Mariusz Kondak: „Trener musi mieć podstawy, nie może opierać swojej analizy na przemyśleniach ulotnych”

30
Listopad
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

bvdRFNGF

Trenerem został mając 20 lat. Najpierw zajął się pracą z młodzieżą oraz koordynowaniem drużyn w PUKS Karol Wadowice, by po pięciu latach analizować mecze dla FSV Mainz, klubu z 1. Bundesligi. Równocześnie prowadzi stronę Czytam Grę – www.czytamgre.pl i pracuje dla Okocimskiego Brzesko. W środę Mariusz Kondak poprowadził szkolenie dla trenerów Akademii, wyjaśniając jak praktycznie wykorzystywać analizę w pracy. Znalazł też czas by opowiedzieć nam o swojej pracy. 

Na czym skupiłeś się podczas szkolenia?
– Tematem było praktyczne wykorzystanie analizy w pracy trenera. Wykład był skrócony, ponieważ szkolenie było osadzone w ramach czasowych. Odrzuciliśmy teorię, skupiliśmy się na zastosowaniu.

Opowiadaj.
– Trener musi mieć podstawy, nie może opierać swojej analizy na przemyśleniach ulotnych, które zmieniają się w zależności od dnia. Podstawą jest filozofia trenera plus model gry. Z tego powinna wynikać analiza. Jeżeli mamy wszystko spójne i ustalone to wtedy jest to proste – interpretacja boiskowych zdarzeń jest związana z filozofią i modelem gry. Później jest analiza – jak analizować, o tym mówiłem niewiele, ponieważ ta teoria jest ogólnie znana i łatwo dostępna. I zastosowanie zdobytej wiedzy.

– Wyróżniłem trenerom trzy aspekty: zastosowanie, czyli to w jaki sposób chcemy stosować wiedzę z analizy w pracy z zespołem podczas mikrocyklu treningowym – dla przykładu dowiedzieliśmy się po ostatnim meczu czegoś o zespole, ale w danym tygodniu pracujemy nad inną tematyką i tego nie ruszamy. Taki przykładowy pogląd. Drugim punktem jest transfer informacji. Mogą to być spotkania grupowe, raporty liczbowe czy też indywidualne rozmowy, bo nieprzekazana analiza jest stratą czasu. Ostatni aspekt to trening. Powiem w skrócie: graliśmy słabo w obronie, więc najbliższy mikrocykl pracujemy nad obroną, stricte nad tym co zostało podczas analizy wychwycone.

Co przede wszystkim uwzględniasz podczas analizy?
– Najważniejsza jest analiza jakościowa. Wyłapuje nam ona sytuacje meczowe, które później można rozwinąć podczas treningu. Jeżeli chodzi o statystyki – liczby nie są zawsze łatwe do zinterpretowania. Wobec czego dla trenerów prowadzących zespół analiza jakościowa to priorytet.

Jak bardzo rozwinęła się analiza na przestrzeni ostatnich lat?
– Jest to kwestia Polski oraz świata. Wystarczy porównać jak wyglądają komórki analityczne w różnych krajach. Analiza wciąż jest traktowana z dystansem, cały czas w pewnych kręgach szkoleniowcy funkcjonują na „oko”  czy tzw. nos trenerski. Mimo wszystko jednak to się zmienia. InStat jest na rynku polskim. Między innymi Stanisław Czerczesow korzysta z usług firmy analitycznej, jako uzupełnienie pracy analityków wewnątrz klubu – podobnie jak na Zachodzie.

Analiza w drużynach młodzieżowych. Jaka jest jej rola?
– Skoro zadaniem Akademii jest wychowanie zawodników, nie zespołów to wydaje mi się, że moja koncepcja przedstawiona na szkoleniu może być użyteczna. Jeżeli mamy drużyny, które grają w rozgrywkach ligowych, to powinny być one nagrywane. Żeby odciążyć trenera, który ma wbrew pozorom ogrom obowiązków, każdy dzieciak od wieku młodzika dostaje na swoim pendrive zapis meczu. Potem ma przyjść do trenera z trzema sytuacjami o które pyta się trenera: co mogę poprawić w danych sytuacjach? Aktywizujemy zawodników, a nie trenera, który nie musi tego wszystkiego analizować wcześniej, tylko wziąć udział w dyskusji; wytłumaczyć zawodnikowi daną sytuację. Zawodnik pracujący w taki sposób na przestrzeni kilku lat będzie miał duży handicap.

Taka próba charakteru.
– Dokładnie. Ci najsilniejsi, którzy się zmuszą do tego, nie będą narzekać. Taka wiedza, spojrzenie na siebie oraz zrozumienie tego wszystkiego, bo ilość rozmów na przestrzeni lat byłaby duża, będą przydatne dla zawodnika. Taka praca, jest zgodna z tym, w jaki sposób nasz mózg przyswaja informacje, co fachowo nazywa się głębokim przetwarzaniem. Znajdą się tacy, którzy tego nie będą robić, ale to traktuję na zasadzie „słabsi odpadają”. Determinacja.

Naturalna selekcja?
– To jest kwestia podobna do tej, jak piłkarz, który musi w swojej karierze robić to, co niekoniecznie sprawia mu przyjemność w piłce, czyli ciężki trening, dieta i inne różne wyrzeczenia. Ale na przestrzeni kilku lat – najsilniejsi przetrwają. Kto będzie chciał się rozwijać, będzie to robił. Teraz tylko pytanie, czy miałoby być dobrowolne czy z przykazem. Nie ma szans żeby zawodnik obserwujący się po każdym meczu czegoś nie wyciągał i nie rozwijał się. Trener jednego dnia umawia się godzinę przed i po treningu, odpowiadając na pytania swoich podopiecznych. Jednocześnie przerzucając odpowiedzialność na zawodnika. Wiem, że choćby w FC Porto tak pracują.

To też nie jest jakaś ogromna praca. Godzina mecz plus trzydzieści minut analizy.
– To jest taki test, by zobaczyć komu zależy. Jeden mecz wszyscy z ciekawości by obejrzeli, ale później byłoby różnie. To też pokazuje charakter, jak zawodnicy na to patrzą: czy faktycznie chcą być piłkarzami i czy są w stanie dążyć do tego drogą 10 tysięcy godzin rozwoju.

JPG Prezentacja.012

Ile powinna trwać analiza?

– Myślę, że – jeśli mówimy o indywidualnej – powinna zamknąć się w 10 minutach. To, co mówiłem o pracy domowej zawodników: maksymalnie trzy sytuacje, nie więcej żeby nie dostać kręciołka. Regularnie te sytuacje, które go ciekawią i to trener w ciągu 10 minut mógłby wytłumaczyć.

A taka dla drużyny?
– Analiza w sztabie, a ta która ma dotrzeć do zawodników to są dwie różne rzeczy. Kwestia koncentracji oraz bariery, ile zawodnik może przyjąć. Nie jestem ortodoksem jeśli chodzi o trzymanie zawodników przez godzinę w salce i pokazywanie im wideo. Pierwszy raport wewnątrz sztabu powinien być szczegółowy, a później do piłkarzy docierają wybrane informacje. Na przykład gdy gramy ze słabym zespołem, z psychologicznego punktu widzenia, trenerzy powinni podkreślić jego mocne strony, żeby nie zlekceważyć rywala. To są już takie niuanse.

„Ze złym futbolem miałem wystarczająco dużo do czynienia, gdy sam grałem w piłkę” piszesz na swojej stronie.
– Przestałem szybko grać w piłkę z tego względu, że chciałem spełniać się jako trener. Jestem z Wadowic tam w ostatnich latach była maksymalnie czwarta liga. Później sobie uświadomiłem, że w drodze od piłki dziecięcej do tej seniorskiej miałem wielu szkoleniowców ale tylko jednego, który starał się rzeczywiście wpłynąć na mój rozwój i posiadał otwartą głowę do rozwoju – jednak było już za późno, a moja determinacja w pracy trenerskiej jest jednak niewspółmiernie większa od tej, gdy sam biegałem po boisku. Może zabrzmi to górnolotnie, ale nie chciałem robić czegoś, w czym wiem, że nie będę najlepszy.

Brzmi normalnie.
– Zaczynając pracę w wieku 20 lat mam dużą przewagę. Nie chciałem marnować czasu na – mówiąc kolokwialnie – kopanie się po czole, wolałem odpuścić i iść tropem trenerskim. Przełamywać pewne bariery, żeby dwudziestokilkuletni trener mógł przyjść do Akademii Wisły i prowadzić szkolenie.

Istnieje w ogóle coś takiego jak analiza rywala w juniorskiej piłce?
– Wszystko zależy od spojrzenia klubu. Na ile procentowo drużyny pracują pod siebie, a na ile biorą pod uwagę przeciwnika. Są takie trendy, choćby we włoskim futbolu, że drużyna przygotowuje się do tego, jak ma grać za tydzień z konkretnym rywalem. Jeżeli byłoby takie spojrzenie w akademii młodzieżowej połączone z wiedzą jak gra przeciwnik, to trening na zapoznanie się ze słabszymi stronami przeciwnika mógłby wystąpić. Ale w piłce młodzieżowej skupienie na swojej pracy i grze jest wystarczające.

JPG Prezentacja.017

Na czym polega twoja współpraca z firmą InStat?
– InStat obsługuje kluby z całego świata i każdy skaut oraz analityk ma swój przydział, ja współpracuje z FSV Mainz z Bundesligi. Nie jestem z nimi bezpośrednio powiązany, gdzieś tam moje nazwisko się pojawia, ale generalnie występuje jako InStat. Motywujące jest to, że obsługuje klub z Niemiec i każdego tygodnia oglądam masę meczów z Bundesligi. Gdybym dostał słabszą ligę to na pewno bym się nie rozwijał jako trener tak szybko, jak teraz. Pewnych rzeczy bym nie zauważał, bo ciekawe trendy to jednak Anglia, Włochy, Niemcy, Hiszpania i Francja. Oglądając te ligi tydzień w tydzień można wyłapać fajne rzeczy dla siebie.

Jakie masz w Mainz zadania?
– Analiza każdego rywala, którą dostają tydzień przed meczem oraz analiza ich meczu, taka ilościowo-jakościowa. Połączenie liczb z ich interpretacją. Ja dostaję trzydziestostronicowy raport zapełniony statystykami i moim zadaniem jest wytłumaczyć na podstawie tych danych dlaczego osiągnęli taki wynik, a nie inny. To jest cięższa praca i mniej ciekawa niż te raporty przeciwnika. Znaleźć w tylu liczbach powiązania i jeszcze je uzasadnić stanowi duże wyzwanie.

Korzystasz jeszcze z jakiegoś innego programu?
– InStat oferuje dla pracowników oraz klientów ogromną bazę danych z całego świata. Za pomocą trzech kliknięć mogę zobaczyć wszystkie próby ataku pozycyjnego Wisły Kraków z ostatniego meczu. Kliknę jeszcze dwa razy – będę miał każde zagranie nogą Radka Cierzniaka do pół roku wstecz.

Łatwo jest o pracę w tej dziedzinie w Polsce?
– To nie jest koncert życzeń, nawet pomimo wiedzy i merytoryki, więc podchodzę do tematu z chłodną głową. Moim priorytetem jest praca trenera z zespołem i w sezonie 2016/2017 chcę do niej wrócić, natomiast analityczne doświadczenia dają mi również fundamenty do pracy w zespołach analitycznych czego nie wykluczam. Analiza zdecydowanie poszerzyła moje horyzonty, czuję jednak wewnętrzną chęć do zastosowania tej wiedzy na boisku, z zawodnikami.

Jak zapatrujesz się na statystyki?
– Ogólnie rzecz jasna to fantastyczna sprawa, lecz wyłącznie gdy nie są pozbawione interpretacji. Suche liczby bez kontekstu często zakłamują rzeczywistość. Patrząc z perspektywy pracy trenera, w mojej ocenie analiza jakościowa jest istotniejsza. Mamy prosty przykład, w rozegranym meczu zespół miał 80% posiadania piłki – fantastyczny rezultat – patrząc wyłącznie na liczbę. Dodając jednak kontekst, czyli przegraną pomimo tak wysokiej statystyki posiadania 0:1 te 80% możemy już interpretować zupełnie inaczej. Koniec końców przegrana przy tak dużym posiadaniu piłki to dla mnie sprawa sprawiedliwa, nie rozumiem trenerów, którzy nie mogą się z tym pogodzić. Jeżeli masz piłkę większość czasu, a nie potrafisz zabezpieczyć tylko, powtarzam tylko 20% czasu, który spędzasz w obronie, to dlaczego nie rozumiesz przyczyn porażki?

Naszego rozmówcę można również znaleźć na Facebook i YouTube.

Rozmawiał Piotr Truchlewski

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x