„Poprosiłem kolegów i tatę, żeby dawali mi znać, jak zauważą jakieś moje dziwne zachowanie”

01
Grudzień
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-15

bartek-matoga-z-hertha-berlin

Bramkarz i kapitan Wisły Kraków 2002 Bartosz Matoga od 11 do 20 listopada przebywał na testach sportowych w Liverpoolu. Przyznaje, że tydzień treningów w Anglii nie mógł podnieść umiejętności technicznych, ale wraca silniejszy mentalnie. – Skoro byłem w stanie zatrzymać najlepszych napastników w Anglii to jestem w stanie to powtórzyć w Polsce – mówi.

Liverpool bez tajemnic

Zostałeś fanem Liverpoolu?
– Nie miałem żadnej ulubionej drużyny zagranicznej przed wyjazdem i teraz też raczej nie mam. Lecąc tam starałem przede wszystkim nie być zszokowanym. Żeby nie utrudniło mi to pracy. Najgorsze były początki, bo w Wiśle jestem jednym z najważniejszych zawodników, a tam przez pierwsze dwa dni daleko mi było do pewności. Mało się odzywałem, na drugi dzień miałem mecz i nie najlepiej mi on poszedł. Wolałbym grać po kilku treningach.

Podobno zapoznałeś się z piłką wyspiarską.
– Nie jest tak często używany gwizdek jak u nas. Zawodnicy szukają wręcz gry fizycznej. W mojej drużynie Liverpoolu nie odstawałem fizycznie, ale już w Blackburn Rovers była różnica. Trenowałem między innymi z U14 i oni według mnie są słabsi fizycznie od rówieśników w Wiśle. Z kolei w U17 i U18 byli już mocno zbudowani.

Liverpool ładny?
– Fajne miasto położone nad morzem. Dużo zwiedzaliśmy, akurat mieliśmy hotel w centrum, więc wszędzie było blisko. Z tego co się dowiedziałem zaczęli dopiero je odnawiać. Czuć, że to piłkarskie miasto. W dniu meczowym ludzie od rana chodzili w barwach, byli już gotowi na mecz.

Zauważyliśmy muzeum Beatlesów, najbardziej zaimponowało jednak Anfield. Były tam m.in. koszulki reprezentacji Polski czy duży wizerunek Jerzego Dudka. Gdzieś to motywowało, żeby kiedyś zagrać w takim miejscu. Na pewno atmosfera na takim obiekcie była szczególna, widać po pucharach, plakatach, że tutaj trafiają najlepsi z najlepszych

Mówisz, że przez dwa dni nie byłeś pewny. Był problem komunikacyjny?
– Nie jechałem tam bez lekcji angielskiego. Wystarczyły mi dwa słowa, żeby zrozumieć o czym jest rozmowa. Zresztą o wiele łatwiej słuchać ze zrozumieniem niż coś powiedzieć. Mam wrażenie, że zawodnicy w Anglii są już przyzwyczajeni, że ktoś przylatuje może właśnie na ich miejsce. Przywitali się, nie było bliższego kontaktu, ale nie było też relacji typu „nie lubię cię, bo ze mną konkurujesz”.

Mają świadomość, że każdy mecz może być ostatni?
– Tak.

baz10222016-5575

Trener Filipek mówił, że nie ma różnicy w treningach.
– Ale czasami wychodzi w treningu jaka jest intensywność w Anglii, a jaka w Polsce. Uważam, że jest kilku zawodników w Wiśle, którzy weszliby do pierwszej jedenastki w Anglii.

Mówi się, że Anglia nie słynie z treningów bramkarskich.
– Są inne techniki, ale to wiadomo, że każdy z trenerów ma swój styl. Nie było jakiejś wielkiej wiedzy teoretycznej, dużo powtórzeń: dośrodkowania, strzały, wybicia.

Miałeś jakiegoś znajomego?
– Zaprzyjaźniłem się z takim napastnikiem Bright się nazywał, pierwszy do mnie podszedł, zaczął wypytywać skąd pochodzę, czy grałem w Myślenicach. Z nimi miałem najlepszy kontakt.

A Kamil Grabara?
– Raz miałem z nim trening, akurat był to mój ostatni, z bramkarzami U23. Miałem od niego duże wsparcie, podpowiadał co powinienem lepiej zrobić, jak się zachować. Porozmawialiśmy sobie przed treningiem, opowiadał jak zaczynał. Też mu było ciężko, ale język ma już opanowany. Mieszka sobie z rodziną angielską. Mówił, że jak wejdziesz w prawidłowy rytm, bo wiadomo, że początki są najgorsze, to już wszystko zależy od ciebie i twojej głowy. Obserwując go, jego elementy techniczne – mogę stawiać za mały wzór.

Jak się podchodzi do wiadomości, że chce cię Liverpool, a w prasie piszą, że jesteś jak Jerzy Dudek?
– Pogadałem z tatą i kolegami z drużynami. Poprosiłem, żeby dawali mi znać, jak zauważą jakieś dziwne moje zachowanie. Znam dużo przykładów, gdzie piłkarze mieli wszystko podane jak na tacy, a za bardzo to przyjęli. Starałem się nie popaść w samozachwyt i jeszcze ciężej pracować, żeby pojechać tam, żeby pokazać wszystko co potrafię.

baz10252016-1247

Jakie miałeś ambicje rok temu przychodząc do Wisły? Powiesz, że miałeś marzenie, ale każdy je ma.
– Liczyłem, że wywalczę sobie skład w Wiśle. Udało się. Potem każdy z nas ustalał sobie z trenerami cele – zespołowe oraz indywidualne. Nie miałem aż takich planów. Chciałem pomalutku robić postępy, powołanie do kadry Polski, pokazać się, potem może ewentualnie coś więcej. Szybciej przyszło.

Rozczarowanie, że nie udało się załapać na te pierwsze powołanie?
– Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Gdybym dostał powołanie to kolidowałoby to z wyjazdem do Anglii. Na początku byłem niezadowolony, ale w momencie gdy pojechałem do Liverpoolu przeszło mi to.

Okleiłeś pokój gazetami? The Sun, Przegląd Sportowy czy Gazeta Wyborcza pisały sporo o nowym Dudku.
– Nie było tak, że pomijałem to co piszą. Oswajałem się z myślą i cieszyłem, że moje nazwisko staje się rozpoznawalne. Nie było jednak samozachwytu. Powiedziałem sobie, że fajnie byłoby być częściej w mediach.

Facebook mówi, że to twój ulubiony bramkarz.
– Z polskich bramkarzy chyba jeden z bardziej ulubionych. Finał LM w Stambule to jeszcze nie moje czasy, dopiero gdy oglądałem sobie powtórki, bo został bohaterem i był ogólnie na topie, to stawiałem go sobie jako autorytet.

bz08272016-5190

Łatwo przeskoczyć z treningów w Anglii do zimnego Krakowa?
– Na pewno jest inaczej, ale nie myślę o tym.

Jakie teraz cele?
– Chciałbym zapukać w końcu do kadry. Dążę do tego, żeby pokazać z jak najlepszej strony. Chcę dojść na jak najwyższy poziom. I gdy dostanę taką szansę to chcę z tego skorzystać.

Rodzice dumni?
– Rodzice od razu powiedzieli, że będą przeżywać to dwa razy bardziej ode mnie. Dzwonili. Nieraz jak wracałem z treningów to miałem kilka nieodebranych telefonów. Opowiadałem co i jak, ale po kilku dniach mogłem się tylko powtarzać. Pomogła też obecność trenera Filipka. Po słabszym treningu czy meczu trener dużo ze mną rozmawiał i wspierał dobrymi radami.

Tydzień treningów w Anglii nie mógł, zresztą masz dobrą opiekę w Wiśle, niesamowicie wywindować twoich umiejętności. Czego najwięcej ten wyjazd cię nauczył?
– Siedząc już w samolocie powrotnym z trenerem powiedziałem, że może nie wracam lepszy technicznie, ale mentalnie. Silniejszy, skoro byłem w stanie zatrzymać najlepszych napastników w Anglii to jestem w stanie to powtórzyć w Polsce. Psychika wskoczyła na wyższy poziom.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x