„Mówię chłopakom, że łatwo jest być piłkarzem w sobotę, dużo trudniej od niedzieli do piątku” – wywiad z Rafałem Wisłockim

04
Kwiecień
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

Fot. Krzysztof Porebski / www.fotoporebski.pl

W Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków od ponad roku Rafał Wisłocki pełni funkcję koordynatora grup młodzieżowych do U-15. Równocześnie jest trenerem trampkarzy starszych, a wiślacką młodzież szkoli od 2009 roku. W rozmowie z nami opowiada o tym, jak ten proces wygląda oraz w którym momencie zaczęto w Wiśle poważniej myśleć o szkoleniu młodzieży i co się od tego czasu zmieniło. 

Jako koordynator jesteś zadowolony z wykonanej pracy od momentu utworzenia Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków?

– Biorąc pod uwagę aspekty szkoleniowe jesteśmy blisko celu, który sobie założyliśmy. Cały czas dopracowujemy plan szkolenia – wprowadzamy do niego poprawki i myślę, że widać pozytywne efekty w większości grup. Gorzej z infrastrukturą, w tej kwestii jesteśmy ograniczeni, ponieważ tereny są, jakie są. Marzy nam się sztuczne boisko pod balonem, rozwiązujące w pewnym stopniu nasze problemy z obiektami.

Niedawno zgodziłeś się z tezą, że akademia zaczyna się od sześciu boisk, przynajmniej tak jest w zachodnich krajach. My tego nie mamy.

– Gdybyśmy mieli bazę, to w tym momencie już dawno podpisalibyśmy umowę z klubem, który regularnie gra w Lidze Mistrzów. To byłaby świetna sprawa, moglibyśmy regularnie wysyłać chłopców na testy, wymieniać się myślą szkoleniową, wspólnie dopracować plan.

Łączysz swoją osobą Szkółkę TS Wisła i Akademię Wisły – kiedy to wszystko ruszyło do przodu?

– Przemiany zaczęły się od momentu naszej wizyty w PSV Eindhoven w 2012 roku. Długo walczyłem o pewne sprawy i długo nie mogliśmy tego dopiąć. Chciałem, aby chłopcy mieli jedne stroje, ponieważ u nas każda grupa miała inną firmę – to już pokazywało, że jesteśmy spójną grupą. Kolejnym krokiem było podjęcie decyzji o grze tym samym stylem przez wszystkie grupy. Większa grupa osób zobaczyła, jak to w Holandii wygląda i chcieliśmy to wprowadzać u siebie. Ciężko to sobie wyobrazić, ale jednego dnia oglądając trening pierwszej drużyny, U-19 i U-15, widzieliśmy te same ćwiczenia, tyle że – wiadomo – różniące się intensywnością w danej kategorii wiekowej. To okazało się kamyczkiem, który poruszył lawinę i dzięki tej wizycie zaczęliśmy działać nad stworzeniem planu szkolenia.

Uściślając: system szkolenia powstał jeszcze w czasach szkółki?

– Zalążek. Ogromną pracę wykonaliśmy w lipcu przed rozpoczęciem nowego sezonu. Spotykaliśmy się w biurze przy Reymonta i siedzieliśmy od rana do wieczora, analizując sobie wszystko. Doszliśmy do pewnych wniosków, które zostały wprowadzone do tego planu. Mamy cele na określony miesiąc, które realizujemy. Teraz przygotowujemy szczegółowy opis tego, co jest niezbędne dla danego zawodnika, żeby iść dalej. Trzynastolatek musi mieć już opanowane pewne umiejętności techniczne, później zaczynamy realizować zadania w grze. Dążymy do tego, aby chłopak w wieku 16 lat był gotowy do grania z seniorami.

Czyli popularna ostatnio, tak zwana „ścieżka rozwoju”?

– Chcemy określić , co zawodnik powinien potrafić na poszczególnych etapach kariery; co sobą reprezentować; jakie zadania realizować podczas meczów. Dodatkowo ważny jest rozwój jego motoryki, tak aby był gotowy do gry w pierwszej drużynie. Skupiamy się na tym, żeby wprowadzając chłopaka do piłki seniorskiej nie wrzucić go od razu na głęboką wodę.

Trampkarz jadący na zgrupowanie pierwszego zespołu to…?

– Jak dla mnie fajne wyróżnienie, ale trzeba bardzo pilnować obciążeń, starć i głowy. Pamiętam słowa Clebera, który tak podsumował wejście chłopaków z rocznika 1996 do treningów z pierwszą drużyną: „chłopcy grają z mężczyznami”. Trzeba też uważać, aby taki zawodnik wytrzymał trudy takiego wyzwania.

Trzeba przyznać, że wszystkie drużyny Akademii charakteryzują się tym, że grają piłką. Nawet gdy wynik jest niekorzystny, to ta piłka krąży po murawie, a nie nad nią.

– Staramy się uczyć grania w jak najbardziej uniwersalnym stylu, a za taki uważany jest 4-3-3, realizowany w wielu akademiach na świecie. U nas „pierwszym zespołem” jest grupa junior młodszy i wszyscy dążą do tego, aby realizować cele etapowe i grać tak, jak mają grać podopieczni trenera Pawła Regulskiego. Juniorzy starsi natomiast przyporządkowani są już do rezerw i pierwszej drużyny.

Ale czy to jest Wisła, Legia czy Śląsk to nie jesteśmy jak PSV czy FC Barcelona. Czy w naszym przypadku nie lepiej byłoby szkolić jednostki niż drużynę?

– Ale my właśnie kształcimy chłopaków indywidualnie! Chcemy wykształcić najlepsze jednostki, a gramy w takim samym stylu, aby chłopak który wybija się w U-12 mógł bez problemu przejść do U-13, wiedząc czego może się spodziewać.

Powstała więc grupa TOP Talent. Ciekawy projekt, który ma na celu, mówiąc kolokwialnie, zwiększenie szans na wyprodukowanie dobrego piłkarza?

– Funkcjonuje on głównie po to, aby jeszcze bardziej skupić się nad pewnym aspektem gry. Niezależnie czy jest to przyjęcie, dośrodkowanie czy jakiś element percepcyjny. Nad rozwojem chłopaków czuwa kilku trenerów, ale tę formułę jeszcze musimy udoskonalić. W tej chwili, najstarszy zawodnik ma siedemnaście lat, najmłodszy – dziesięć. Ta grupa ciągle jest monitorowana – w każdej chwili ktoś może nam się zatrzymać albo wystrzelić.

Jak ta analiza wygląda?

– Opieramy się przede wszystkim na wynikach testów technicznych oraz motorycznych. Na bazie tego jesteśmy w stanie stwierdzić, jak chłopak się rozwija i czy wszystko idzie w odpowiednim kierunku. Najważniejsza jest jednak obserwacja podczas gry.

Ten trening różni się od „zwykłego”?

– TOP Talent ma na celu jeszcze większe skupienie się nad konkretnym aspektem gry. Podczas treningu mamy od sześciu do ośmiu osób plus trener techniki lub motoryki, który prowadzi z nimi zajęcia i pracuje nad jakimś wydzielonym elementem. Dzięki temu, że tych chłopaków jest mniej, możemy się nad nimi bardziej skupić i dążyć do tego, aby opanowali dany element do perfekcji. Ostatnio mieliśmy trening dla środkowych pomocników i uczestniczyło w nim czterech chłopaków, po to aby osoba która dostaje piłkę wiedziała gdzie są inni i do kogo ma zagrać.

12121

Zmierzaliście do tego, żeby piłkarze z przeszłością wiślacką odpowiadali za trening poszczególnych pozycji.

– Branża usługowa dąży do wąskiej specjalizacji. W korporacji, dana komórka jest odpowiedzialna za konkretną czynność i tak buduje się całość. W piłce nożnej zmierza to w kierunku futbolu amerykańskiego i ligi NFL. Tam są trenerzy od poszczególnych formacji i specjalizacji. Moim marzeniem jest, abyśmy mieli piłkarza, który jest wiślacką osobowością i trenowałby u nas napastników, pomocników, obrońców, uczył główkowania czy przewrotki. To byłoby świetne.

Daleko szukać nie trzeba…

– Kilku piłkarzy pierwszej drużyny rozpoczęło trenerskie kursy. Wierzymy, że zaangażują się w szkolenie swoich następców, bo mam świadomość, jaki mogą mieć wpływ na chłopaków, którzy oglądają ich na stadionie czy w telewizji. Oczywiście, mamy też swoje pomysły, ale znowu wracamy do kwestii pieniędzy i obiektów. Żeby zrobić taki trening musimy mieć boisko oraz trenera, którego trzeba opłacić. W Eindhoven, kiedy tam byłem, szefem akademii był Jelle Goes, były selekcjoner reprezentacji Estonii, aktualnie pracujący w holenderskim związku. Wtedy powiedział nam podczas spotkania, żebyśmy pamiętali, że on nam pokaże jak to wygląda, ale wszystko zaczyna się i kończy na pieniądzach. Jeżeli nie będziesz miał kasy na ten system monitoringu, który my mamy, to nie będziesz wiedział jak oni biegają w trakcie treningu. Jeżeli nie będziesz miał pieniędzy na siłownię, to nie będziesz miał siłowni. Jeśli nie będziesz miał pieniędzy, aby chłopkowi zapewnić mieszkanie i jedzenie, to nie będziesz miał tego chłopaka. Jeżeli nie będzie miał na ludzi od skautingu, to nie będziesz miał skautingu. Proste.

Bardzo często porównujemy się do zachodu, ale ciężko o przełożenie tego na nasze warunki z kilku prostych powodów. Nawet nie braku pieniędzy.

– Niestety nie da się tego, co jest zagranicą, przełożyć w stosunku 1:1. Mamy inną mentalność, inne podejście do niektórych spraw, inny klimat. Idealnie by było, gdyby Polski Związek Piłki Nożnej przemyślał sobie to wszystko. Żeby Wydział Szkolenia przedstawił plan szkolenia tak, jak jest to zrobione w DFB. Tam jest plan główny, według którego każda grupa wie, co ma zrealizować, ale dodatkowo trener ma swoją inwencję. Są to już fundamentalne podstawy, dzięki którym zawodnik, po trafieniu do klubu, wie co go czeka.

Jest też przygotowany mentalnie. U nas to jest jeszcze rzadko spotykana cecha.

– Trenerzy młodzieżowi dysponują odpowiednimi środkami, aby chłopak mentalnie się rozwijał. Staramy się do tego dążyć, ale oczywiście potrzebna jest pomoc specjalistów takich jak psycholog sportowy czy trener mentalny. Nowoczesna piłka nożna wymaga tego, aby zawodnik był kreatywny i sam podejmował decyzje na boisku. Trzeba dawać jak najwięcej bodźców które sprawią, że zawodnik weźmie na siebie odpowiedzialność. W Akademii stawiamy chłopaków przed problemami, które mają rozwiązać. Ograniczamy ćwiczenia w schemacie. My możemy nauczyć ich pewnych działań w ataku i obronie. Jest kanon zachowań, który muszą spełniać, ale to zawodnicy sami muszą podejmować decyzję. Ja im nie będę mówił, kiedy mają zastosować pressing. Od małego trzeba ich do tego przygotowywać.

Czyli trzeba specjalnie rzucać kłody pod nogi?

– Myślę, że tak. Trzeba mieć na uwadze, że zawodnik na swojej drodze spotka różnych trenerów oraz różne style gry. Jeśli będzie za łatwo to taki chłopak może przy pierwszym niepowodzeniu sobie z tym nie poradzić. Najlepszym przykładem jest mega talent z USA Freddy Adu. Uważano go za gwiazdę, jednak kompletnie sobie nie poradził w życiu. Jak widzisz, że twój najlepszy zawodnik ma słabszy okres, daj mu odpocząć na ławce, niech przemyśli to wszystko. Jeżeli się obija to jest to już wyraźny sygnał. Jeśli odpuszcza treningi to musisz zacząć działać i sprawić, żeby chciał trenować.

Więc jak to jest z tym podejściem do zawodnika?

– Mogę odpowiedzieć za siebie: pilnuję tego, że jak mamy sobie coś do wyjaśnienia, to żeby miało to miejsce w szatni.

Chodzi o to, żeby zawodników nie zagłaskać, bo w dorosłej piłce zderzą się ze ścianą?

– Muszą dążyć do tego, żeby na boisku być inną osobami niż poza. Poza mają być grzeczni i kulturalni. Staram się być dla nich motywatorem. Pokazuję im, co mogą osiągnąć, ale decyzja należy do nich. Niektórzy z nich trenują sześć razy w tygodniu plus mecz, więc średnio czternaście godzin w tygodniu spędzają w treningu. Wychodzi na to, że dużo więcej jednak bez nadzoru trenera.

Piłkarzem się jest, a nie bywa?

Mówię chłopakom, że łatwo jest nim być w sobotę, dużo trudniej od niedzieli do piątku. Akademia w nazwie sugeruje, że nie tylko szkolimy, ale i wychowujemy. Staramy się naprowadzać chłopaków. Mogę pokazać chłopakowi drzwi, ale on sam musi przez nie przejść.

Ale musicie to jakoś egzekwować.

– To jest mentalność. Tłumaczę im, że pracują przede wszystkim dla siebie, a nie dla trenera czy zespołu. Najważniejszy jest ich rozwój. Powiedzmy, że jestem zawodnikiem lokalnego klubu – mam super kolegów, ale jestem lepszy od nich i nie chcę odejść. Jeśli zostanę z nimi, to się zatrzymam, cały świat mi odjedzie. Jak jestem najlepszy na swoim podwórku, to czas zmienić podwórko.

Fot. Krzysztof Porebski / www.fotoporebski.pl

Porównując się do innych akademii w którym miejscu jesteśmy?

– Pod względem potencjału piłkarskiego, to na pewno czołówka. Choćby te sparingi, które gramy to pokazują. Jeżeli uzyskamy większe wsparcie finansowe i wprowadzimy te pomysły, które mamy to bez problemu będziemy najlepszą akademią.

Potencjał jest więc zbliżony do czołowych akademii w Polsce, czego więc brakuje? Chodzi o regionalną dominację jak w przypadku Lecha Poznań czy Pogoni Szczecin, które przyciągają największe talenty z regionu?

– Patrząc na Wielkopolskę, to z kim ma rywalizować Lech? Małopolska, jakby nie patrzeć, ma drugi klub z ekstraklasy. Oprócz tego mamy hermetyczne środowisko Nowej Huty, które reprezentuje barwy obecnie Progresu, a częściowo Hutnika. Mamy kilka zespołów na poziomie pierwszej ligi, które też muszą dbać o szkolenie. Jak widać, mamy dużo klubów, dobrze pracujących z młodzieżą.

„My mamy wychowywać zawodników na arenę międzynarodową, więc to że chłopcy będą najlepsi w Małopolsce to jest naprawdę kropla w morzu”. Twoje słowa po ostatnich Halowych Mistrzostwach Małopolski, które wygraliście.

– Musimy rywalizować z zespołami europejskimi, żeby widzieć do czego mamy dążyć. Chłopaki z U-15 przez kilka lat nie grali za granicą i nie wiedzieli jak to wygląda. Taki turniej w Nantes, na który jedziemy za trzy tygodnie powinien być cyklicznie raz w roku dla każdego rocznika.

Ale intensywność gry się znacznie zmienia i przeskok z trampkarza do juniora młodszego jest dość znaczny. Jak to rozwiązać?

– Gdy zakładaliśmy projekt Akademii chcieliśmy, aby grupa rok młodsza grała ze starszymi rywalami. Rozmawiałem z trenerem reprezentacji Polski U-21 Marcinem Dorną, który miał kiedyś świetną drużynę. Wygrywali wszystko. Przesunęli ich o rocznik w górę i zdarzyła im się porażka 4:0. Ci chłopcy nie byli sobie w stanie mentalnie poradzić i zagubili się. To wszystko trzeba robić z głową, lepiej przesunąć dwóch czy trzech do kategorii wyższej, niż cały zespół.

Więc co nas czeka w najbliższym czasie?

– Skupiamy się na pracy, od narzekania naszym zawodnikom nie przybędzie umiejętności.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x