Maciej Musiał: „Piętnastoletni chłopak musi być ukształtowany na bardzo wymagającą pracę”

27
Grudzień
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

8

Maciej Musiał w grudniu pełnił funkcję asystenta trenera Marcina Broniszewskiego, wcześniej – bo od sezonu 2013/14 – prowadził trzecioligowe rezerwy Wisły Kraków. Wielokrotnie podkreślał, że nie jest to łatwe zadanie, ponieważ średnia wieku jego drużyny jest jedną z najniższych w tych rozgrywkach. Jednak grę na tym poziomie traktuje przede wszystkim jako poligon doświadczalny dla młodych zawodników, którzy chcą awansować do pierwszej drużyny Białej Gwiazdy. – Teraz jest ten moment gdy mogą zrobić najwięcej, więc czas im ucieka. Są zawodnicy którzy chętnie zostają po treningach, ale inni niekoniecznie. Wolą skończyć trening, umyć się i uciekać do domu. Oni powinni wymagać od siebie więcej – mówi w rozmowie z akademiawisly.pl.

Jakie powinno być podejście do zawodników młodych? Twarde, miękkie czy zróżnicowane?
– Generalnie trzeba bardzo indywidualnie podchodzić do ludzi, nie można się szufladkować w stylu pracy z zawodnikiem. Wychodzę z zasady, że każdy musi być traktowany indywidualnie. Nie można być za miękkim, bo współczesna generacja potrzebuje twardej ręki. Aktualnie poszło się w relacje partnerskie z młodymi zawodnikami, a według mnie nie zawsze przynosi to dobre efekty. Twarda ręka oraz jasne, sprecyzowane reguły pracy są potrzebne, a potem konsekwencja w realizacji ich. Wiadomo, że trzeba być człowiekiem, który ma wpływ na rozwój nie tylko piłkarza, ale również człowieka. Młodych chłopców trzeba rozwijać również jako jednostkę społeczną.

O panu można usłyszeć wiele dobrego jeśli chodzi o podejście do zawodników, a z drugiej strony po przegranym meczu z rezerwami Korony Kielce zawodnicy zostali ostro w mediach skrytykowani. To miał być kubeł zimnej wody?
– Nie, zawsze jestem szczery w tym co robię i staram się otwarcie mówić o problemach które nas dotyczą, to normalne z mojej strony. Po meczu padły ostre słowa, w szatni byli rozliczani za to co było nie tak. Chcę być przede wszystkim sprawiedliwy w opiniach, ta sprawiedliwość nie zawsze jest obiektywna, ale taki mam zawód i wydaje mi się, że zareagowałem właściwie. Zacznijmy od tego, że jestem wymagający. Czasem jest tak, że ktoś ogląda mecz, mówi, że fajnie było, a ja jestem niezadowolony albo odwrotnie.

W jednej wypowiedzi powiedział pan „chciałbym z nimi robić jeszcze większe postępy, rozwijać się jeszcze szybciej, natomiast nie zawsze się to udaje”. Dlaczego tak się dzieje?
– To wynika z pewnych ograniczeń jakie mam, jako trener oraz jakie oni mają, jako zawodnicy. Chciałbym robić jak najwięcej rzeczy dotyczących taktyki, ale jeśli zawodnik jest ograniczony piłkarsko to nas niestety blokuje. Jeśli ci zawodnicy wyszliby z juniora na jeszcze wyższym pułapie technicznym, to byłbym w stanie zrobić z nimi zdecydowanie więcej w tym pierwszym etapie pracy jako seniora. Do tego dążyłem, żeby mieć jak najlepiej przygotowanych zawodników, żeby robić z nimi więcej zajęć techniczno-taktycznych. Brakuje im jakości piłkarskiej.

Trener Marcin Broniszewskim kilka miesięcy zwracał uwagi na braki defensywne u młodych zawodników.
– Jest z tym problem. To wynika z kilku rzeczy. Najważniejszą kwestią jest to, że mało się nad tym pracuje. Wszyscy trenerzy skupiają się na grze w ataku, a nad grą w destrukcji bardzo mało. Po drugie: gdy się rywalizuje w piłce młodzieżowej z drużynami słabszymi od siebie, praktycznie cały czas gra się w ataku, są tylko 2-3 mecze w sezonie, gdzie mecz jest wyrównany i gdzie trzeba od czasu do czasu bronić. To jest problem który wynika z tego, że jesteśmy głównie nastawieni na grę ofensywną, a w obronie braki są spore i tutaj się z trenerem Broniszewskim absolutnie zgadzam.

Widzi pan jakiś sposób rozwiązania problemu małej liczby wyrównanych meczów?
– Najlepiej by było, jakby każdy mecz był na styku, ale kluczowy jest wariant ekonomiczny. To on torpeduje dużą część reform, tylko niektóre przechodzą, jak np. Centralna Liga Juniorów, gdzie rozgrywki są na obszarze całej Polski i to zdecydowanie poprawiło rozwój zawodnika. Zawodnik głównie rozwija się w meczu, trening to tylko dodatek. Powiem szczerze, że nigdy nie analizowałem jakichś projektów lig, jak można to zmienić. Trzeba wziąć wiele aspektów pod uwagę, wiadomo, że jeśli na poziomie Juniora Młodszego doszłoby do rozgrywek centralnych to wiele klubów mogłoby tego nie wytrzymać.

Ostatnio jeden z zawodników pierwszego zespołu stwierdził, że chce z młodymi zostawać po treningu i ćwiczyć, choćby wrzutki, ale nie widzi zapału i po kilku powtórzeniach nie ma z kim tego robić. Jak pan to postrzega?
– Różnie, nie dziwi mnie taka opinia. Ci chłopcy nie zdają sobie sprawy, że teraz jest ten moment gdy mogą zrobić najwięcej, więc czas im ucieka. Są zawodnicy którzy chętnie zostają, a inni niekoniecznie, wolą skończyć trening, umyć się i uciekać do domu. Oni powinni wymagać od siebie więcej.

Ogólnie jest takie przeświadczenie, że zawodnicy którzy przychodzą z mniejszych klubów pracują mocniej, niż ci którzy są w Wiśle od zawsze. Jak można zmienić to nastawienie?
– Od początku praca powinna być ukierunkowana na świadome podejście do roboty. Już od 7. roku życia chłopcy powinni być nastawieni na pracę, tak jak jest z Niemczech. Oni tam mają łatwiej, bo mentalność jest inna, tam liczy się „Arbeit, Arbeit, Arbeit”. U nas chłopcy przychodzą przede wszystkim się pobawić, a zbliża się moment, że ta zabawa powinna przerodzić w pracę, która powinna być atrakcyjna. Zawodnik musi zrobić mnóstwo powtórzeń ćwiczenia, żeby się go nauczyć. Fakt, że zawodnicy spoza Wisły dają z siebie więcej wynika z tego, że chcą się pokazać i zostać w klubie. Oni często mają zaległości techniczne, które chcą jak najszybciej nadrobić. Nie możemy doprowadzić do tego, żeby chłopak w wieku 13-14 lat nie dążył do ciężkiej pracy i powtarzalności pewnych elementów. Bez tego musi wiedzieć, że nie zrobi kariery.

W jakim wieku kończy się mniej więcej zabawa, a zaczyna zawód?
– Generalnie sport wyczynowy zaczyna się w seniorach, natomiast moim zdaniem już w Juniorze Młodszym chłopak musi być ukształtowany na bardzo wymagającą pracę, to jest okres przejściowy, fizyczny, a przede wszystkim psychiczny. To jest etap decyzji, albo w prawo albo w lewo; albo chcę to robić, albo rezygnuję. Junior Starszy to już etap bardzo wymagającego trenowania.

W końcówce rundy w pierwszej drużynie zaczął grać Jakub Bartosz, wyglądał dobrze. Jest pan zadowolony z jego postawy?
– Jestem zadowolony z tego co zrobił, ale z drugiej strony daleki od chwalenia go, czy wyciągania daleko idących wniosków. To było tylko kilka spotkań, żeby powiedzieć o kimś, że zaistniał w lidze to musi zagrać co najmniej rundę. Oczywiście, to jest młody człowiek, który będzie miał wahania formy, natomiast to, co zrobił bardzo pozytywnie nastawia nas do dalszej pracy z nim. Pokazał nam, że psychicznie dał radę, mentalnie jest gotowy. Oczywiście, piłkarsko musi jeszcze dużo popracować, ale co mógł zrobić to zrobił. Zaskoczony nie jestem, Kubę znam bardzo dobrze, wiem, że jego mentalnie takie rzeczy nie ruszają, jest odporny.

Gra w III lidze przygotowała go do tego?
– On przede wszystkim jako chłopak jest do tego przygotowany, można o nim powiedzieć, że jest ukierunkowany na pracę. Gra w rezerwach jest przetarciem, natomiast jest tak wielka różnica w poziomie gry, że nie każdy kto poradzi sobie w III lidze odpali w Ekstraklasie. Dobrze się stało, że Kuba był mentalnie do tego gotowy.

Trener Broniszewski opowiadał o parasolu ochronnym dla młodych zawodników. Jak widać Kuba Bartosz rzucony na głęboką wodę dał sobie radę, a jak jest z innymi młodymi zawodnikami?
– Konrad Handzlik to nasza największa nadzieja, ale ostatnio mam ambiwalentne odczucia co do niego. Miał bardzo dobry początek, widać było, że dorósł do takiego grania, ale to ciągle nie jest poziom, który pozwala mu spokojnie rywalizować w Ekstraklasie. Gdyby to była końcówka przy ustalonym wyniku to OK. Nam zależy na tym, żeby to był chłopak, który wchodząc przy otwartym wyniku daje nam impuls do lepszej gry, a aktualnie nie jest na to gotowy. Czekamy na ten moment, żebyśmy zobaczyli że dojrzał do grania na poziomie Ekstraklasy.

A Grzegorz Marszalik i Kamil Kuczak?
– Jeśli chodzi o Grześka to miał bardzo dobry początek, byłem zaskoczony decyzją, że przechodzi do pierwszej drużyny, natomiast była to na tyle dobra decyzja, bo wyglądał wtedy fantastycznie. Później ta forma zaczęła mocno pikować w dół i wyglądało to mocno średnio. Kamil w ostatnim okresie w treningu wyglądał bardzo dobrze, za co dostał szansę w meczu z Pogonią.

W roczniku 1998 jest kilka perełek jak np. Handzlik, Porębski czy Ptak. Jest to jeden z mocniejszych roczników?
– Jest kilku fajnych chłopców, ale jest mało liczny i to jest spory problem. Roczniki 1995 i 1996 oprócz tego, że były fajnej jakości to były jeszcze liczebne. Chłopcy z 1998 mogą zaistnieć w piłce, czasem lepiej mieć kilku zawodników dobrze rokujących, niż zawodników średnich.

Czasem można pana spotkać na meczach Juniorów Młodszych. Jest już ktoś na oku?
– Cały czas monitorujemy zawodników, ale nie chcemy tego zrobić zbyt wcześnie, żeby ich nie spalić. Z trenerami Dariuszem Marcem oraz Kazimierzem Kmiecikiem się nad tym zastanawiamy, ja miałem pomysł ściągnięcia Marcina Jaworskiego do rezerw w lipcu, ale jego problemy zdrowotne nie pozwoliły do trenowania na dużych obciążeniach. Jest to zawodnik, który bardzo mi się podoba, ale jest bardzo podobny do Handzlika i Porębskiego, czyli słabe warunki fizyczne, a bardzo dobry piłkarsko.

A na przykład piłkarz roku Akademii, Patryk Plewka?
– To musi być wszystko przemyślane. Nie chcę wychodzić przed szereg, to koordynator musi wydać swoją opinię i wtedy będziemy o tym myśleć.

Co się stało z rocznikiem 1995, że się tak nagle rozszedł z Wisły?
– Okazało się, że był to dobry zespół, ale indywidualności nie potrafiły się utrzymać w pierwszym zespole. W pewnym momencie ci chłopcy nie zrobili tego kroku, który dałby im grę w Ekstraklasie. Skoro klub ich wypuścił to oznacza, że nie rokowali nadziei na przyszłość.

Idealne rozwiązanie to wypożyczenie?
– Tak, jeżeli jest chłopak, po którym widać, że przerasta III ligę i jest to dla niego strata czasu, to powinien zostać wypożyczony gdzieś wyżej, do pierwszej bądź drugiej ligi.

Jakie ma pan zdanie odnośnie do internatów przy szkołach, w których zamieszkują młodzi zawodnicy? Można usłyszeć wiele złego?
– Nie zgodzę się, długo w Szkole Mistrzostwa Sportowego mieszkał Krystian Kujawa, który jest wzorem pracy. Doszedł z bardzo niskiego poziomu piłkarskiego do naprawdę solidnej gry na poziomie III ligi, aż do zainteresowania trenera pierwszej drużyny. Wydaje mi się, że wielkiego problemu tam nie ma.

Lepiej się pan czuje jako trener rezerw czy asystent w pierwszej drużynie?
– Trudno powiedzieć, są plusy i minusy każdej roli. W rezerwach mogę wprowadzać swoje pomysły, prowadzić selekcję, ustalać skład, taktykę. Jako asystent to zupełnie inna praca, gdzie zyskuje nowe doświadczenia również od piłkarzy, którzy grali na wysokim poziomie. Obie prace przynoszą mi wiele satysfakcji, czuję, że się rozwijam.

Rozmawiał Mateusz Kostecki.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x