„Powrót do rezerw? Nie obrażałem się, dobrze wiedziałem, że wina jest po mojej stronie”

15
Luty
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-17

bartosz

W pierwszej drużynie Wisły zadebiutował przed osiemnastymi urodzinami by później zniknąć na ponad rok. Sezon 2015/16 rozpoczął z rezerwami, ale pod koniec rundy jesiennej okazało się, że właśnie stamtąd potrzebne są posiłki. Wszedł i został na dłużej. – Wiedziałem, co muszę poprawić żeby wrócić do pierwszej drużyny. Nie przejmowałem się pierwszym niepowodzeniem. Najpierw trzeba się potknąć, żeby wstać i iść mocniejszym – mówi w rozmowie z akademiawisly.pl Jakub Bartosz.

Zimą zagrałeś chyba więcej niż się spodziewałeś?
– Zdecydowanie dużo więcej niż się spodziewałem. Mam nadzieję, że uda się zaistnieć w tej rundzie i pokazać swoje umiejętności.

Nastawiasz się na grę? Masz na swojej pozycji dwóch bardzo dobrych prawych obrońców, a i tak udało ci się zaistnieć.
– Powiedziałbym, że dwóch najlepszych. Nie przywiązuję do tego uwagi, ciężko pracuję i zobaczymy przed meczem, jaki skład trener wystawi. Zresztą można wiele się od nich nauczyć. Od Łukasza przede wszystkim gry w obronie czy ustawiania, za to Boban jest zdecydowanie lepszy w grze w ataku. Do tego Jović został wybrany najlepszym prawym obrońcą ligi, a o czymś to świadczy. Dobrze wyszło, że Wisła ma dwóch takich bocznych obrońców.

Nad jakimi cechami musisz popracować?
– Na pewno jedną z takich rzeczy są dośrodkowania, dla bocznego obrońcy to bardzo ważny aspekt. Do tego dodałbym grę w obronie jeden na jeden, nad tym muszę się przede wszystkim skupić.

Zadowolony jesteś z meczów które rozegrałeś jesienią? Według kibiców zostałeś nawet wybrany najlepszym zawodnikiem meczu z Legią.
– Tak? Ze swojej gry mogę być zadowolony, ale z czego się cieszyć skoro wszystkie mecze przegraliśmy.

Co było większym przeżyciem – debiut czy wejście w meczu z Legią przy Reymonta 22?
– Debiut był ważniejszy, wszedłem na boisko i spełniłem swoje marzenia. Co do meczu z Legią – nie czułem jakiejś wielkiej presji.

To potwierdza słowa trenera Macieja Musiała, który mówił, że jesteś mocny psychicznie.
– Bardzo mi miło, że trener tak o mnie mówi. W życiu codziennym też tak mam, że nie odczuwam jakiejś większej presji. Wiem na co mnie stać.

Debiut przed osiemnastką to jednak coś. Pan piłkarz i tak dalej…
– Jeżeli o to chodzi to sody nie było, nie ma i nie będzie.

Ale zdarza ci się zaglądnąć na jakieś fora albo strony kibicowskie.
– Nie zwracam uwagi na to kto się wypowiada na mój temat. Ważne jest zdanie trenera i na tym najbardziej się skupiam. Po debiucie przeczytałem, że jestem niegotowy fizycznie, i tak, poszedłem do siłowni, ale sam zdawałem sobie sprawę, że tego potrzebuję.

Zastanawiałeś się dlaczego z kolegów z którymi zdobyłeś mistrzostwo polski juniorów ty jesteś najbliżej gry na poziomie Ekstraklasy? A przypomnijmy, że byłeś wtedy rezerwowym.
– W tamtym czasie byłem zdecydowanie słabszy od Bartka Kolanko, ale ciężko mi jest powiedzieć, dlaczego tak jest. Myślę, że oni też zostawali po treningach, walczyli o swoje, starali się. Być może czynnikiem decydującym jest szczęście, ale ciężko mi teraz powiedzieć. Skupiałem się przede wszystkim na sobie.

Pomiędzy debiutem w Ekstraklasie a występami w tym sezonie minęło trochę czasu. Nie miałeś w tym czasie lekkiego załamania?
– Wiedziałem co muszę poprawić. Gdy nie trenowałem z pierwszą drużyną ciężko pracowałem i z dnia na dzień podchodzę do tego coraz lepiej. Wiem, że dużo pojedynków siłowych przegrywałem i to był główny aspekt którym się zająłem.

Podczas jednej konferencji trener Franciszek Smuda stwierdził, że jesteś bardziej utalentowany od Pawła Stolarskiego. Były nadzieje na grę?
– Później była jeszcze inna wypowiedź (śmiech). Nadzieje były, ale potem przyszła słabsza forma i dlatego wylądowałem w rezerwach. Gdybym prezentował wtedy taką formę, w której jestem aktualnie, to na pewno byłbym cały czas w pierwszej drużynie.

W rezerwach też nie grałeś za dużo.
– Nie odniosłem wrażenia, żebym mało grał. Rywalizowałem z Bartkiem Kolanko i Szymkiem Witkiem, a do tego występowałem w Centralnej Lidze Juniorów.

bz01222016_039

Jak działa na zawodnika zesłanie do rezerw?
– Dla mnie była to bardzo duża motywacja. Wiedziałem, co muszę poprawić żeby wrócić do pierwszej drużyny. Nie przejmowałem się pierwszym niepowodzeniem. Najpierw trzeba się potknąć, żeby wstać i iść mocniejszym.

Więc gdy trener Smuda po jednym meczu odesłał cię tam…
– Nie obrażałem się, dobrze wiedziałem, że wina jest po mojej stronie.

Z jakim nastawieniem zaczynałeś ten sezon? Na początku nie trenowałeś z pierwszą drużyną.
– Nie podłamało mnie to, zawsze podchodzę do tego tak samo. Wiem, że jak będę ciężko pracować i trener mnie zauważy to zacznę osiągać sukcesy. Nie planowałem odejścia na wypożyczenie, chciałem zostać bo wiedziałem, że stać mnie na grę w pierwszej drużynie.

A perspektywa, że pierwsi do gry są Jović z Burligą nie skłaniała do tego?
– Zawsze chciałem się uczyć od jak najlepszych zawodników, więc wolałem zostać i uczyć się od nich.

Fakt, że jesteś w stałym związku daje ci możliwość spokojniej pracy?
– Uspokoiłem swoje życie prywatne i próbuje dążyć do stabilizacji i dojrzałego życia.

Dużo się zmieniło przez ten czas pomiędzy meczami z Podbeskidziem i Legią?
– Ciężko mi powiedzieć, najbliższa runda będzie weryfikacją. Na pewno o wiele, wiele lepiej zachowuję się teraz na boisku, jestem silniejszy zarówno fizycznie i psychicznie.

Jak odbierasz komentarze, że młody wchodzi na boisko i gra tylko do najbliższego, nie podejmuje ryzyka?
– Na początku meczu lepiej zagrać do najbliższego, wprowadzić się w mecz pewną piłką i nabrać pewności. Dopiero potem można grać agresywniej.

Gra obok Arkadiusza Głowackiego to musi być wielki plus.
– Dokładnie, oglądając powtórki meczów widziałem, ile moich błędów „Głowa” naprawił swoim doświadczeniem i dzięki dobremu ustawieniu.

Często musi podpowiadać?
– W każdej sytuacji Arek podpowiada. Gdy zagram dobrze to pochwali, gdy źle to podpowie co powinienem zrobić inaczej.

Jak ważne są dla młodego zawodnika, który dopiero wchodzi do gry, takie gesty jak przybicie piątki po dobrym bądź złym zagraniu?
– Na swojej osobie wiem, że w trakcie meczu tego nie odczuwam. Jak ktoś mnie okrzyczy to nie biorę tego do siebie, bo wiem co mam zrobić na boisku. Nie rozmyślam nad popełnionymi błędami, po prostu staram się następnym razem zagrać to lepiej.

W tym sezonie rywalizowałeś już ze Sławomirem Peszko, Michałem Kucharczykiem i Adamem Frączczakiem. Ciężko znaleźć w Ekstraklasie lepszych skrzydłowych, tak naprawdę to już nic nie powinno cię zaskoczyć.
– Jak dla mnie Frączczak był najlepszy. Jednak psychicznie nie przywiązuje do tego uwagi. Czasem jest tak, że w słabszych zespołach grają lepsi skrzydłowi niż w dobrych.

Często zostajesz po treningach?
– Gdy jestem zmęczony to idę na odnowę odpocząć i się zrelaksować. Z drugiej strony jak czuję, że czegoś mi brakuje to zostaję i trenuję.

Doświadczyłeś przeskoku z juniorów do seniorów?
– W seniorskiej trzeba grać zdecydowanie szybciej, orientować się na boisku. W juniorach jest za dużo czasu na myślenie, jest za mały doskok. Udało mi się rozegrać kilka meczów w Młodej Ekstraklasie i uważam, że lepszy poziom jest w III lidze. To samo powiem o Centralnej Lidze Juniorów. W III lidze grają zawodnicy o wiele silniejsi.

Czyli wolisz grać z „drwalami”?
– Oj, od razu drwalami, skoro np. Malinowski czy Żurawski grali w Porońcu. Nie nazwałbym ich drwalami, są tam doświadczeni zawodnicy, starsi. III liga to zdecydowanie wyższy poziom niż CLJ i ME.

ST1_0192

Z Sieprawia i Krzyszkowic droga do Wisły nie musiała być łatwa.
– Karpaty i Hejnał to kluby z okolic Krakowa, ale do Wisły trafiłem poprzez testy, nikt mnie nie wypatrzył. Powiem więcej: to Cracovia mnie chciała, ale – co tu dużo mówić – serce wybrało Wisłę. Od małego byłem wiślakiem i już w szkole nie przepadałem za rywalką.

Czyli co było ważniejsze – zwycięstwo 10:0 na Cracovii czy debiut w Ekstraklasie?
– Ciężko powiedzieć, nie przywiązuje uwagi do takich rzeczy. Cały czas myślę o przyszłości, żeby w niej było jak najwięcej sukcesów. Skupiam się nad tym, żeby osiągnąć coś w piłce seniorskiej.

Systematycznie powoływali cię do kadr młodzieżowych, od U-15 do U-19.
– Na razie kadra U-20 się jeszcze nie odezwała. W kadrze jest podobnie jak w pierwszej drużynie Wisły: nie masz czasu na odprężenie, musisz cały czas pracować, żeby ktoś nie zajął twojego miejsca.

Jesteś uniwersalnym zawodnikiem? W pierwszej drużynie tylko prawa obrona, ale zdarzało się jeszcze niedawno grywać choćby jako stoper bądź skrzydłowy.
– U trenera Cezarego Bejma zdarzało się że grałem na środku obrony, było kilka sparingów w których grałem nawet na środku pomocy. Ale chyba mogę już powiedzieć, że jestem bocznym obrońcą.

Jamie Carragher stwierdził, że boczny obrońca to albo nieudany skrzydłowy albo nieudany stoper. Musisz przez cały mecz biegać od linii do linii. To chyba najgorsza pozycja na boisku.
– Czy ja wiem… Lubię tę pozycję, dobrze mi się na niej gra. Jak byłem mały to dużo biegałem z kolegami i chyba to mi dało taką swobodę.

Główne czynniki prowadzące do pierwszej drużyny?
– Radziłbym młodszym kolegom, żeby się nie załamywali jak im coś nie wyjdzie. Trzeba się uczyć na błędach, dążyć do swoich marzeń i nie poddawać się, dawać z siebie wszystko.

Rozmawiali Piotr Truchlewski i Mateusz Kostecki.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x