„Pracy przed nami dużo, ale z odwagą patrzymy w przyszłość” – wywiad z Dariuszem Gryźlakiem

27
Grudzień
2014

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

Fot. Krzysztof Porebski

Od momentu powstania Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków mija prawie rok. Rok ciężkiej pracy – jak przyznaje Dariusz Gryźlak – pracy, której efekty powoli jest widać. W obszernej rozmowie z akademiawisly.pl dyrektor Akademii podsumowuje to, co udało się do tej pory wypracować oraz mówi o planach na najbliższy czas. Zapraszamy!

Prawie rok mija od powstania Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków. Pracy w tym okresie było dużo – ile udało się już zrobić?
Przekształcenie Szkółki w Akademię i jej organizacja w krótkim czasie spowodowało, że na starcie zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę i w duży wir pracy. Od początku musieliśmy stworzyć struktury Akademii, przeglądnąć zasoby kadry szkoleniowej i ocenić potencjał jakim dysponujemy. Trzeba było zrobić to bardzo szybko, żeby rozpocząć właściwą pracę. Zatrudniliśmy nowych trenerów, również tych specjalistycznych. Mamy teraz trenerów przygotowania fizycznego oraz motorycznego. Doszły zajęcia z judo oraz gimnastyka dla najmłodszych. Rozpoczynamy współpracę z psychologiem – to są takie podstawowe rzeczy, które zaczęliśmy wprowadzać.

Pojawił też się sponsor – firma kibicom Wisły Kraków dobrze znana, czyli Foodcare.
Jest to dla nas znaczący zastrzyk finansowy, uwzględniając budżet, jakim włada Akademia. Nie ukrywam, że jednym z moich celów było odświeżenie kontaktu z ludźmi, z którymi kiedyś miałem okazję współpracować dla Wisły. Z prezesem tej firmy Foodcare Wiesławem Włodarskim znam się jeszcze z czasów, kiedy pracowałem w Wiśle Kraków S.A. – był to jeden z naszych klientów. Po kilku spotkaniach doszliśmy do porozumienia i prezes Włodarski uznał, że warto inwestować w naszą młodzież. Podpisaliśmy trzyletnią, korzystną dla obu stron umowę.

W lutym odbyła się konferencja prasowa, podczas której siedział Jacek Bednarz, Ludwik Miętta-Mikołajewicz, Cezary Bejm i pan. Dwaj ostatni jako twarze Akademii. Co się stało, że Cezarego Bejma po miesiącu już nie było?
Mieliśmy różne wizje co do przyszłości.

W wywiadzie dla wislalive.pl mówił pan, że w wizji Bejma nie było Dariusza Marca. Czy przyjście Marca coś zmieniło?
Nie, to nie miało wpływu. Kiedy okazało się, że gramy w Centralnej Lidze Juniorów o mistrzostwo, to decyzja była prosta: Dariusz Marzec przychodzi na pół roku, aby dokończyć sezon ze swoją drużyną, grającą o mistrzostwo Polski. Tak naprawdę wynik nie miał mieć wpływu na okres pracy Marca dla Akademii, jednak po miesiącu okazało się, że współpraca z Bejmem będzie niemożliwa. Ja też nigdy nie ukrywałem, że potrzebuje osoby zaufanej do współpracy, a z Darkiem znamy się lata, więc uznałem, że powierzenie jemu roli koordynatora, zwłaszcza, że taką pełnił pracując w Wiśle Kraków S.A. Po tych 10 miesiącach które minęły, mogę stwierdzić, że to była słuszna decyzja i w aspekcie sportowym cały czas idziemy do przodu, nie zatrzymujemy się i dopracowujemy nasz plan szkolenia.

Kadra trenerska została znacząco wzmocniona, ale wydaje się, że to wciąż nie jest wystarczająca liczba – jakie są plany jeżeli o to chodzi? Trenerzy Legii dziwili się, że trener Marzec w juniorach nie ma asystenta, a oni mają takich dwóch.
Zamierzamy powiększyć sztab, ale przeszkadza nam w tym brak funduszy. Czteromilionowy budżet, którym dysponuje Legia starcza niektórym klubom na grę w pierwszej lidze. To są potężne pieniądze przeznaczone na szkolenie młodzieży. My na tą chwilę musimy poświęcić bardzo wiele energii na zapewnienie stabilności finansowej. Jeśli to nam się uda, będziemy mogli myśleć o dalszym rozwoju kadry szkoleniowej, przy czym główne nurty mamy zabezpieczone.
Mamy dwóch trenerów bramkarzy. Z tym zawsze w Wiśle był problem. Szkolenie najmłodszych nie było prawidłowe, przez co ci chłopcy przechodząc później do starszych roczników nie mieli odpowiedniej bazy, żeby dalej pracować. Tak samo stworzony został pion związany z rehabilitacją i treningami stabilizacyjnymi. Można go poszerzać, ale aktualnie nie widzimy potrzeby zatrudniać trenerów z innego obszaru, bo mając zabezpieczoną sferę treningu bramkarskiego i motorycznego, rehatreningu oraz treningu stabilizacyjnego i opieki psychologicznej stwierdzam, że to są najważniejsze aspekty, którymi musimy się zająć. Do tego dochodzi całe zaplecze medyczne. Ludzi jest za mało, ale od wiosny planujemy poszerzyć sztab każdego rocznika o asystenta trenera, żeby był większy komfort pracy.

Kwestia dietetyka jest rozważana?
Były tego typu podchody robione wiosną, gdy każda grupa miała możliwość spotkania się z dietetykiem. Natomiast to wymaga przygotowania szczegółowego planu żywienia dla dzieci. Wiem, że takie plany istnieją, jednak osoba prowadząca takie zajęcia musi być świadoma i musi umieć to przekazać w taki sposób, żeby nie zrazić dzieci do samej koncepcji zdrowego odżywiania. Ważne jest podejście, bo ani psycholog sportowy nie ma służyć leczeniu zaburzeń, ani dietetyk nie ma służyć leczeniu otyłości. Musimy spojrzeć na to szerzej: dietetyk ma regulować parametry zdrowego żywienia tak, aby młody człowiek mógł się rozwijać. Tak samo psycholog ma pomóc, aby sfera psychiczna była na tyle odporna na wszystkie bodźce które są dookoła i mogą zaszkodzić jego prawidłowemu rozwojowi. Specjaliści mają zapobiegać, a nie leczyć.

Kadra trenerska, z małymi wyjątkami, to ludzie z przeszłością wiślacką – jest to klucz przy zatrudnianiu?
Kluczem jest kompromis pomiędzy dwoma sprawami. Z jednej strony chciałbym, żeby to były osoby związane z Wisłą, żeby wiedziały co chcemy robić, bo liczy się też podejście emocjonalne, ale z drugiej strony konieczny jest parametr umiejętności. Bez tego nie mogliby pracować w Wiśle. Przecież jest wielu chłopaków, którzy trenują inne drużyny, są związani z Wisłą, ale nie będą u nas pracować, ponieważ nie mają wystarczających umiejętności. Z tych trenerów zatrudnionych latem mamy m.in. Michała Janię i Patryka Jałochę – obaj grali w Wiśle. Mają dodatkowo bardzo dobre opinie specjalistów, potrafią pracować z dziećmi, chcą się rozwijać i są ambitni. To jest ten idealny kompromis. Wymieszanie tego młodego wieku, chęci rozwoju i świadomości, że chcą się uczyć razem z nami. Ta mieszanka rutyny doświadczonych trenerów i młodości daje nam pewność, że nie staniemy w miejscu.

Będziecie namawiać Radosława Sobolewskiego do pracy dla Akademii? Mówił, że chce zostać trenerem.
Skoro tak mówił to czemu nie?

To jest chyba zbyt wyrazista postać, aby być asystentem.
Ja tak nie uważam. Pytanie, czy Radek miałby na tyle umiejętności żeby robić to samodzielnie czy potrzebuje takiej „rozbiegówki”. Na razie jest aktywnym piłkarzem i nie słyszałem, aby miał kończyć karierę w tym roku. Oczywiście możemy jeszcze pomarzyć o Kubie Błaszczykowskim, ale to jest melodia przyszłości. Nie ukrywam, że tak wyraziste postacie byłyby przydatne dla Akademii również medialnie. Warsztat trenerski to jedno, a wartość medialna to drugie

To jak wyglądało zatrudnianie trenerów w okresie letnim?
Najpierw zbieraliśmy opinie na temat ich pracy z młodzieżą – to była podstawa. Drugie to chęć pracy dla Wisły, bo to jest coś innego. To nie jest praca dla małego klubu, Wisła jest klubem z ogromną historią. Akademia, jako twór, również chce się rozwijać. Musieliśmy się zastanowić, czy kandydat jest gotowy udźwignąć ten ciężar. No i trzeci punkt to rozmowa.

Sporym problemem jest fakt, że w samym Krakowie ośrodków, w których szkoli się młodzież jest tak wiele?
Nie, ponieważ my nie jesteśmy w stanie zagospodarować wszystkich. Cel musi być inny, czyli taki, aby jak najwięcej chłopców grało w piłkę nożną pod okiem najlepszych trenerów. Jeśli chcemy być najpierw liderem regionalnym, a potem ogólnopolskim, a taki mamy cel, to zawodnicy muszą się szkolić w tych mniejszych klubach typu Jadwiga, a za jakiś czas i tak trafią do Wisły Kraków, bo gdzie indziej?

I w tym momencie pojawiają się inne duże kluby z Polski, jak Legia Warszawa.
Takie jest życie. Naszym celem jest dać chłopcom taką możliwość rozwoju, aby oni nie musieli nawet rozważać możliwości wyjazdu na testy do innych polskich klubów. Pamiętajmy, że Legia i Lech zrobiły to samo. Wydawało się, że chłopcy są nie do wyjęcia, ale perspektywy jakie stwarza Legia są ciągle największe w Polsce i jeśli ktoś nie jest związany z klubem bardzo emocjonalnie, to mocno będzie rozważał ofertę z Legii. Naszym celem jest, aby chłopcy od małego byli na tyle związani z Wisłą, aby nabierali tożsamości wiślackiej i rozumieli, czym jest gra dla Wisły. To jest wzorowane na klubach ligi angielskiej, gdzie chłopcy są przywiązani do klubów i grają w nich całą karierę nawet w momencie, gdy mogliby przejść do wielkiego klubu za wielkie pieniądze, jak Steven Gerrard.

Przed sezonem mówił pan, że jest możliwość obrony Mistrzostwa Polski Juniorów. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany.
No niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Dobrze zaczęliśmy sezon, ale problem jest szerszy i nie można na to patrzeć tylko przez pryzmat wyników osiąganych przez juniorów. To są chłopcy, którzy byli w kadrze, grali i walczyli już w poprzednim sezonie. Oczywiście, rocznikiem przewodnim był 1995, ale oni w większości grali tylko w rozgrywkach finałowych. Całą pierwszą i drugą rundę ciągnęli zawodnicy z rocznika 1996. Pamiętajmy, że drużyna juniorska cały czas występuje pod szyldem Wisła Kraków S.A. Zostało to tak zrobione, bo zależało nam na przepływie zawodników między juniorami a drużyną rezerw. Niestety, krótka ławka pierwszej drużyny powoduje krótką ławkę rezerw, a przez to osłabiony jest skład juniorów. Po prostu tych chłopców nie ma na tyle, aby obie drużyny były mocne i stabilne pod względem składu. Nie ukrywam, że Wisła S.A. ustawiła sobie za priorytet utrzymanie drużyny rezerw na poziomie III ligi, co musiało się odbić na poziomie gry juniorów w CLJ. Po zmianie formatu rozgrywek, gdzie zamiast czterech grup mamy dwie, przez co grają w nich naprawdę mocne drużyny, to się nie mogło sprawdzić. W moim odczuciu stało się źle, że została zaniedbana Centralna Liga Juniorów, ale taka była decyzja i nie mnie to oceniać.

A reforma samych rozgrywek CLJ?
Jest to świetne z co najmniej kilku powodów. Zawodnicy mają okazję już w tak młodym wieku nabierać przyzwyczajeń. Wyjazdy, hotele – seniorski styl życia. Raz śpimy w super warunkach i jest komfortowo na drugi dzień, a innym razem śpimy w nienajlepszym hotelu, bo innego w okolicy nie ma, więc dzień później jesteśmy zmęczeni. To są takie parametry, które później mogą mieć wpływ na regenerację, aklimatyzację, czy odporność na stres, który wynika z całego opakowania meczowego, a nie tylko z meczu. W mojej opinii, kluby, które teraz występują w CLJ są mocniejsze niż rok temu, dzięki czemu zawodnicy nabierają nowego doświadczenia i mają szansę rozwijać się szybciej. Wadą jest to, że te rozgrywki chyba zostały przygotowane na kolanie. Środki finansowe, które zostały przeznaczone nie wystarczą na cały sezon. 30 tysięcy złotych to za mało. Przykład jest prosty – w sezonie mamy cztery dalsze wyjazdy. Opłacamy autokar, pobyt w hotelu i wyżywienie, czyli razem jakieś 6-7 tysięcy jednorazowo i przy tych czterech wyjazdach mamy już dużą sumę, która wyczerpuje praktycznie budżet na cały sezon.
Tak samo nie możemy zapomnieć, że podniesienie wymogów licencyjnych, gdzie obiekty muszą spełniać co najmniej czwartoligowy standard, bardzo utrudnia grę klubom, zwłaszcza ekstraklasowym. O ile mniejsze kluby grają na stadionach, które należą do nich, to część klubów ekstraklasy musi stadiony wynajmować od miasta. Dla nas każdy mecz to koszty rzędu dwóch tysięcy złotych. Jeżeli policzymy to razy 15 kolejek, to mamy 30 tysięcy czyli cała dotacja z PZPN-u idzie na możliwość grania na stadionie Wisły Kraków, bo nie została nam udzielona licencja na granie na boisku bocznym. Przy czym uważamy, że to boisko jest w takim stanie, że większość drużyn nawet z pierwszej ligi odstaje od nas pod względem murawy. Więc z jednej strony PZPN śrubuje kryteria chcąc stworzyć fajny produkt, gdzie piłkarze będą mogli się rozwijać, ale z drugiej strony nikt nie zadbał o poprawne zbilansowanie finansów, nikt sobie tego nie policzył. Komuś się wydawało, że jak dadzą dwa razy więcej to wystarczy. Zwróćmy na to uwagę. Poprzednio, w makroregionie na mecze wyjazdowe dostawaliśmy 18 tysięcy złotych, gdzie odległości są małe, a jedyny wyjazd z noclegiem był w Puławach.

W pewnym momencie był taki szał na CLJ – bilety, kibice, ale szybko skończyło się to i na mecze juniorów przychodzi parędziesiąt osób.
Nie dajmy się zwariować, bo tak samo jest w każdym klubie. Rozgrywki młodzieżowe są interesujące ze szkoleniowego punktu widzenia, dla rodzin zawodników oraz lokalnych dziennikarzy. Dla kibiców są one mało ciekawe. Trzeba zwrócić uwagę, że w mniejszych ośrodkach, gdzie nie zawsze gra się z Wisłą czy Legią, to może być wydarzenie i ludzie na stadion przyjdą. Kluby ekstraklasowe na co dzień spotykają się między sobą i to nie budzi zainteresowania. Zresztą tak samo było z Młodą Ekstraklasą, która nie przyciągała dużych tłumów. Wiadomo, że był moment gdy kibice nie chodzili na mecze pierwszej drużyny. To automatycznie spowodowało, że chęć chodzenia na mecze i bycia na Wiśle zaprowadziła tych ludzi na rozgrywki juniorskie. Byliśmy jednak świadomi, że w momencie zakończenia sporu między kibicami a władzami spółki piłkarskiej sytuacja wróci do normy.

Nagroda za obecny sezon jest zdecydowania większa niż rok temu – gra w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Szkoda, że akurat teraz wynik są gorsze niż zeszłoroczne.
Tutaj można powiedzieć, że mam trochę żalu do Wisły Kraków S.A., że jednak priorytetem były rozgrywki trzecioligowe, a nie juniorskie. Legia też w pierwszej fazie kładła nacisk na III ligę, ale po tym, jak okazało się, że stawką jest gra na arenie międzynarodowej, to zaczęli koncentrować się na CLJ. Ma to sens, ponieważ jest to promocja dla zawodników młodych i ma to też przełożenie na późniejsze gromadzenie kapitału, a nawet transfery zagraniczne.

Do tej Ligi Mistrzów jednak bardzo daleko…
Ale my ciągle walczymy o mistrzostwo! Musimy ciągle próbować odrabiać straty. Być może Legii już nie dogonimy, bo oni grają naprawdę znakomicie, mają świetnych zawodników i to jest dla mnie kandydat numer jeden do mistrzostwa. Zresztą każdy obiektywny obserwator widział, jak gra Legia. Natomiast ja w dalszym ciągu uważam, że drugie miejsce premiowane awansem jest w naszym zasięgu – pod warunkiem, że będziemy pracować z chłopcami, którzy gwarantują sukces. Na spotkaniu, które niedawno się odbyło zostało ustalone, że cele wiosną się zmienią. Rezerwy mają niemal pewne utrzymanie i priorytet w doborze zawodników będzie miał trener Marzec.

Ten sezon można określić jako przejściowy. W przyszłym może być problem, nie tyle z wynikami, ale i z zawodnikami, których w roczniku 1997 tak naprawdę wielu nie ma.
Ale to nie tylko rocznik 1997, bo i dwa kolejne. Poza tym pamiętajmy, że chłopaki z rocznika 1999 nie mogą w pełni rywalizować z tymi dwa latami starszymi, bo przeskok jest ogromny. Czekają nas trudne chwile, może lata, być może walka o utrzymanie.

Możliwa na tym etapie jest współpraca z akademiami, które mogłyby Wiśle oddawać swoich 18- i 19-latków?
Oczywiście. Natomiast dopóki ta drużyna będzie występowała pod szyldem Wisły Kraków S.A. to wszystko musi być skorelowane z planami Wisły Kraków S.A. Jeżeli tam będzie wola i wizja rozwoju tego tematu. Czasami mam wrażenie, że to jest największy problem, żeby nawiązywać współpracę z klubami i ściągania do Wisły chłopców, którzy będą chcieli się promować poprzez grę w CLJ. Dla zawodników z mniejszych klubów jest to pierwsza i czasami jedyna droga by móc się pokazać szerszemu spectrum klubów.

Jak zapatruje się pan na współpracę z nowym zarządem Wisły S.A.?
Z panem wiceprezesem Jankowskim pracowałem kiedyś w jednej firmie, ale nigdy się nie poznaliśmy bliżej. Mam nadzieję, że teraz będzie ku temu znakomita okazja. Jak zawsze jesteśmy otwarci w Akademii na wszelką współpracę, tak samo, jak byliśmy otwarci od początku na współpracę z prezesem Bednarzem. W lutym jego usta były pełne obietnic, a okazały się pustymi frazesami. Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków decydując się na przejęcie szkolenia młodzieży zrobiło to świadomie, stricte kierując się pomocą i wsparciem Bogusława Cupiała w trudnym okresie dla klubu. To jest oszczędność, którą Wisła Kraków S.A. mogła poczynić i mam nadzieję, że po spotkaniach z nowym zarządem zostanie to zrozumiane. Jako akademia pomagamy zdobyć licencję, pomagamy szkolić zawodników, którzy w przyszłości mogą wzmocnić pierwszą drużynę Wisły. W zamian nie oczekujemy zbyt wiele. Jedynie wsparcia i współpracy. Pamiętajmy, że TS Wisła jest organizacją dużą i ma swoje potrzeby. Wisła Kraków S.A. musi zacząć rozumieć te problemy. Nie możemy spierać się o drobne kwestie, które w ogóle nie powinny się pojawiać, a czasem budzą niepotrzebne dyskusje.

Umowa z Wisłą Kraków S.A. jest na czas nieokreślony – czy jest możliwość negocjowania jej?
Ona wymaga negocjacji, ponieważ widzimy pewne luki, które są niekorzystne dla obu stron.

Czyli wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały sprawy finansowe na samej górze?
Nie, bo to cały czas nie opiera się o pieniądze. One są bardzo ważne, bardzo ich potrzebujemy, ale poza aspektem finansowym jest też aspekt tej współpracy na poziomie podstawowym.

Korzystne jest to, że Robert Gaszyński to – jak mówił prezes Miętta-Mikołajewicz – wiślak z krwi i kości?
To zależy od wizji nowego zarządu. Nie jest tak, że stoimy z nożem i widelcem, i czekamy aż ktoś nam rzuci schabowego, którego będziemy mogli zjeść. Zależy nam na tym, żebyśmy mieli osoby w zarządzie Spółki, które będą rozumiały nas w sprawach drobnych, choćby nawet przez to, że piłkarze pierwszej drużyny będą uczestniczyli w treningach grup młodzieżowych, żeby dać im impuls do dalszej pracy. Mówię naprawdę o drobiazgach. Jeżeli akademia pozyskuje sponsora, musi to być wspierane przez Wisłę Kraków SA, trzeba czasami takiemu sponsorowi przekazać bilety itp. – nie można tego blokować. Po tym, jak marketing za sprawą Jacka Bednarza przestał istnieć i obowiązki przejęła UFA Sports, nie wiemy na ile my możemy w porozumieniu z Wisłą dysponować powierzchniami reklamowymi. To wszystko jest nieunormowane i wygląda na tę chwilę słabo. Wystarczy naprawdę niewiele – krótka rozmowa, ustalenie warunków działania, bo umowa umową, a życie szybko ją zweryfikowało.

Popatrzmy na mistrzów Polski juniorów: Przemysław Lech i Piotr Żemło siedzą na ławce, tylko Tomasz Zając dostał kilka szans na grę w Ekstraklasie. Jedynie regularnie grają w trzecioligowych rezerwach – jak można to zmienić?
To wynika z filozofii prowadzenia klubu i Akademia nie ma na to wpływu. Szkolimy chłopców do 19. roku życia, robimy to, aby później Wisła Kraków miała wychowanków, którzy dają pierwszej drużyny odpowiednią jakość. Warunkiem jest, że oni będą chcieli z tego korzystać. Jeżeli będzie inna wizja, nieuwzględniająca stawianie na młodzież, nawet nie po to by wzmocnić siłę zespołu, ale i później na nich zarobić spore pieniądze, tak jak Legia, to nic nie zrobimy.

Czyli współpraca z klubem pierwszoligowym, dajmy na to Termalicą, byłaby lepsza?
Oczywiście, że to byłoby lepsze. Możemy nawet bliżej spojrzeć – taka Garbarnia, która teraz gra w trzeciej lidze, ale spokojnie można by ją podciągnąć do pierwszej, zwłaszcza, że będą budować nowy stadion. Zresztą, wystarczy klub drugoligowy, bo to już jest liga centralna, a tam jest wiele mocnych zespołów.

Będziecie proponować Wiśle S.A. takie rozwiązanie?
Fajnie by było, ale tak naprawdę Akademia z punktu widzenia szkoleniowego nie będzie wypożyczać zawodników do drugiej ligi, bo to jest bez sensu. W moim odczuciu gra w CLJ jest bardzo pouczająca. Nie jest to seniorska piłka, ale gra się z rywalami o wyższej kulturze piłkarskiej, bo zawodnicy są lepiej wyszkoleni niż wielu zawodników grających w drugich ligach. Wiele osób naciska na rywalizację młodych ludzi z zawodnikami seniorskimi, ale ja uważam, że dla Akademii Wisły priorytetem jest wychowywanie zawodników do gry w Centralnej Lidze Juniorów, aby oni osiągali tam sukcesy. Wiąże się to z takimi gratyfikacjami jak gra w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Zweryfikowanie swoich umiejętności na poziomie europejskim, a potem płynne przejście do drużyny seniorskiej Wisły Kraków. Chciałbym dożyć momentu, gdy zawodnik kończąc wiek juniora trafia do pierwszej drużyny, a nie do rezerw.

Po zwycięstwie w Centralnej Lidze Juniorów powstało zamieszanie wokół nagrody pieniężnej.
Pieniądze z dużym opóźnieniem zostały wypłacone. Wynikało to z dwóch przyczyn, po pierwsze mimo naszych usilnych prób i starań za poprzedniego prezesa nie została dokonana cesja wszelkich praw na Towarzystwo Sportowe i Akademię. Przez to wszelkie premię, nagrody i dotacje z PZPN-u wpływały na konto Wisły Kraków S.A., która mając ogromne problemy finansowe, miała problem z wypłaceniem ich od razu. Docelowo pieniądze te spłynęły, pomniejszone zgodnie z ustaleniami o premie wypłacone piłkarzom.

Jak wygląda temat infrastruktury? Akademia ma boisko lekkoatletyczne, które jest jakie jest i treningowe. Wiele boisk jest wynajmowanych, ale wiadomo, że to jest duże utrudnienie.
Nie można demonizować. Boisko LA przez wiele lat było fatalne, nikt o nie po prostu nie zadbał. Teraz przy odpowiednim zarządzaniu, jest ono mniej eksploatowane i jeżeli utrzymamy poziom pielęgnacji to na wiosnę jakość murawy zacznie dorównywać treningowemu. Teraz najmłodsze grupy zaczęły trenować na byłym basenie, gdzie murawa na wiosnę powinna być w bardzo dobrym stanie. Niestety, w okresie jesienno-zimowym jesteśmy zmuszeni wynajmować obce obiekty, ponieważ nie dysponujemy sztuczną nawierzchnią. To jest największa bolączka Wisły, zwłaszcza, że gdyby taka murawa była, moglibyśmy ją eksploatować bez limitu. To wiązałoby się z dużymi oszczędnościami bo nie musielibyśmy wynajmować obcych obiektów. Obecnie trwają rozmowy z firmą, która jest zainteresowana współpracą z Wisłą. Dzięki jej finansowaniu mogłoby powstać pełnowymiarowe boisko sztuczne oraz kilka mniejszych poletek przykrytych balonem. Do tego korty tenisowe i parę innych atrakcji. Jeżeli uda się to zrobić, to będzie można chyba zaryzykować stwierdzenie, że drużyny Akademii, poza Reymonta 22, nie będą musiały się ruszać na treningi.

Młodzież trenująca w Wiśle pochodzi nie tylko z Krakowa. Gdyby był internat, mógłby powstać wtedy kompletny ośrodek treningowy.
To jest kolejna rzecz z którą będziemy musieli się zmierzyć, natomiast internat nie jest dla nas optymalnym rozwiązaniem. Jak pokazuje historia i doświadczenie klubów, również tych zachodnich, internaty to nie jest dobry pomysł. Najlepszym jest partnerstwo i działanie oparte o stancje, tak jak to działa, już od lat 90. w klubach angielskich. Przykład Wojtka Szczęsnego, który w młodym wieku trafił do Arsenalu Londyn i zamieszkał z rodziną współpracującą z klubem. Był tam rozliczany z czasu spędzonego zarówno w domu jak i poza nim, czasu poświęconego nauce, treningom…

Widzi pan to w Krakowie?
To jest kwestia porozumienia i ludzi, z którymi mielibyśmy współpracować. I nie mówimy tutaj o opiece, tylko o kontroli. Mnóstwo jest przykładów, kiedy młodzi ludzie idą na studia do innego miasta lub po prostu osiągają pełnoletność i wyprowadzają się z domu. Dom stoi bez nich pusty – takie rodziny mają możliwości, aby wziąć kogoś na stancję, w ramach tego ktoś mieszka w ich domu, oni poświęcają mu czas na określonych zasadach i warunkach, w zamian za co otrzymują wynagrodzenie. Nie dość, że pomagają klubowi, to jeszcze są za to wynagradzani.

Od jakiego wieku można już mówić o sprowadzaniu chłopców z innym miast do Akademii?
Chcielibyśmy już od momentu, kiedy dzieci idą do gimnazjum. Mamy poważne obawy, że kierując się naszą filozofią i intensywnością treningów, którą tutaj wprowadzamy, zwlekanie z przeprowadzką aż do etapu liceum będzie zbyt późne. Więc chcielibyśmy ten próg wiekowy obniżać już do gimnazjum. Ja wiem, że to jest trudny okres dla dzieci, ale współpracujemy z psychologiem, dwa – mam wrażenie, że przy dobrych relacjach na linii rodzice – osoby prowadzące stancje będzie się mieszkało jak u wujka i cioci, a nie u obcych ludzi. I temu miałoby to służyć.

Przejdźmy do tematu „Wiślackich Skrzatów”, czyli zajęć dla trzylatków. Obniżanie wieku rozpoczęcia treningów u dzieci to dobra taktyka?
„Wiślackie Skrzaty” mają ogromne znaczenie. Chodzi o budowanie bazy chłopców, którzy wchodząc do treningów w Akademii będą do tego lepiej przygotowani. Wielokrotnie słyszeliśmy narzekania od trenerów, że pierwszy rok to jest nauczenie chłopców biegania w jedną stronę, a dzięki systematycznej pracy, skrzaty po trzech latach będą te nawyki mieli opanowane. Zyskujemy tym samym pewność, że dzieci sześcioletnie będą lepiej „wychowane” piłkarsko.

Dużo mówi się o planowanej współpracy z zagranicznym klubem. Jak sprawa wygląda na tę chwilę?
Cały czas poszukujemy partnerów i bardzo nam na tym zależy. Rozmawiamy z jednym z niemieckich klubów, którego nazwy na razie nie mogę zdradzić, ale bardzo zależy nam na czerpaniu z zasobów ich wiedzy. Dlaczego akurat kierunek niemiecki? Po pierwsze jest blisko, więc koszty wyjazdów na staże i konsultacje są niskie. Po drugie, Niemcy wykonali gigantyczną pracę w ostatniej dekadzie, dlatego żadnym zaskoczeniem dla mnie nie jest liczba zawodników młodych, którzy grają i decydują o obliczu reprezentacji Niemiec. Chcąc się rozwijać i budować swoją przyszłość, musimy opierać się na partnerach z najwyżej półki, czyli takiej, jaką sami chcemy być. Rozmowy trwają od miesiąca, obie strony mają wolę, ale trzeba doprecyzować, na czym ta współpraca ma polegać. To nie jest tak, że którakolwiek ze stron jest stroną biorącą. Musimy coś dać, żeby wziąć. Pamiętajmy, że miejsce Polski w szeregu jest jakie jest, nawet pomimo tego, ze jesteśmy Wisłą, to stoimy znacznie dalej niż kluby niemieckie. My możemy więcej zyskać na tym niż oni, dlatego ta możliwość współpracy jest mocno analizowana. My to doskonale rozumiemy bo takich spraw w trzy dni załatwić się nie uda.

Jak ta współpraca miałaby wyglądać?
Staże dla trenerów, może nie do końca wymiana myśli szkoleniowej, bo mamy swoje sztaby i różne plany szkolenia – to nie było nigdy przedmiotem rozmowy. Nie sądzę zresztą, aby któryś duży klub chciał się dzielić z innym klubem swoim „know-how”. My mamy swoje braki, oni swoje potrzeby do zrealizowania. Na przykład mogą być zainteresowani naszymi najzdolniejszymi chłopakami, którzy kiedyś mogą zasilić Bundesligę. Naszymi potrzebami jest to, aby trenerzy nabierali doświadczenia europejskiego, bo konwencja polska powoli się już dla nas wyczerpuje. Nasze horyzonty są zbyt wąskie – chcemy je poszerzyć.
Druga pilna sprawa to organizowanie dla najzdolniejszych chłopców wyjazdów z drużynami młodzieżowymi niemieckiego klubu na różne Camp’y. Zawodnicy powinni powoli poznawać smak wielkiej piłki i zderzać się z wyzwaniem, jaką jest zmiana kultury gry, języka, środowiska, nabrania dystansu do rodziny – czyli wszystkiego tego, co się wiąże z profesjonalnym sportem. To lepiej przygotuje ich do gry i wejścia w dorosłą piłkę.

Wisła Kraków mimo problemów finansowych wciąż przyciąga zainteresowanie.
Historia Wisły i podejście ludzi do szkolenia młodzieży przyciąga jak najbardziej. Nasza propozycja, którą daliśmy młodym ludziom, te wszystkie zmiany, które od lutego zapoczątkowaliśmy i które zamierzamy kontynuować mają sprawiać, że młodzi ludzie będą chcieli grać dla Wisły. Nasz cel jest prosty – stać się w jak w najkrótszym czasie najważniejszym klubem całego południa Polski.

A te pośrednie cele – na najbliższe pół roku?
Podpisanie umowy z zagranicznym klubem partnerskim, podpisanie dokumentów dotyczących budowania obiektów, dokończenie prac związanych z budową boiska na byłym basenie. Sprawy szkoleniowe to przede wszystkim dopracowanie planów szkoleniowych i poszerzenie kadry trenerskiej o asystentów. Oczywiście kluczowa jest też stabilizacja finansowa, bo to podstawa. Pracy, jak widać, dużo, ale z odwagą patrzymy w przyszłość.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x