Feio: „Jeżeli zawodnik nauczy się grać w piłkę, ale nie wygrywać to jest problem”

12
Listopad
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-17

baz10022016-5662

Za nami rozczarowująca runda jesienna w wykonaniu Wisły Kraków 2000. Postawiony przed sezonem cel nie został zrealizowany. Drużyna nie awansowała do rozgrywek makroregionalnych, co spowodowało, że do dymisji podał się trener Goncalo Feio. – Zrobiłem tak, jak mówiłem chłopakom przed sezonem. Nie osiągnęliśmy tego co sobie założyliśmy – tłumaczy. Nie została ona przyjęta, a przed Wisłą 2000 kolejne cele. W obszernej rozmowie Portugalczyk podsumowuje ostatnie miesiące, mówiąc między innymi o powodach braku awansu.

Oczekiwania były spore, ale awansu do makroregionalnej ligi nie ma. Co teraz?
– Na pewno jest to duże rozczarowanie. Mieliśmy cel sportowy, który nie został zrealizowany i jest to cios dla nas wszystkich. Natomiast w takich momentach warto zapamiętać że najważniejsze jest wyszkolenie zawodnika, który ma być ważną postacią w pierwszym zespole. I myśleć o tym w kontekście tych zawodników. Za pół roku, dla niektórych może nawet za parę tygodni, przychodzi ważny moment, czyli selekcja do Centralnej Ligi Juniorów. Teraz moi zawodnicy w głowach powinni mieć, żeby zostać w Wiśle dłużej. Dlatego nie powinno być ciężko o motywację.

Ale umykają wam mecze o mistrzostwo Polski.
– Przede wszystkim teraz mamy pięć miesięcy dobrych sparingów i na tym musimy się skupić. Dobre zaplanowanie okresu zimowego, zagranie z topowymi drużynami z Polski i w nich udowodnienie, gdzie jest nasze miejsce. Uważam, że piłkarsko, tak samo jak pracy, którą wykonaliśmy, nie mamy czego się wstydzić i trzeba to teraz udowodnić. Potem jak przyjdzie czas na tę sześciozespołową ligę – zobaczymy jeszcze jakie będzie miała ona znaczenie – mamy przecież z Progresem oraz Hutnikiem rzeczy do rozliczenia, mamy też fantastycznego przeciwnika jakim jest rocznik 2001. Mam cichą nadzieję, że grając już w lidze bez presji będzie trochę więcej piłki. Na przykład ze strony Progresu, którego kilka meczów widziałem i jest to zespół, który umie grać w piłkę, natomiast z nami nie był zainteresowany graniem swojej normalnej gry – piłką po ziemi. Trochę jakości piłkarskiej tej lidze teraz zabrakło.

Wiśle też zabrakło. Choćby w meczu z Cracovią.
– Z Cracovią to nie była piłka nożna, to wyglądało jak futbol amerykański. Kop daleko, jak najdalej, biegnij do „pressu”, kopnij i tyle.

Daliśmy się do takiej gry sprowadzić.
– Na początku spotkania spróbowaliśmy dominować przez nasz styl gry. Nie udało nam się i to jest największe rozczarowanie. Nie wiem czy ze względu na specyficzne boisko czy styl rywala, ale nie potrafiliśmy zaprezentować swojego stylu. Nie mogliśmy wykorzystać stref i dynamiki, w których jesteśmy mocni.

Patrząc na tabelę brakło jednego meczu. Z Progresem, w którym mimo dominacji to rywale strzelali bramki?
– Nie lubię mówić o szczęściu. Uważam, że w życiu to się wyrównuje. Natomiast uważam, że musimy też zrobić coś czego nie zrobią kibice czy dziennikarze ponieważ to nie jest ich rola. Czyli ocenić ‘performance’, a nie tylko wynik. Oceniając nasze występy, jestem zdania, że nie było meczu, w którym przeciwnik stworzył więcej stuprocentowych sytuacji niż my. Mówię o tych sytuacjach ponieważ daje nam to lepszy obraz niż same bramki. Piłka nożna to inny sport niż koszykówka, która jest sportem wielopunktowym. Pracując w piłce z liczbami jest tak, że im więcej ich masz tym bliżej prawdy jesteś.

Liczby nie przemawiają za wami w meczu z Akademią Piłkarską 21, która się postawiła.
– Był jeden zespół, który potrafił nas zdominować w trakcie całej rundy. Zrobili to przez 30 minut, kiedy my mając wynik cofnęliśmy się świadomie. Oczywiście uważam, że zasłużenie awansowali do makroregionu. Szkoda dla nich, że z plamą, jaką niewątpliwie jest ostatni mecz z Cracovią. Akademia nie potrzebowała tego, przeszła ligę bez porażki i zasłużenie awansowała, więc spokojnie mogłaby wygrać ten mecz nawet gdyby przeciwnik podszedł do niego poważnie. Jest to solidny zespół składający się z kilku młodszych zawodników bazujący na motoryce. To był też najbardziej dojrzały zespół w tej lidze. Mają postawy by mieć sukces w makroregionie, ale patrząc przyszłościowo – mam spore wątpliwości. Wracając do nas i naszej sytuacji, jakość gry wyznaczona jest też przez liczbę – największą w lidze – bramek…

Ale dużo z nich padło w pojedynczych meczach. Wyniki 8:0 z Garbarnią i Unią Tarnów choćby.
– Ale inni nie strzelali tyle. To pokazuje jakość naszej gry w ofensywie. Grę w defensywie też mieliśmy jedną z najlepszych. Z akcji przeciwników praktycznie nie traciliśmy bramek, natomiast gorzej było jeśli chodzi o stałe fragmenty gry, a to też jest ważna faza gry.

Presja przerosła zawodników?
– Postawiłem wysokie cele. Wraz ze szkoleniem mogą iść dobre wyniki i tej opinii nie zmienię. Dlatego jestem niezadowolony z naszego wyniku sportowego. Natomiast szkolenie to jednocześnie nauka grania w piłkę, ale też wygrywania. Jeżeli zawodnik nauczy się grać w piłkę, ale nie wygrywać to jest problem. Jeżeli nauczy się wygrywać, ale nie nauczy grać w piłkę jest jeszcze większy problem. Ja, patrząc na inny zespół, który awansował do makroregionu i widząc, jak oni podchodzili do najważniejszych meczów w rundzie nie rozumiałem tego. Mój były zawodnik gra w tej drużynie, znam dobrze jego rodzinę i uważam, że psuje się tam jako człowiek, jako zawodnik piłki nożnej.

baz_3429

Po pierwszych meczach ligowych, że chyba będziesz musiał eksperymentować, żeby stawiać zawodnikom wyzwania.
– W pierwszej fazie tak było. Jednak ja nie nazwał tego eksperymentami, tylko próbą zapoznania moich zawodników z różnymi możliwościami. Tak żebym znalazł dla nich najlepsze, takie dzięki którym mogliby pokazać wszystkie swoje umiejętności. Ale też umówmy się, jak tutaj przyszedłem słyszałem, że nie mamy z kim grać. Też trzeba przyznać, że moja nieznajomość realiów miała znaczenie.

I tylko jeden mecz przegrany, łącznie cztery straty punktów, których nie musiało być.
– Ja nadal uważam, może zabrzmieć jak brak pokory – ale ludzie w tym kraju mylą pokorę z realizmem i dowartościowaniem siebie i swoich zawodników – że piłkarsko jesteśmy najlepszą drużyną w tym województwie. Z punktu widzenia szkolenia również i nadal uważam, ze nie ma drużyny, która jest lepiej prowadzona niż ta. Jeżeli jest tutaj ktoś kto wyszkoli „Golden Boya” czy pracował z zawodnikami, którzy obecnie grają w Barcelonie, Valencii czy Monaco to zapraszam do rozmowy. Miałem szczęście pracować z takimi ludźmi, to też jest prawda. Dzięki temu uczyłem się. Co więcej miałem szczęście zobaczyć pewne rzeczy, zawodników czy trenerów absolutnie topowych i przenieść to do Wisły. Liczy się to, że mogę każdemu spojrzeć w oczy i powiedzieć, że pracujemy na takim samym poziomie jak juniorzy Benfiki czy Barcelony, czy Ajaksu, czy Arsenalu.

Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do jakości szkolenia w Wiśle to powinien wyjechać na kilka stażów i zobaczyć co się dzieje w piłce nożnej, a potem przyjść i porównać z pracą mojego sztabu. Dużo rozmawiamy i uważamy, że zremisowany mecz z Hutnikiem był jednym z naszych najlepszych, pomimo ciężkiego boiska. Mieliśmy 16 sytuacji podbramkowym, przy dwóch rywala. To jest dominacja, ale remisujemy. Co się dzieje potem. Wygrywamy ten mecz, kończymy na pierwszym miejscu, gramy z Cracovią u siebie w ostatniej kolejce. Pewnie by zagrała z nami inaczej niż z Akademią, ale mielibyśmy inny mecz niż ten przy Wielickiej.

Z Akademią – jeszcze raz podkreślę, że zasłużony awans – straciliśmy bramkę dwie minuty przed końcem i jeszcze po rzucie wolnym z przypadkowej ręki. Sędzia mógł gwizdnąć, mógł nie gwizdnąć i z sytuacji której nie mogło się nic urodzić mamy rzut wolny i remis.

To czego brakło w meczu z Progresem?
– W związku z tym meczem popełniłem dwa błędy. Nie ukrywam, oglądałem trochę meczów krakowskich drużyn i wiem, że jest to drużyna umiejąca grać w piłkę. Ma styl, pomysły. Spodziewałem się dzięki temu fantastycznego meczu. Pierwszy błąd był taki, że mimo bardzo słabej dyspozycji naszego boiska, nie zagraliśmy na sztucznym boisku. Powinniśmy mieć lepszy plac do gry, wiedziałem o tym i nic z tym nie zrobiłem.

Drugi to założenie, że Progres będzie grał z nami w piłkę. Niestety strzelili nam bramki po naszych błędach, bramki takie, które nie mają prawa paść, zresztą tak traciliśmy bramki w większości meczów. Ten mecz ułożył się tak a nie inaczej. My najpierw przez pierwsze dziesięć minut meczu mamy dwie okazje do pustej bramki i nie trafimy, a potem w drugiej połowie też mieliśmy tyle sytuacji, że mogliśmy wygrać. Mecz na Cracovii bez gry w piłkę. Do zawodników Cracovii nie mogę mieć pretensji, oni ambicjonalnie zrobili swoje, ale plan na mecz ich trenera nie miał na celu gry w piłkę. Mieliśmy sytuacje, oni mieli. Nie chcę stwierdzać, że akurat wtedy przegraliśmy awans. Ja nie jestem człowiekiem, który będzie się chował. I przede wszystkim jest to bardzo ważne dla mnie i biorę stuprocentową odpowiedzialność za tę drużynę. Ja podejmuję decyzje w jaki sposób trenujemy, jak gramy i kto gra. Przede wszystkim nie awansowaliśmy przez to, że na trzy mecze z czołówką nie wygraliśmy żadnego.

Czyli problem mentalny? Presja przeszkadzała?
– Tak. Ale jeżeli zapytasz czy żałuję że nałożyłem na zawodników presję, to odpowiem, że nie, ponieważ to jest część szkolenia. I, znowu się powtórzę, ja chcę osiągać wysokie wyniki sportowe. Jestem ambitny, chcę wygrać, ale nie kosztem szkolenia zawodników. W tym wieku w którym moi zawodnicy są, dobrze jest dołożyć presję, z którą muszą sobie poradzić. Nie żałuję tego, choć oczywiście jestem rozczarowany, że sobie nie poradziliśmy.

Najbardziej?
– Tego, że oprócz dobrej połowy z AP 21 na meczach z czołówką nie potrafiliśmy, nie wiem czy przez głowę, pewnie też, narzucić swojego stylu. To są pierwsze rzeczy, które analizowałem. Ale też nie jestem naiwny i są pewne rzeczy, które wokół nas się działy. Nie byłem nigdy cichą osobą. Dla mnie rozpoczęcie ligi bez określonych zasad jest kompromitacją organizatora rozgrywek. Nie jest to opinia Akademii Piłkarskiej Wisła Kraków, tylko trenera Goncalo Feio, więc jak będą chcieli mnie za te słowa zawiesić nie ma problemu. Kolejna rzecz. Ja już trochę siedzę w piłce i pojawienie się zasady, która mówi o liczeniu punktów tylko z meczów z pierwszą piątką trzy dni po porażce Cracovii w Bochni, która nie miała szans na awans jest przynajmniej podejrzliwe.

Więc pewnie sytuacja sprzed meczu z Cracovią również?
– Za nami czternaście kolejek ligowych rozegranych. Na dwanaście z nich naszych dwóch zawodników grało z kserokopią badań lekarskich. Co więcej, w Polsce prowadziłem zawodników, którzy jeździli na kadry wojewódzkie i narodowe, w tym również na mecze oficjalne i jeździli oni z kserokopią badań. Grali! Dla mnie po tylu kolejkach, akurat w meczu wyjazdowym z Cracovią, wykluczenie dwóch podstawowych zawodników przez punkt który nie jest określony w regulaminie to skandal. I żeby było jasne – to nie jest powód dla którego nie awansowaliśmy, bo szukając powodów musimy patrzyć na siebie. Nie wygraliśmy meczu z czołówką, ale nie bądźmy naiwni i uznajmy, że jest to kompromitacja.

Nie mam problemów powiedzieć tego głośno, jeśli ktoś chce mnie zaprosić na rozmowę. Podczas ligi byli trenerzy z którymi bardzo dobrze żyłem, gratulowałem pracy, byli też tacy z którymi się kłóciłem. Jestem bezpośrednią osobą i zdarzały się w trakcie tej rundy niepoważne sytuacje. Ciekawy jestem co też Progres sobie myśli, bo licząc wszystkie punkty Cracovia jest drużyną, która łącznie zebrała ich mniej niż my. I Cracovia ma awans do makroregionu, a my nie. Dlaczego powiedziałem już wcześniej. Te reguły były krzywdzące nie tylko dla nas. Jest to kolejny powód, dla którego piłka nożna w Polsce nie jest gotowa wskoczyć na wyższy poziom. Nie chcę, żeby Wisła była faworyzowana, ale żeby wszyscy byli traktowani równo. Małopolska to chyba drugie, może trzecie, na pewno obok Śląska oraz Mazowsza, województwo w którym jest taka konkurencja. Więc pamiętajmy też, żeby ci chłopcy grali w piłkę, a ci którzy nie będą aby wyrośli na ambitnych i porządnych ludzi. Przez takie a nie inne sytuacji można mieć o to obawy.

baz_6605

Wiosną zagracie też w Budapeszcie. Niestety, po słabej pierwszej fazie, maksymalnie o 9. miejsce.
– W Future Talents CUP rozczarowany byłem głównie pierwszym meczem. Grałem dużo takich turniejów, nawet wygrałem większych, więc wiem z czym to się je i spodziewałem się pewnych problemów w pierwszym meczu. Grało nam się w nim źle. Pierwszy z punktu widzenia mentalnego – wydaje mi się, że naszym zawodnikom brakuje meczów o stawkę. Między innymi przez to jak zorganizowane są rozgrywki w poszczególnych kategoriach wiekowych. Po drugie graliśmy z najlepszym przeciwnikiem w tej grupie. Solidną grą w obronie mogliśmy spokojnie dowieźć korzystny wynik do przerwy, ale zadecydował błąd indywidualny. Natomiast w drugim i trzecim meczu byliśmy najlepsi na boisku. Zdominowaliśmy Maribor oraz Slovan. Ze Słoweńcami nie trafiliśmy karnego, ale szybko wyszliśmy na prowadzenie. W piłce kto zna najwięcej szczegółów ten jest najlepiej poukładany i my byliśmy. Natomiast piłka nożna to też jest gra błędów i najczęściej ten, kto popełni ich najmniej wygrywa. My daliśmy w Budapeszcie koncert błędów niewytłumaczalnych, błędów na które odpowiedź zawodnicy musieli sami znaleźć, ponieważ dla mnie wykraczało to poza racjonalizm.

Przegraliśmy drugi mecz po golu w ostatniej minucie z kontry. Znowu taki moment, że nie lubię mówić o szczęściu, ale znowu taki moment, który nas wyeliminował z turnieju. Trzeci mecz i znowu, można zobaczyć na Youtube, zdominowaliśmy absolutnie kompletnie Slovan – dobrą techniczną drużyną. Prowadzimy grę i pokazujemy, że jesteśmy niedojrzali emocjonalnie. Natomiast, oceniając styl gry można stwierdzić, że byliśmy w dwóch meczach lepsi i gdybyśmy wykorzystali to co mieliśmy na wiosnę gralibyśmy o miejsce numer 1. Piłka nożna jest czasami bolesna, bo niesprawiedliwa, czasami zaskakująca i radosna, bo kończy się mecz a my wiemy, że kurczę trochę osiągnęliśmy więcej niż na to zapracowaliśmy. Nasi przeciwnicy w Budapeszcie mieli takie uczucie po meczach z nami. Niestety my w tym półroczu mało razy doznaliśmy że nie zasłużyliśmy na punkty, natomiast więcej było takich chwil, że dużo robiliśmy, żeby wygrać a nie udało się. Tutaj myślę, że największą porażka jest to, że nie udało mi się przez te trzy miesiące przekazać zawodnikom część mojego charakteru. Jest to jednak długi proces, najlepsze efekty pracy przychodzą w drugim roku pracy.

Jednak dało się odczuć, że zainspirowałeś swoich zawodników.
– Ja nie mam wątpliwości, że ta drużyna, która nie tylko we mnie ma kibica, bo ja chcę, żeby chłopaki się rozwijali, debiutowali w Wiśle, reprezentacji, później zagranicą. To jest mój cel, marzenie moje, żeby osiągnęli taki poziom. Natomiast też nie mam wątpliwości, że to jest drużyna, która pójdzie za mną w ogień. Pracowaliśmy przez trzy miesiące, były różne momenty, radości, ostatnio smutku, ale przede wszystkim została z każdej strony wykonana fantastyczna praca ze strony sztabu i zawodników. Mówiąc, że nie udało mi się przekazać tego, co chciałem, mam na myśli ważne mecze i podejście do nich. Takie bez kompleksów, czy obaw, ale odważne i radosne. Potrzebujemy ważnych meczów, dlatego teraz sparingi będą ważne, żebyśmy zdobyli kolejne doświadczenie pod względem mentalności.

Dużo przez te parę miesięcy mówiłeś o mentalności i odpowiednim podejściu. O radzeniu sobie z presją.
– Nie mówimy o dzieciach, tylko o 17-latkach, w tym wieku grają już w Lidze Mistrzów. Trzeba zdać sobie sprawę, że ani świat nie jest piękny, ani tym bardziej świat piłki. Chłopaki są w takim wieku, że muszą zrozumieć – nie mam obaw, że tego nie zrobią – że nigdy nic nie dostaną za darmo. Zawsze będzie praca pod presją, zawsze będą wymagania i nie zawsze decyzje będą sprawiedliwe, więc wydaje mi się, że dla mnie i tych chłopaków była to duża lekcja, bolesna też. Nie jestem osobą przyzwyczajoną do porażki. Miałem też tę przyjemność pracować w dwóch klubach będących najlepszymi w Polsce i przegrałem w ciągu pięciu lat jeden mecz ligowy. Z Progresem.

Często mój styl, ludzie traktują jako brak pokory. Uważam, ze pokorę pokazuje się przed meczem rozwieszając chłopakom koszulki czy myjąc piłki, a jesteś tego świadkiem czy zagrabieniu liści z boiska przed treningiem. Ja to zrobię, to jest pokora, ciężka praca, nie mam z tym problemów. A to że ktoś jest ambitny i nie boi się wytykać pewnych kompromitacji polskiej piłki to nie jest brak pokory tylko szczerość. Przez tę szczerość może nie mam zbyt wielu kolegów w środowisku, ale się nie zmienię. Szanuję swoich przeciwników. Nie podchodziłem do meczów z Cracovią, Progresem, Sandecją czy Akademią z podejściem, że sam się wygra, tylko obserwowałem ich mecze. Uważam, ze z punktu widzenia trenera nie ma większego dowodu szacunku niż obserwowanie drużyny przeciwnika pod kątem ich umiejętności. Trochę się przeliczyłem licząc, że przeciwnicy będą interesować się grą w piłkę z nami w taki sam sposób jak robią to przeciwko innym. Natomiast zaskakujące i rozczarowujące, że było inaczej. Poziom ligi mógł być wysoki, natomiast pewne decyzje popsuły to.

Wspomniałeś wcześniej, że dużo się uczyłeś w poprzednich miejscach pracy. A w Wiśle?
– Przede wszystkim jest mi smutno, ponieważ nie oddałem ludziom, którzy w nas wierzyli i wspierali tego awansu. Wszyscy wokół mnie, od moich zawodników po osoby zarządzający akademią zrobili wszystko co w ich mocy, żeby awansować. Ale nie mam jak tego nakładu pracy wynagrodzić. Dać tę radość grania w makroregionie, gdzie bylibyśmy w stanie walczyć o mistrzostwo Polski. Nie wydaje mi się, że nauczyłem się pokory, bo dużo rzeczy już robiłem i życie mnie jej nauczyło. Natomiast nauczyłem się tej ligi, tej rywalizacji w Krakowie, nie tylko z Pasami, ale Progresem, AP 21 czy Hutnikiem. Nauczyłem się kultury towarzyszącej tym zmaganiom.

Zobaczyłem też, że jest to praca z innymi ludźmi niż w Warszawie. Są to kibice Wisły, zidentyfikowani z regionem. Ja jestem człowiekiem szczęścia i pracowałem w klubach, w których było wszystko co potrzebne, ale co niepotrzebne też, szczególnie w Polsce. Doświadczyłem, jak mała liczba ludzi, która wkłada w swoją pracę serce może stworzyć wielką Akademię. Jeżeli zostaną podjęte dobre decyzje to jesteśmy tego bliscy. Nauczyłem się wielu rzeczy od swojego sztabu, który moim zdaniem będzie wkrótce robił wielką karierę.
Poczułem jak to jest być wiślakiem. To są rzeczy, które nie mają ceny i nie nauczysz się ich w dwa tygodnie. Do pewnych rzeczy dojrzewasz. Na pewno jestem mądrzejszy niż trzy miesiące temu. Nie zmieniłem swoich przekonań i pewnie ewoluuje je, bo chcę się rozwijać, natomiast teraz, mając doświadczenie z tych trzech miesięcy nie wydaje mi się, żebym wiele zmienił. Najbardziej boli, że nie mogłem dać osobom, które mi ufały taki prezent w podzięce za to jak mnie traktowały od samego początku. Życie toczy się dalej i mam nadzieję, że w końcu to zrobię. Nie powiem, że nauczyłem się porażki, ponieważ nie na tym polega życie. Bardziej doświadczyłem. Za to na pewno nauczyłem radzić sobie z uczuciami porażce towarzyszącymi.

Rozmawiał Piotr Truchlewski

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x