Fit Akademia. Jak Wojciech Włodarczyk dba o zdrowe odżywianie zawodników

08
Maj
2017

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

zywieniowiec

Już od ponad roku Wojciech Włodarczyk spotyka się z młodymi zawodnikami Wisły Kraków by edukować i poszerzać ich wiedzę w temacie zdrowego odżywiania. W obszernej rozmowie opowiada o swojej roli w Akademii, motywacji i celach, które chce osiągnąć.

Jak rozpoczęła się sama współpraca z Akademią?
– Zauważono moją aktywność dotyczącą żywienia, współpracowałem między innymi z Bartoszem Kapustką, co wzbudziło zainteresowanie. Głównym założeniem Akademii było nawiązanie współpracy z osobą, która będzie w stanie poprzez edukację i świadomość żywieniową zachęcić młodych chłopaków, aby w swoim życiu zwracali na te aspekty coraz większą uwagę. Przedstawiłem swoją wizję i doszliśmy do wniosku, że jest dużo rzeczy do poprawy jeśli chodzi o żywienie, więc z marszu rozpoczęliśmy współpracę.

Jak na samą współpracę z edukatorem żywieniowym zareagowali zawodnicy?
– Pozytywnie. Młodzież jest bardzo świadoma względem technologii czy Internetu, który dostarcza mnóstwo informacji na te tematy. Świat żywienia jest bardzo złożony, o czym świadczą same reklamy w telewizji. Młodzi sportowcy mają większy problem w docelowym ustaleniu odpowiedniego żywienia dla siebie. Na rynku jest wiele firm, które stale konkurują ze sobą, walcząc o klienta.

Czy trzeba było ich jakoś szczególnie zachęcać?
– W przypadku jednostkowych przypadków zainteresowanie było codzienne. Zdarzają się też grupy, które podchodzą do całej sytuacji nieco zachowawczo. Powtarzam, że statystyka i liczby są bezbłędne. Z Akademii wyrośnie kilku piłkarzy grających na wysokim poziomie, a ci zawodnicy którzy zaangażują się we wszystkie możliwe korzyści, jakie Akademia oferuje będą najlepsi.

Jak dużą rolę odgrywa zdrowe odżywienie w karierze sportowca, biorąc pod uwagę szczególnie młodych chłopców?
– Rola żywienia, które wpływa na samą fizjologię organizmu to jest 80% sukcesu. Aby lepiej zobrazować całą zależność, staram się cały proces tłumaczyć na przykładzie tankowania samochodu. Jeżeli nie zatankujesz samochodu, to nie możesz oczekiwać, że przemieścisz się nim z punktu A do punktu B. Żeby być sportowcem musimy nauczyć się tankować samochód z rezerwą. Chcąc być sportowym autem musimy się przygotować na spalanie większej ilości paliwa najlepszej jakości. Z Dyrektorem Wisłockim ustaliliśmy, że chcemy przygotować zawodowców, którzy już w wieku 15 lat będą gotowi fizycznie, motorycznie i mentalnie do tego, żeby występować w seniorskiej piłce. Bez holistycznego podejścia nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Gdy młody sportowiec nie będzie praktykował zdrowych nawyków, w przyszłości pojawią się urazy mięśniowe, przykurcze, kontuzje. Bardzo dużo przykładów opieram na swojej osobie, bo też grałem w piłkę nożna i można powiedzieć, że w tamtych czasach byłem dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. Jestem w młodym wieku, ale do dzisiejszego dnia rehabilituję się i widzę swoją przeszłość. Teraz czarno na białym mógłbym powiedzieć jakie błędy popełniłem w młodości. Oprócz podejścia merytorycznego przekazujemy także praktyczne.

Jakie są postępy zawodników? Czy dostrzegają jakieś pierwsze efekty?
– Już po pierwszych spotkaniach widać było małe plusy. Na początku zaczęliśmy od podstaw czyli fundamentu jakim było picie wody. Chcąc zmienić nawyki żywieniowe trzeba zacząć od picia odpowiedniej ilości wody do swojej wagi i aktywności dziennej. Podałem im wzór na podstawie którego każdy z zawodników obliczył swoje zapotrzebowanie na wodę. Cel naszej pracy to uświadomienie osoby. Nie chodzi o to, żeby to trener był mądry, tylko żeby zawodnik był mądrzejszy. Nie chcemy podążać ścieżką, w której na spotkanie z zawodnikami przychodzi osoba świetnie wyedukowana, staje na środku i mówi naukowym językiem, ponieważ po krótkim czasie przestanie być słuchana. Staram się pracować z grupą, angażować osobę, aby sama powiedziała coś na dany temat. Zawodnik niekoniecznie musi być geniuszem, te talenty są rozdzielane różnie. Musi być jednak świadomy. Mam kontakt z kadrą trenerską i dostrzegamy, że jest zauważalny postęp. Zmieniło się na przykład podejście do meczu. Zawodnicy dbają o to, aby mieć odpowiednią ilość wody, owoce, czy przekąski. Staram się podążać programem małych kroków. Jeżeli ktoś nie wie ile ma pić wody dziennie, to po co przechodzić do kolejnych rzeczy.

W Akademii da się zauważyć jednostki, które są dużo bardziej zaawansowane i z którymi częściej się spotykałem. Osoby te są bardzo aktywne, wysyłają do mnie wiadomości, często pytają. Takimi osobami są np. Grzegorz Janiczak czy Kacper Laskoś. Pierwszy został zaproszony na testy do Norwich City, natomiast Kacper zbliżył się do pierwszego zespołu Wisły, z którym trenuje na co dzień.

Jak wygląda kwestia współpracy z edukatorami żywieniowymi biorąc pod uwagę LOTTO Ekstraklasę?
– Legia Warszawa to jedyna drużyna, która nawiązała stałą współpracę z jednym z najlepszych żywieniowców w Polsce. Jest on zatrudniony na etacie w I drużynie. Stała współpraca z taką osobą w znacznym stopniu przekłada się na kwestie fizyczności zawodników. Na ten moment uważam, że przygotowanie Legii pod względem meczowym jest jednym z najlepszych w lidze. Jednak trzeba powiedzieć, że tematu żywienia w polskiej lidze nie ma. Zawsze pytam, czy jeżeli nie jesteśmy w stanie dożywić organizmu, to po co go trenować? W Akademii pracujemy, aby było coraz lepiej.

Jak często spotykasz się z zawodnikami?
– Na Wiśle staram się być dwa razy w tygodniu. Czas spotkań jest różny, w tygodniu mam przydzielony jeden dyżur, zazwyczaj przypada on na poniedziałek. Poruszamy zazwyczaj rzeczy na cały tydzień, a także kwestie meczową. Z biegiem czasu zapomina się o szczegółach, a w żywieniu są one najważniejsze. Dużą pracę wykonujemy online. Korzystamy z portalów społecznościowych takich jak Facebook, gdzie można w bardzo szybki sposób się skontaktować, wysłać zdjęcie czy filmik.

Które roczniki najczęściej przychodzą na spotkania?
– Najmocniej pracujemy z rocznikami 2000-2002. Pewnie też z uwagi, że świadomość tych chłopców jest największa. Młody zawodnik pewnych rzeczy jeszcze nie wie, nie rozumie. Od początku zwracałem uwagę, że w momencie niepełnoletności zawodnika najważniejszym tematem jest rodzic. Osobiście najbardziej przywiązuje uwagę do spotkania z rodzicami. Młody zawodnik może otrzymać inspirację od pana X specjalisty: „Bartuś popatrz na Roberta Lewandowskiego, gdzie on był 5 lat temu, gdzie był 3 lata temu, a gdzie jest teraz. Spójrz jak zmieniła się jego sylwetka, styl życia, przeczytaj jego biografię”. Dużą rolę w żywieniu odgrywa coaching żywieniowy. To, że trzeba pić wodę, wie każdy. Chcemy zainspirować osobę do tego, aby zrobiła to, co wie od dawna. Staram się inspirować młodzież do tego, żeby chcieli. Historie najlepiej trafiają do ludzi. Dopóki chłopak nie ma osiemnastu lat to pieniądze i kwestie żywieniowe dostaje od rodziców. To, co powie zawodnikowi edukator żywieniowy, a co zrobi z tym rodzic to są dwie różne rzeczy. Jest to mocno poróżnione, bo świadomość społeczeństwa jest słaba. Mamy coraz więcej otyłości, czy problemów zdrowotnych. Wszystkie te rzeczy wiążą się z żywieniem. Staram się zmieniać styl życia zawodników oraz uświadamiać ich, że zawód piłkarza nie jest łatwą sprawą jak mogłoby się wydawać, lecz ciężka pracą, z którą wiąże się masa wyrzeczeń.

Jakie są najczęstsze problemy, z którymi spotykasz się podczas współpracy z młodymi piłkarzami?
– Zawodnicy w wielu przypadkach myślą, że wszystko zależy od diety. Chcą otrzymać rozwiązanie na papierze, a ja takiego nie daje. Przy rozpoczęciu współpracy nakreśliłem jak wygląda moja praca. Zajmuje się świadomością żywieniową i edukacją. Osobiście żaden zawodnik nie otrzyma ode mnie diety z komputera na zasadzie, „kopiuj, wklej, wydrukuj”. Dbam o to, aby zawodnik z pasją zaczął odnajdywać swoją drogę żywienia.

Pracowałeś z zawodnikami, którzy teraz grają zagranicą.
– Podczas swojej przygody z żywieniem spotkałem wielu zawodników ekstraklasowych. Powiem szczerze, że statystyka ich jadłospisów to tak mniej więcej 4/10. Do zrobienia jest bardzo dużo. Zagranicą wszystko podane jest na tacy, zawodnik wie czego potrzebuje, jakie ma nietolerancje. Korekty nanoszone są błyskawicznie, dlatego da się zauważyć takie różnice pomiędzy wzrostem możliwości piłkarskich. Robert Lewandowski na przestrzeni 5 czy 7 lat stał się jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Dużą dozą prawdopodobieństwa jest, że gdyby został w Lechu Poznań mógłby być świetnym strzelcem Ekstraklasy, ale nie zrobiłby spektakularnej kariery.

Jak rozwiniesz wątek stereotypów, które bardzo często pojawiają się wraz z tematem odżywiania?
– Zawsze się śmieje, że co kraj to obyczaj, a co specjalista to inna teza. Sam operuje wiedzą, którą nabywam na licznych szkoleniach w Polsce czy zagranicą. Wydaje sporo pieniędzy, na to aby być na topie. W obecnych czasach, ten kto się nie szkoli, ten się degraduje. Można powiedzieć, że aktualnie stanie w miejscu jest równoznaczne z cofaniem się. W żywieniu i zdrowym trybie życia jest bardzo dużo marketingu i ukrytych pieniędzy, które potem muszą być wyciągnięte od nabywcy. Diety ukierunkowane są pod aktualnie panujący trend lub aktualnie panujący biznes. Kwestie diet bezglutenowych, tłuszczowych są jak najbardziej właściwe, jednak wszystko musi być indywidualnie dobrane pod osobę. Dieta, która może pomóc panu X, może zaszkodzić panu Y. Nie mam żadnej tendencyjności pod względem ustalanego jadłospisu.

Czym się kierujesz dobierając nawyki żywieniowe czy ustalając dietę?
– Głównie zwracam uwagę na kwestię produktów. Staram się by odżywianie sportowca w Polsce było zgodne z polską tradycją. Nie polecam, ani nie rekomenduję diet np. śródziemnomorskich, jeśli osoba mieszka w Krakowie. Opieram się na produktach polskich, nie ma też dużej wymyślności. Uważam, że dużym błędem jest sytuacja, w której osoba dostaje menu, jednak po jakimś czasie okazuje się, że nie jest w stanie sobie tego jedzenia przygotować. Posłużę się przykładem żony Roberta Lewandowskiego – Anny, która preferuje odżywianie bezglutenowe. Zastanówmy się, kto jest w stanie funkcjonować na takim jadłospisie, przy realiach np. młodego sportowca, który zarabia swoje pierwsze pieniądze w sporcie? Znam ceny produktów, które są przez Annę rekomendowane, a także cateringi, które rekomendują jej wizję. Muszę przyznać, że są to horrendalne kwoty. Miałem personalny przypadek zawodnika, który najpierw był pod moją opieką, następnie przeszedł pod skrzydła Ani, a później zdecydował się powrócić do współpracy ze mną. Powiedział tak: „Panie Wojtku, ja zwariowałem, dieta kosztuje mnie 6-7 tysięcy złotych miesięczne, nie mogę sobie na nią pozwolić”. Każdy z nas zwraca uwagę na fizyczność, chce być fit, dobrze wyglądać, być w dobrej kondycji, a wiele firm skrzętnie to wykorzystuje.

W cotygodniowych felietonach na stronie Akademii promujesz dużo polskich produktów, warzyw czy owoców.
– Staram się, żeby wracać do naszych pierwotnych nawyków żywieniowych. W momencie gdy jest zima i nie ma warzyw nie kupujmy sztucznych pomidorów, sięgnijmy po kiszonki takie jak kapusta, czy ogórki, które dostarczają nam wiele wartości. Staram się to dobierać w takich proporcjach, aby osoba miała odpowiednią ilość błonnika i wszystkich makroskładników.

Niedawno jeden z reprezentantów Polski stwierdził, że on lubi sobie zjeść po meczu kebab i to mu nie przeszkadza w byciu sportowcem. Jak do tego się odniesiesz?
– Stare porzekadło mówi: „jak idzie to nic nie zmieniaj”. Pytanie do tego piłkarza jest takie, czy to co w tym momencie osiągnął jest szczytem jego możliwości czy nie. Popatrzmy na Cristiano Ronaldo, który ma jedne z najlepszych parametrów fizycznych na świecie, a i tak cały czas pracuje aby być jeszcze lepszym. Ta wypowiedź jest bardzo słaba i trochę zabawna jeśli chodzi o profesjonalizm zawodnika. Takie słowa nie powinny paść z ust reprezentanta Polski, który jest autorytetem dla wielu młodych sportowców.

No tak, ale sam przekonywałeś w jednym z felietonów, że taki „cheat day” jest potrzebny.
– Jeżeli natomiast chodzi o moje podejście to nie wykluczam takich rzeczy u zawodników. Stosuje u chłopaków elementy ładowania węglowodanowe przedmeczowe i wolne dni, bądź właśnie oszukane posiłki. To jest jak najbardziej zgodne z fizjologią. W momencie ciężkich treningów organizm potrzebuje bardzo dobrego paliwa. Bardzo duża jest różnica pomiędzy paliwem z pizzy, a paliwem z kaszy jaglanej z dobrą jakością mięsa. Nie zapominajmy o efekcie „wolnej głowy”, który sam nazwałem w taki sposób. Efekt ten polega na tym, że raz na jakiś czas trzeba zresetować sobie głowę. Można go wykorzystać do jedzenia. Nie jestem zwolennikiem reżimu żywieniowego 24h, ale w momencie gdy jesteśmy w bardzo intensywnym cyklu meczowym, co trzy dni, to osobiście staram się uświadomić zawodnikowi, że każda rzecz, którą zrobi będzie miała wpływ na jego formę. Musi sobie zadać pytanie: „czy to co w tym momencie robię, pomoże mi się lepiej zregenerować, lepiej przygotować do meczu, stać się lepszym zawodnikiem?”. Piłkarz sam odpowiada sobie na to pytanie. Natomiast uważam i jestem z tego dumny, że wielu moich podopiecznych ma większe pojęcie dotyczące żywienia niż niejeden zawodnik Ekstraklasy.

Na jakiej zasadzie w Akademii przeprowadzane są warsztaty dla rodziców?
– Staramy się je organizować cyklicznie. Warsztaty są przygotowywane tematycznie przeze mnie na zasadzie pokazów slajdów. Zawsze staram się umieszczać jakąś projekcję przy wykładzie względem operowania przykładami, namacalnie pokazać jak to wygląda. Gdy mówimy o temacie oczyszczania, pokazuję schemat jelit w sposób obrazkowy. Staram się na przykładach omawiać pewne rzeczy, na zasadzie forum dyskusyjnego. Każdy ma możliwość zgłoszenia się i zapytania. Poruszając jeden temat, często przechodzimy do drugiego, ponieważ tematy są ze sobą synergistycznie połączone, tak jak spoiwo w łańcuchu. Mówiąc o wodzie musze powiedzieć o oczyszczaniu, chociaż są to dwa tematy. To tak jak nie da się być piłkarzem w 60%. Musisz być przygotowany w 100% zarówno pod względem fizycznym, żywieniowym jak i mentalnym, czy regeneracji i tak dalej.

Jakie są sygnały, które do ciebie docierają?
– Ponoć są oni bardzo pozytywnie zaskoczeni efektami naszej współpracy. Dotarły do mnie sygnały, że dziecko się po prostu zmieniło. Zawsze tłumaczę, że aby zmienić sposób żywienia zawodnika, musi chcieć tego także cała rodzina. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której rodzina je niedzielny obiad, a trzynastoletni chłopak jako jedyny na talerzu ma ryż i kurczaka. Powiedzmy sobie szczerze, ale trochę dziwnie by to wyglądało. Rodziny coraz śmielej angażują się w zmianę nawyków żywieniowych. Wiem, że nie jest to decyzja z dnia na dzień. W wielu przypadkach potrzebna jest cierpliwość i jest to rozciągane czasowo. Nawyk pod względem psychologii buduje się w granicach 60 dni.

Od początku chodziło nam o to, aby wytworzyć wśród środowiska młodych sportowców trend bycia dobrze przygotowanym do piłki. Jeżeli cos staje się w danym środowisku cool, to wszyscy do tego dążą. David Beckham w czasie swojej kariery ogolił się na łyso, a nagle znaczna część młodych osób postanowiła zrobić sobie taka samą fryzurę. Każda drużyna w Akademii ma swojego lidera, a ja staram się, aby oni „zarażali” resztę.

Jak wygląda to na co dzień?
– Nieprzyniesienie butelki na trening jest czymś niefajnym. Już po chwili kolega zwróci uwagę zawodnikowi: „gdzie ty masz wodę, dlaczego nie masz owoców”, o czym wspominał mi trener Mateusz Stolarski. Wytwarza się zdrowa, dobra konkurencja. Jest to naturalna selekcja, która jest w Akademii oczywista. Jeżeli zawodnik nie jest w stanie dać z siebie wszystkiego by stać się najlepszym piłkarzem, wkrótce sam się zdegraduje. Wprowadzenie zdrowej rywalizacji jest bardzo dobrym psychologicznym zagraniem.

Jak w praktyce odbywa się stosowanie zawodników do zdrowego żywienia, przygotowywania posiłków? Młodzi sportowcy mają dużo obowiązków: szkoła, treningi, mecze. Jak znajdują na to wszystko czas?
– Z pewnością chłopakom pomagają rodzice, jednak w wielu przypadkach z czego się niezmiernie cieszę jest duża oznaka dojrzałości wśród zawodników. Wydaje mi się, że jest to pół na pół. Młodzież często mówi, że kieszonkowe od rodziców przeznacza na lepsze jedzenie, czy produkty które im dopasowujemy. Bardzo cieszą takie sytuacje, jak ta w której przychodzi trzynastolatek i mówi, że kupił sobie daną rzecz. Rodzicie stanowią duże pole manewru jeśli chodzi o młodego sportowca, lecz trzeba wziąć pod uwagę, że maja oni coraz mniej czasu. Tempo życia jest szybkie, a rodzicie chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Nie przeskoczymy schodów od razu dużym susem. Jeżeli nie zrobimy pierwszych kroków nie mamy co zabierać się za drugie.

Rozmawiał Rafał Stary

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x