„Kraków jest sercem Małopolski i chciałbym, żeby najlepsi stąd chłopcy grali dla Wisły”

27
Marzec
2018

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / Bramkarze / Grupa naborowa / U-10 / U-11 / U-12 / U-13 / U-14 / U-15 / U-16 / U-17 / U-7 / U-8 / U-9

rafał+wisłocki+4

Najnowsze wydanie kwartalnika R22 serwuje kolejne artykuły dotyczące wiślackiej młodzieży. Szczególnie wartym polecenia tekstem jest lektura wywiadu z Rafałem Wisłockim, który już ponad dwa lata zarządza Akademią. Wcześniej, jako trener, pracował z wieloma rocznikami, przez chwilę nawet… szkolił bramkarzy. Nie dziwi więc, że ma sporo refleksji na temat funkcjonowania systemu szkolenia.

Ostatnio Wisłocki, razem z trenerami Mateuszem Stolarski, Mateuszem Nawojem i Sebastianem Tłokiem, odwiedził Dinamo Zagrzeb. Wizyta w chorwackim klubie skłoniła do mocniejszych refleksji. W wywiadzie, który w skróconej formie pojawił się w wiślackim kwartalniku R22, opowiada o największych sukcesach, ale też niepowodzeniach Akademii w ostatnich miesiącach.

Można staż w Dinamo Zagrzeb porównać do tego z 2012, kiedy kilku trenerów młodzieży w Wiśle udało się do PSV Eindhoven? Wspominałeś później, że był to pierwszy etap gruntownych zmian w szkoleniu, wtedy jeszcze, w Szkółce Piłkarskiej.
– Wyjazd na Chorwację to może być przełom, w perspektywie miesięcy, może lat. Dinamo pokazało nam, jak kluczowym elementem, decydującym o późniejszych sukcesach i tworzeniu wychowanków, jest odpowiednia identyfikacja talentu oraz doprowadzenie do tego, żeby najbardziej utalentowane jednostki chciały grać dla danego klubu. Poprzez nasze działania zyskaliśmy finansową stabilizację jesteśmy w stanie dojść do tego samego. Kolejny etap w układance to poszerzenie możliwości infrastrukturalnych, w co głęboko wierzę. Tak, jak trener Marek Śledź mówił o akademii jako stole i czterech nogach, które go podtrzymują, jedna z nóg jest nie do końca stabilna…

O tamten róg stołu się nie oprzesz.
– Dokładnie. Ale jeżeli wzmocnimy ten element, to na tym stole utrzyma się dużo osób, a my będziemy w stanie sprawić, żeby Akademia rosła i tych osób przybywało.

Wracaliście z Chorwacji ogólnie z nastawieniem bycia bardziej zdecydowanym, surowym wobec zawodników. Wcześniej trenerzy byli wymagający, ale akurat tak się złożyło, że po waszym powrocie z Akademią, z różnych względów, pożegnało się czterech zawodników.
– Ta wizyta przekonała nas też w tym, że piłka zmierza w kierunku, w którym piłkarzom być może za dużo „się wydaje”. Niestety, wspomniał o tym Tomek Tchórz po swojej wizycie w Southampton. W szatni tego klubu siedzą piłkarze, którzy kosztują kilkadziesiąt milionów euro i istnieje zagrożenie, że dojdzie do sytuacji w której klubem będą rządzić piłkarze, a nie osoby na stanowiskach menadżerskich czy dyrektorskich. Dbając o to, żeby ta struktura miała odpowiedni kształt musimy pokazać, że filozofia klubu jest najbardziej istotnym elementem w tym wszystkim. Nie zawodnik, rodzic czy trener będą decydowali w jakim kierunku podążać będzie szkolenie w Wiśle Kraków. O tym musi decydować szerokie grono osób, gotowych poświęcić się, gotowych nawet do oddania temu miejscu cząstki siebie. Po dwudziestu siedmiu miesiąca zarządzania Akademią jestem pewny, że trochę poświęciliśmy, żeby wyciągnąć szkolenie w Wiśle z otchłani. Mówiąc „my” mam na myśli osoby, które w listopadzie 2015 roku już były. Później dochodzili kolejni, którzy dostosowali się do standardów pracy. Ostatnie wyniki, indywidualne i drużynowe, pokazują, że kierunek jest słuszny. A poprzez lepszą identyfikację talentu oraz pozyskiwanie dzieciaków odpowiednio wcześnie możemy doprowadzić do tego, że procent absolwentów Akademii, którzy przejdą do sportu zawodowego może być równie wysoki jak w Dinamo. Dyrektor klubu z Zagrzebia przedstawił nam statystykę, która obejmowała wszystkich wychowanków: 73% zawodników, którzy byli w Dinamo co najmniej trzy lata, obecnie zawodowo gra w piłkę.

Mówiąc o cząstce siebie, w Zagrzebiu zaskoczyło was to, że nie wszyscy przykładali się do swojej pracy w taki sposób, jaki oczekiwałbyś w Wiśle.
– W ostatnich miesiącach zwiedziłem Bayer Leverkusen, belgijski K.A.S. Eupen, teraz Dinamo, chcąc poznać strukturę szkolenia w różnych krajach. Wcześniej trenerzy Maciej Musiał i Piotr Wijata byli w Lokomotivie Zagrzeb. Wnioski mamy zbieżne. My naprawdę dobrze pracujemy. Przygotowując się do treningu zwracamy uwagę na dużo szczegółów, detali. Dbamy o rozwój techniczny, mentalny, taktyczny czy motoryczny. Uwzględniamy wiek biologiczny zawodników. a konstruując ćwiczenia myślimy o fazach przejściowych, żeby były one jak najbardziej zbliżone do warunków meczowych. Dinamo ma podejście mniej pedagogiczne, kojarzące się głównie ze wschodem. Ale efekty ich pracy są widoczne.

W czym więc tkwi ich sposób na sukces? Chorwacja jest krajem mniejszym od Polski, oczywiście warunki do treningu są lepsze.
– Są mniejsi, ale sam Zagrzeb liczy ok. 800 tys. mieszkańców, więc jest porównywalnym miastem do Krakowa. Ich infrastruktura, nie jest może jakaś wybitna, ale ma duży atut: wszystko jest w jednym miejscu, przy stadionie Dinama. Mają boisko ze sztuczną nawierzchnią o najwyższych standardach, drugie mniejsze i trzecie przy samej akademii dla mniejszych dzieciaków. To wszystko żyje, czuć zapach, że tam się rodzą gwiazdy piłki. Myślę, że tego nam najbardziej brakuje, szczególnie w okresie zimy, żeby ci chłopcy trenowali przy Reymonta. Mamy trzy boiska naturalne, mamy halę, mamy pomieszczenie ze sztuczną nawierzchnią, powoli dostosowujemy do swoich potrzeb siłownię, ale w okresie zimowym musimy przemieszczać się po mieście, żeby nasze grupy musiały trenować w dobrych warunkach.

Nie dość, że treningi „na wyjeździe”, co męczy, to jeszcze koszty tego – spore.
– Dużo obiektów wynajmujemy, nie będę mówił o kosztach, ale doprowadziliśmy do tego, że każda z grup szkoleniowych ma idealne warunki do treningu, biorąc pod uwagę plac treningowy oraz liczbę osób w sztabie. Dużo udało się zrobić, ale trzeba tyle samo, jak nie więcej, dołożyć, żebyśmy mieli tę stabilizację, która jest bardzo ważna. Pewność tego, że jesteśmy w danym miejscu i nic nam nie grozi… To trudne jest. Sam też mam okazję pracować indywidualnie z zawodnikami U15 i U17. O wiele większy komfort pracy mam przy Reymonta.

Na środowym treningu U17 jest ośmiu członków sztabu szkoleniowego, jeden z nich nagrywa trening. W U15 w poniedziałki jest sześciu, każdy ma po trzech-czterech zawodników. W inne dni zresztą podobnie. To jest twoim zdaniem największy sukces, świadczący o postępie, Akademii w ostatnich latach?
– Krótkoterminowo tak, jest to duży organizacyjny sukces. W tej chwili możemy zaproponować drużynie U17 taki mikrocykl treningowy, w którym dwa treningi są mocno zindywidualizowane, gdzie pracuje bardzo dużo osób, żeby ci chłopcy byli przygotowani do grania w U19, a później w pierwszej drużynie. Natomiast po dłuższym czasie ocenimy, czy to daje efekty; w teorii powinno. Kilka miesięcy temu jeden z trenerów w trakcie kursie UEFA A przedstawiał, że na jednego trenera w Bayernie przypada 4.6 zawodnika, w RB Salzburg 6.2, a w Zagłębiu Lubin 15.4. Patrząc przez pryzmat tego ile osób uczestniczy w procesie szkolenia zawodników w drużynach U14, U15 i U17 to statystyki są dla nas bardzo korzystne. Tylko teraz musimy zrobić to rzeczywiście w ten sposób, żebyśmy utrzymali filozofię pracy w Wiśle Kraków i wszyscy w tym samym kierunku tych chłopców chcieli rozwijać. Później to już zależy od nich, jak podejdą do tematu: czy będą na tyle świadomi celów, jakie będą przed nimi stały i w jaki sposób będą je realizowali. Nie każdy zostanie piłkarzem, ale mamy bardzo utalentowane grupy.

rafał+wisłocki+3

Jednym z takich elementów było połączenie roczników 2001 i 2002 w trakcie sezonu w jedną drużynę U17. W konsekwencji z klubu odeszło 9 zawodników. Była to jedna z trudniejszych decyzji w ciągu tych dwóch lat?
– Na pewno tak. Jesienią rozważaliśmy taką możliwość, z kilku względów. Ostatecznie podjęliśmy decyzję o połączeniu i jestem bardzo zadowolony z pierwszego etapu tej pracy. Czy to będzie dobra decyzja, zobaczymy. Na razie spotkała się z dobrym odbiorem, szczególnie wśród zawodników, którzy widzą ile się dla nich robi i teraz tak właściwie wszystko w ich nogach oraz głowach, żeby przepracowali te pięć miesięcy.

Jakie cele są postawione przed tą drużyną? Wisła ma drużyny U15 i U19 w rozgrywkach centralnych, ale nie ma U17. Może tam awansować wiosną. Najpierw jednak trzeba wygrać ligę, później baraż.
– Docelowo awans zawodników do zespołu U19, poprzez rozwój umiejętności indywidualnych. Naszym obowiązkiem jest, jako Wisła, żebyśmy dominowali na naszym małopolskim podwórku. Chcielibyśmy żeby zagrał w barażu, żeby awansował do CLJ U17. Chłopaki o tym wiedzą, my też na to liczymy, bo mamy dwie drużyny na tym poziomie i wypada mieć komplet. Będzie łatwiej osiągać pewne cele, grając z najlepszymi zespołami.

Można było awansować wcześniej. Mając zdolną grupę, prowadzoną przez Goncalo Feio, nie udało się tego dokonać. To był ten jeden z gorszych momentów?
– Kilka takich trudnych momentów było. Jednym z pierwszych rozczarowań był brak awansu utalentowanego rocznika 2000, prowadzonego przez Goncalo Feio, bo wtedy było najłatwiej. Awansowały dwie drużyny, bez jakichkolwiek baraży. Oba nasze zespoły (Wisła wystawiła do rozgrywek wojewódzkich również rocznik 2001 – przyp. red.) były wysoko, oba nie przegrały z drużynami, które awansowały. Zabrakło nam jednego gola, a konsekwencje odczuwamy do dzisiaj. Tak to się układa w piłce. W czerwcu kolejny ciężki moment, kiedy w barażu odpadliśmy z AP 21. Dalej nie jestem w stanie uwierzyć jak to się stało. Chyba po prostu awansowała drużyna, której bardziej chciała. Jesienią nie zdobyli zbyt dużo punktów i wrócili do rozgrywek wojewódzkich, których my nie wygraliśmy, bo zawiedliśmy w jednym spotkaniu.

Zapisz się na ATM! Trening mentalny na Wiśle z psychologami sportu

Goncalo Feio czy Maciej Musiał pojawili się w Akademii, ale patrząc już po ich pracy – obaj, w różnym czasie, byli ledwie przez pół roku. Jak oceniać ich pobyt?
– Ale sporo wnieśli! Obaj panowie związani przedtem byli z innymi miejscami. Zatrudniając Goncalo chcieliśmy pokazać inny poziom jeśli chodzi o szkolenie trenerów, ponieważ kończył on szkołę trenerską w Portugalii. W mojej opinii udało się to. Osoby, które z nim pracowały mogą to bardzo pozytywnie ocenić. Pokazał nam, jak można jeszcze lepiej pracować z młodzieżą. Z kolei trener Musiał, jako osoba, która pracowała z młodzieżą w Wiśle, a później w Ekstraklasie, pokazał nam optymalny sposób do oceny potencjału zawodników. Widząc to, co trzeba mieć, żeby zagrać w Ekstraklasie, umiał powiedzieć z kim trzeba pracować. Oba te pobyty, mimo, że krótki, wniosły bardzo dużo i poszerzyły nasze horyzonty.

Małopolska ma czterech przedstawicieli w Ekstraklasie. Dwóch na poziomie pierwszej i drugiej ligi. Do tego kilka ośrodków szkolenia, które starają się być dla Wisły konkurencją. Jak na to patrzysz?
– Domyślam się, że te cztery zespoły chciałyby doprowadzić do tego, żeby ich młodzieżowe drużyny grały w rozgrywkach centralnych, a miejsc jest miało. Choćby w CLJ U19, gdzie możemy być na podium, ale zdobędziemy pięć punktów mniej i spadniemy. W CLJ U15 jest Akademia Piłkarska 21 im. Henryka Reymana. Jest jeszcze Progres z Nowej Huty, który ma mocną drużynę w CLJ U19, walczy o U17, nie ma raczej szans w U15. Najważniejsza jest ciągłość szkolenia. Jestem pewny, że my to mamy. Każdy następujący po sobie rocznik daje pewność, że utrzyma Wiśle poziom centralny. Tak naprawdę teraz musimy zadbać o utrzymanie CLJ U19, a w następnym sezonie będzie mocna paka złożona z chłopaków z roczników 2000 i 2001. W CLJ U17, mam nadzieję, będziemy grali chłopakami z rocznika 2003, którzy są jednymi z najlepszych w Polsce. Mamy też kilka mocnych jednostek w roczniku 2002, który będzie wiodącym w juniorze młodszym.

rafał+wisłocki+1

Rocznik 2004 też wygląda imponująco. Cała kadra wojewódzka mogłaby zostać na nim zbudowana.
– Robimy też wszystko, żeby zbudować mocne środowisko w roczniku 2005. I właśnie o to chodzi, żeby w klubach była ciągłość pracy i jej wizja. Zapewniliśmy to w Wiśle. Oczywiście potrzebujemy też dobrej współpracy z klubami partnerskimi. Uruchomiliśmy nowy program, w ramach którego kilka klubów podpisało z nami nowe umowy. Jest też grupa klubów z którymi rozmawiamy. W tym wszystkim tak naprawdę chodzi o to, żeby te kluby chciały. Bo łatwo jest powiedzieć w prasie, że chce się tej współpracy, a w konwersacji wewnętrznej oznajmić, że nie ma możliwości, żeby jakikolwiek z moich zawodników zagrał w Wiśle.

Czyli nie wszyscy chcą iść ramię w ramię z Białą Gwiazdą.
– Możemy wymienić trzy rodzaje osób, które wchodzą w relacje z Wisłą. Pierwsze to te, które nie chcą i mówią o tym głośno, druga to te którą chcą, a trzecia to ci, którzy mówią, że chcą, ale tak nie robią. Nie każdy musi być emocjonalnie z Wisłą, ja to rozumiem. Jednak Kraków jest sercem Małopolski i chciałbym, żeby najlepsi stąd chłopcy grali dla Wisły Kraków. Taka jest nasza filozofia. Chcemy, żeby chłopak był z regionu, w weekend mógł pojechać do domu, odwiedzić rodziców czy przyjaciół.

Na jakim etapie jest rozwój infrastruktury?
– Od najważniejszego – projekt boiska ze sztuczną nawierzchnią jest gotowy. Ministerstwo Sportu i Turystyki ogłosiło programy, w których chcemy złożyć wniosek o dofinansowane, teraz czekamy na rozstrzygnięcia. Pozycja budowy parku motorycznego na obiektach Towarzystwa została wpisana do budżetu, trwają zaawansowane rozmowy dot. realizacji projektu. Ten obiekt powinien być gotowy na początku przyszłego roku. Finalizujemy siłownię, udało nam się wyremontować szatnię, mamy w planach kolejne remonty pomieszczeń klubowych – chcemy żeby nasi zawodnicy i pracownicy czuli się dobrze, swobodnie, jak w domu.

Kupując bilet na mecz z Lechem – magazyn R22 gratis!

Rozmawiał Piotr Truchlewski

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x