilku lat współpracuje z krakowskimi sportowcami w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie, a od niedawna jest psychologiem w Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków. Porozmawialiśmy z dr Joanną Basiagą-Pasternak, która opowiada o roli psychologa w sporcie i podkreśla znaczenie rodzica w karierze dziecka. – Ważne jest, żeby rodzic zrozumiał, że na boisku rządzi trener, który wie jak postępować z zawodnikami w każdym wieku, bo trenerzy ucząc się poznają też psychologię rozwojową. Wiedzą jak na poszczególnych etapach prowadzić takiego zawodnika.

Wraca pani do Wisły po pięciu latach, tym razem jednak do młodych zawodników.
Nie do końca. Z juniorami starszymi i młodszymi mam zajęcia w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Nowością natomiast są konsultacje z młodszymi grupami. Już od siódmego roku życia.

Jakieś efekty po dwóch miesiącach już widać?
Na razie tę współpracę rozpoczynamy. Za mną jedno szkolenie z trenerami, niedługo będzie miało miejsce jeszcze jedno. Zaczynamy od najstarszych grup, ale przewidywane są wywiady i badania psychologiczne wszystkich zawodników oraz konsultacje z wskazanymi przez trenera piłkarzami.

Zajęcia psychologa z siedmiolatkiem – to brzmi dość dziwnie.
Zajęcia z tymi młodszymi grupami będą polegał bardziej w formie obserwacji bądź dyżuru. Również zwracanie uwagi trenerom na komunikację; na sposób pracy z dziećmi; jak się do nich zwracać. Można podpowiedzieć trenerowi kilka ćwiczeń, które zwiększają koncentrację, które mogą zrelaksować, ale to są elementy zabawy. Oczywiście jest możliwość spotkań indywidualnych na wniosek trenerów lub rodziców.
Praca w większym stopniu zaczyna się u tych starszych. Razem z trenerem Dariuszem Marcem podjęliśmy decyzję, że taką bardziej rozszerzoną współpracę rozpoczniemy z dwunastolatkami i starszymi. Wtedy można już wprowadzać pewne techniki mentalne, ćwiczenia dotyczące relaksu, wizualizacji.

Jak bardzo to jest ważne?
Jest to kwestia zmiany pewnego podejścia, bo coraz więcej zawodników nie boi się psychologa. Czasami o psychologu mówi się nawet trener mentalny. Wielu zawodników światowego formatu wspomina o swojej współpracy z psychologami, traktuje to jako jeden z elementu przygotowania do sezonu.

Nie ma obawy przed zajęciami z psychologiem?
To kwestia mentalności i podejścia trenerów. Jeżeli oni zachęcają żeby odbywały się konsultacje to jest akceptacja.

Juniorzy z SMS-u chętnie przychodzą?
Zawodnicy przychodzą, czasami trenerzy sugerują zawodnikom, żeby przychodzili, ale myślę, że są już przyzwyczajeni, że jest psycholog sportowy i to nie znaczy, że oni są jacyś słabi. Czasami jest strach, że ktoś uzna to za słabość. Ale skoro sami trenerzy ich do tego zachęcają to ten argument odpada.

Oni są w takim wieku, kiedy ich przyszłość powoli się wyjaśnia. A kiedy kończy się zabawa; kiedy osoba świadomie zaczyna podejmować decyzje?
W okresie dorastania. To jest moment, kiedy zaczynamy świadomie myśleć o sobie, o swojej przyszłości, ale tak naprawdę dużo osób podejmuje decyzje, czy zostać w piłce, czy z niej odejść, kiedy następuje taka pierwsza konfrontacja z rzeczywistością. Kiedy porównujemy to co się dzieje, a to co sobie wyobrażaliśmy, i wtedy zdarza się, że część osób rezygnuje.

Wśród psychologów są m.in. takie opinie, że dziecko przed dziesiątym rokiem życia powinno próbować sił w różnych dyscyplinach sportu – judo, piłka nożna, tenis.
Ale też w okolicach, powiedzmy, drugiej klasy podstawówki wyłapujemy, że w tej dyscyplinie lepiej nam wychodzi albo coś bardziej podoba. Teraz widzimy, że to wszystko idzie w kierunku wczesnej specjalizacji czyli treningi podejmują już przedszkolaki.

Teraz – chociaż to słowo trochę na wyrost – trenują już nawet czterolatki. Dobre jest takie cofanie wieku? Kiedyś najmłodszą trenującą grupą byli siedmiolatkowie.
Do sportu trafiają dzieci, która są utalentowane ruchowo i mają potrzebę ruchu i ten ruch sprawia im przyjemność. Potrzebują jakichś zajęć, a jeżeli te są dobrze i ciekawie prowadzone, to nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem, że trenerzy nie będą robili mistrzostw świata w wieku lat czterech. Dla dzieci jest to przede wszystkim zabawa, przyjemność one się mają uczyć rozwijać. W ich przypadku trzeba być cierpliwym, bo one w różnym tempie się uczą, rozwijają. Mają różną motywację, inny rozwój emocjonalny, jedne potrafią się skoncentrować, drugie nieco mniej. Dzieci sześcioletnie są bardziej skupione na sobie. Prosty przykład: sześciolatek wracający z meczu opowiada rodzicowi o swoim występie, a taki ośmio – dziewięciolatek już szybciej potrafi dostrzec kolegów.

Jak w takiej sytuacji powinien odnajdywać się rodzic?
Rodzic może być wielkim wsparciem dla trenera. Słyszy się o wielu historiach kiedy rodzice ingerują w rolę trenera i podważają autorytet trenera. To jest szkodliwe. Na szczęście są też tacy, którzy pomagają. Ważne jest, żeby rodzic zrozumiał, że na boisku rządzi trener, który wie jak postępować z zawodnikami w każdym wieku, bo trenerzy ucząc się poznają też psychologię rozwojową. Wiedzą jak na poszczególnych etapach prowadzić takiego zawodnika.

Przy zmianie klubu to jednak nie trener, a rodzice mają największą władzę. Czasami wydaje się, że aż zbyt dużą.
W tej kwestii rola rodziców jest najważniejsza. Ci starsi już sami za siebie decydują, czy idzie do klubu, gdzie nie będzie się rozwijał, ale decydują kwestie finansowe, natomiast w przypadku tych młodszych decydują rodzice.

Kluby są zainteresowane ściąganiem już dwunastolatków. Czasami to szkodzi… rodzicom.
Najważniejsze jest żeby nie robić z tego wielkiej afery. Tu jest rola rodziców by było to traktowane jako wyróżnienie, chluba, ale bez nadmiernych emocji. Bo jeżeli taki chłopiec jedzie na testy to czuje się gwiazdą. W tym momencie zaczyna patrzyć z góry na kolegów, na tych testach „nie łapie się” i jest ogromne rozczarowanie. A dzieci zaczynają mu dokuczać. W tym wieku dzieci potrafią dokuczać bez ograniczeń.

Krytyka przez media – nigdy czy od czasu do czasu dopuszczalna?
Zazwyczaj uczulałam trenerów, żeby nie oceniali indywidualnie zawodnika w mediach. Można wiele omówić w szatni, natomiast faktycznie nie najlepiej wpływa na zawodników takie imienne wytykanie przy dziennikarzach. Zawodnicy są pamiętliwi. Może być zniechęcenie, żal do trenera, w konsekwencji czego gorsze relacje.

W tym przypadku mowa przede wszystkim o juniorach, który grają w Centralnej Lidze Juniorów bądź w rezerwach Wisły – nimi prasa już się interesuje. Co z tymi młodszymi – czy pisanie o, powiedzmy, dwunastolatkach to nie przesada?
Myślę, że takie oswajanie zawodników z mediami jest dobrą sprawą. Też zwracam gdzieś uwagę chłopakom w szkole, w jaki sposób docierać do mediów, co mówić, a czego nie. Znowu ważna jest tutaj postawa dorosłych. Jeśli media zainteresują się jakimś zawodnikiem, to trzeba przejść z tym do porządku dziennego. Był taki artykuł, gratuluję ci, ale teraz jest trening. Nie można robić z tego afery.

By nie pojawiła się popularna „sodówka”. Od czego to zależy?
Od samego zawodnika i środowiska rodzinnego. Można to wytłumaczyć na świetnym przykładzie Michała Czekaja w momencie kiedy załapał się do pierwszej drużyny Wisły. Jego rodzice mądrze kierowali karierą i kiedy Michał zaczął trenować z pierwszym zespołem nie było żadnej „sodówki”. Tak samo z Michałem Chrapkiem. Nie było w tych przypadkach niczego niepokojącego.

Oni są bardzo spokojni, ale są też zawodnicy krnąbrni…
Na pewno trzeba takim pomagać. Są też zawodnicy którzy pomimo wyciągniętych rąk nie chcą pomocy. I nic się nie zrobi.

Szczególnym wyzwaniem musi być praca z zawodnikiem kontuzjowanym. Co robić by się nie załamał?
Ten sam problem ma 16-latek, jak i 29-latek. I chyba nawet ten starszy piłkarz ma gorzej, bo ma świadomość, że czas ucieka. 10-latek może nie mieć tego strachu, bo wie, że lekarze go wyleczą i wróci do gry. Na pewno ważne jest zaufanie do sztabu medycznego, do rehabilitacji i lekarza. W trakcie kontuzji psychologowie polecają aby stosowano wizualizacje. Wyobrażamy sobie, że trenujemy albo gramy. W taki sposób aktywizujemy ośrodki ruchowe w mózgu. Ważne jest żeby zawodnik żył z zespołem, nawet podczas kontuzji przebywał razem z drużyną. Ważna jest też postawa klubu, który musi okazać wsparcie. Natomiast pod kątem psychologicznym to: praca nad pewnością siebie i redukcją negatywnych emocji.

Granie w Wiśle Kraków może paraliżować?
Jest to duże wyróżnienie, ale trzeba mieć świadomość, że gra dla Wisły to wielkie wyzwanie. Duże oczekiwania, konkurencja i rywalizacja. Zaszczyt, który trzeba poprzeć ciężką pracą. W przypadku starszych zawodników dochodzi też do selekcji.

Czy ta selekcja nie powoduje strachu?
Selekcja jest bardziej widoczna w starszych grupach wiekowych, gdzie zawodnicy są bardziej świadomi. Jest to na pewno trudne, bo nikt nie lubi być oceniany, dorośli też. Przez to albo zostajemy albo odpadamy. Zresztą, myślenie, że jest się ocenianym w trakcie meczu, nie jest dobre. Wielu zawodników tak ma, że myśli o tym, żeby dobrze wypaść przed trenerem, ale zawsze powtarzam zawodnikom, żeby tego nie robili, bo myślenie o trenerze tylko ich dekoncentruje. Jeżeli popełnimy błąd i się na tym skupimy, będziemy mieli w głowie „co trener pomyśli” spowoduje kolejne błędy. Najważniejsze to skupić się na grze.

W zachowaniu trenerów Wisły, a rywali można zauważyć pewną różnicę. Trenerzy Akademii często siedzą i obserwują grę, a rywala dyrygują swoimi zawodnikami. Czy to nie jest przypadkiem zabijanie w dzieciach kreatywności?
Dokładnie! Wydaje mi się, że wersja gdy trener trochę mniej podpowiada jest lepsza, ponieważ zawodnik musi sam myśleć. Podczas różnych kursów trenerskich, które prowadzę, szkoleniowcy pracujący z małymi dziećmi mówią: „bo na treningu zawodnicy cały czas chcą, żeby im podpowiadać” i na meczu jest to samo, zawodnik biegnie z piłką i odwraca się w kierunki trenera i czeka na podpowiedź, bo sam nie wie co ma zrobić. Dobrze jest uczyć zawodników samodzielności, gdy mamy zawodników młodych to jest to trudne, ale im starsi, tym musimy bardziej dawać im szansę na samodzielne decyzje i na popełnianie błędów, z których się będą uczyć.

Przesadna pewność siebie również jest zła? Jak to tonować, gdy w meczach najmłodszych wyniki są często dwucyfrowe?
To jest jak w życiu. Najlepsza jest przeciętna pewność siebie, taka w sam raz. Stawiamy sobie zadanie, wiedząc na co nas stać. Popadanie w skrajności jest niekorzystne. Wydaje mi się, że w tym przypadku to nie jest problem pewności siebie, tylko motywacji. Gdy gramy z zespołem teoretycznie i, jak się potem okazuje, praktycznie dużo słabszym od siebie, to trudniej się zmotywować. Tak jest często w piłce. Łatwiej nam się gra z zespołami mocnymi, bo samo zadanie, sam przeciwnik powoduje, że chce nam się grać i jesteśmy bardziej zmotywowani. Trenerzy muszą bardziej motywować, ale zawsze powtarzam zawodnikom, że nieważne z kim grają, oni pracują na swoje nazwisko oraz powinni tak samo się angażować i starać. Widzę, że coraz częściej to dostrzegają.

Jest to chęć rozwijania się?
Myślę, że tak. To taki element przygotowania piłkarskiego. Można poprawić sferę psychiczną i nawet lepiej jest gdy zawodnik przychodzi gdy nic się nie dzieje, niż gdy ma problem. Jak zaczynałam współpracę z trenerem Skorżą to wchodziłam do drużyny, która w rundzie jesiennej nie przegrała ani jednego meczu. I to było takie naturalne. Trener chciał diagnostyki, poznania zawodników pod kątem psychologicznym. Następnie mieliśmy spotkania drużynowe, indywidualne. To było korzystniejsze, bardziej naturalne niż wtedy gdy psycholog wkracza dopiero wtedy gdy zespół przegrywa.

Ile konsultacje z psychologiem muszą trwać, żeby dały efekt?
To zależy jaki jest problem i czego dotyczy. Potrzeba na pewno kilku, niekiedy kilkunastu spotkań, więc to jest sprawa indywidualna. Bardzo często problemy sportowe wiążą się z innymi problemami. Uczniowie mogą mieć kłopoty w szkole, domu, w życiu prywatnym. Mówimy o sprawach sportowych, ale te wiążą się z życiem codziennym.

Jak bardzo psycholog przygotuje zawodnika do seniorskiej piłki?
To zależy jak zawodnicy chcą to wykorzystać. Ktoś może mieć nawet pięciu psychologów, ale bez odpowiedniego podejścia daleko nie zajedzie. Dopiero zaczynamy współpracę, więc wszystko to powoli się rozwija. Już teraz pomagamy, podpowiadamy, ale wszystko zależy od chęci sportowca. Bez tego nie da się nic zrobić. Zawodnicy starsi mają największą szanse skorzystania na współpracy. Oni są świadomi, wchodzą w piłkę seniorską i w tym momencie powinni skorzystać z tego bo idą w samodzielny świat. Część w Wiśle zostanie, a pewnie większość odejdzie.
Menadżerowie – o nich nie wspominaliśmy jeszcze, a oni też potrafią wiele zamętu w głowie zawodnika, zwłaszcza młodego, wprowadzić.
Są menadżerowie, którym chodzi tylko o pieniądze, więc niepotrzebnie „mieszają w głowach” zawodnikom. Jeśli mamy zawodników, którzy nie są z Krakowa, a grają w Wiśle, to rodziców przy nich nie ma, więc nie zawsze mogą nadzorować agentów. Ale są też tacy, którzy chcą dobrze i, co ważne, są tacy w Krakowie.

Wiek trenera ma znaczenie?
Raczej nie. Dla tych ośmiolatków nawet już gimnazjalista jest dorosłą osobą, więc na bardzo młodego trenera będą patrzeć poważnie. Problem może być na linii młody trener – rodzice, którzy są od niego starsi. Tutaj ważne jest, aby trener sam uwierzył, że on jest autorytetem i na boisku on „rządzi”.

Mówiąc krótko: wszystko sprowadza się do rodziców.
W przypadku małych dzieci tak. Jeżeli rodzice współpracują to wszystko jest w porządku i rozwój przebiega prawidłowo. Dla siedmiolatka rodzic jest najważniejszy, oprócz niego jeszcze pani w szkole i trener. Podkreślam raz jeszcze – bardzo ważna i najbardziej efektywna jest udana współpraca rodzic – trener. Ważne jest tu także obustronne zaufanie. Wtedy możemy spodziewać się najlepszych efektów szkoleniowych i wychowawczych.

Fot: Joanna Żmijewska; na zdjęciu Tomasz Zając strzela bramkę podczas finałowego meczu Mistrzostw Polski Juniorów Cracovia – Wisła Kraków 0:10

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x