Kacper Loranc: „Do tej pory niczego nie odpuszczałem i teraz też nie będę”

27
Styczeń
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-15

10900032_895786533776204_3424862951958246316_o

Trenerzy w Akademii są zgodni: utalentowany bramkarz, który odpowiednio się rozwijając może w przyszłości stanąć między słupkami pierwszej drużyny Wisły Kraków. Kacper Loranc do tej pory był podstawowym bramkarzem trampkarzy starszych Wisły i zbierał pochwały za swoje występy. Zdążył nawet jesienią wystąpić w drużynie juniorów młodszych i to w spotkaniu derbowym z Cracovią. – Duże pokłony dla młodego bramkarza z rocznika 2000, który zagrał w takim meczu i dał sobie radę – mówił wtedy trener Paweł Regulski. Teraz Kacper przeżywa trudne chwile – podczas treningu zderzył się z kolegą z drużyny, Mateuszem Maziarzem i początkowo wydawało się, że to tylko złamanie nosa. Po wizycie w szpitalu okazało się, że skutki tego starcia są poważniejsze. Diagnoza: złamanie kości jarzmowej. Od razu na myśl przychodzi uraz czeskiego bramkarza, Petra Cecha, który od ośmiu lat występuje w specjalnym kasku. W tym przypadku na szczęście uraz jednak nie jest aż tak poważny. Lekarza przewidują, że przerwa w treningach potrwa ponad miesiąc.

Całe zajście wyglądało strasznie – mówią trenerzy. Niby niepozorna sytuacja, bo podczas treningowej gierki na środku boiska, po testach sprawnościowych. Kacper poszedł „na piłkę” w tym samym momencie, kiedy wślizg wykonał Mateusz Maziarz. Zderzenie kolana Mateusza z twarzą Kacpra wiemy jak się skończyło. Zresztą w tym starciu ucierpieli obaj zawodnicy. Loranc przyznaje, że tej sytuacji nie pamięta. – Wiem, że była sytuacja sam na sam z napastnikiem, obaj nie odpuściliśmy i dalej niestety nie pamiętam – mówi młody bramkarz.

Obu czekała przerwa w treningach, podobnie jak Kubę Żółkosia, ale koledzy z drużyny o nich nie zapomnieli – przed meczem z Akademią Piłkarską 21 Kraków wyszli na boisko w specjalnych koszulkach z napisem „czekamy na was”. Kacpra w szpitalu regularnie odwiedzali też trener Rafał Wisłocki i kierownik Artur Wróblewski, a po tym spotkaniu pojechała delegacja kilkunastu kolegów z drużyny. – Wsparcie w takiej chwili jest na pewno potrzebne. Częścią Wisły jesteśmy nie tylko w czasie treningów czy meczów, ale i poza boiskiem – mówi Wisłocki. Często rozmawia z Kacprem i jak mówi nie ma obaw, że będzie się bał wrócić do gry po takiej kontuzji. Podkreśla jego ważną cechę, jaką jest charakter. – Pierwszym jego zmartwieniem było to, jak ta przerwa wpłynie na jego formę! Tym się na początek najbardziej przejął. Chciał jak najszybciej wrócić do treningów – uśmiecha się trener. Jednak droga do tego jeszcze długa. Kacpra czeka 6 tygodni rehabilitacji.

Kacper był obecny podczas ostatniego meczu trampkarzy (wygrana 3:1 z Cracovią) i zamienił z nami parę zdań. Jak mówi: nie boi się powrotu na boisku, bo zbyt dużo czasu poświęcił piłce by mieć obawy.

Fot. Krzysztof Porebski
Kacper Loranc (pierwszy z lewej) podczas Turnieju EDF Polska – medale wręcza Radosław Sobolewski.

 

RED: Czujesz się już lepiej?
KL: – Aktualnie czuję się bardzo dobrze, nic mi nie dolega, nic mnie nie boli, ale wiem, że muszę odczekać swoje, żeby wszystko było dobrze. Dzięki temu, będę mógł wrócić silniejszy i mógł zagrać na tyle, na ile mnie stać.

Prawie dwa tygodnie spędziłeś w szpitalu, pewnie nie było to przyjemne.
Chwile w szpitalu były trudne, to były chwile załamania, ale wiedziałem, że wrócę na boisko i to mnie „trzymało”. Wiedziałem, że jak wrócę to będę grał w Wiśle i to mi pozwalało zapomnieć o bólu i dawało szansę na wytrzymanie tych 11 dni, które tam spędziłem.

Koledzy z drużyny nie zapomnieli o tobie w tym czasie.
Byłem miło zaskoczony, ponieważ trener z kierownikiem, chłopakami i rodzicami odwiedzali mnie, zrobili koszulki z nadrukiem „Loro jesteśmy z Tobą”. Nie powiem, było to dla mnie dość wzruszające, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, że myślą o mnie i o mnie nie zapomną.

Wiesz już ile potrwa przerwa w treningach?
Lekarze zakwalifikowali to do 6 tygodni rehabilitacji i po tym czasie mogę wrócić do normalnej gry. To pierwsza tak długa kontuzja. Najdłuższa trwała dwa tygodnie, z czego po tygodniu zacząłem trenować.

Nie masz strachu, że taka kontuzja może się drugi raz powtórzyć?
Na samym początku miałem obawy, ale gdy w szpitalu miałem dużo czasu do myślenia i zdałem sobie sprawę, że tak dużo poświęciłem piłce, że nie mam żadnych obaw. Do tej pory niczego nie odpuszczałem i wychodziłem na tym bardzo dobrze i teraz też nie będę, bo nigdy nie wiadomo która piłka nam może zaszkodzić.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x