„Często rodzice są przekonani, że ich zachowania nie tworzą presji na dziecku, a jest zupełnie przeciwnie”

22
Maj
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

aleksandra adamiec

Od lutego Akademia Piłkarska Wisła Kraków realizuje wspólny projekt z Zakładem Psychologii Akademii Wychowania Fizycznego im. Bronisława Czecha w Krakowie. Po trzech miesiącach współpracy postanowiliśmy podsumować ten okres i dopytać jak wygląda praca trójki psychologów. Porozmawialiśmy z Aleksandrą Adamiec, która koordynuje pracą swoją, Weroniki Kopki i Małgorzaty Nowak.

Jak oceniasz pierwsze miesiące pracy?
– Były na pewno dosyć intensywne. Odbyły się pierwsze warsztaty dla rodziców, trenerów oraz zawodników, czyli to co sobie na początek zaplanowaliśmy. Ale przede wszystkim odbyła się bardzo intensywna obserwacja wszystkich grup. Mamy już pierwsze wnioski oraz informacje o zawodnikach. Każda z pań psycholog pracuje już z zawodnikami indywidualnie. Niektórych zawodników zachęcają trenerzy. Cieszy nas to, że jak niektórzy dowiedzieli się czym zajmuje się psycholog sportu, to sami zdecydowali się do nas przyjść, więc myślę, że współpraca ruszyła już intensywnie.

Kto jest bardziej chętny do współpracy, starsi czy młodsi?
– Raczej starsi, od 14 roku życia w górę. Tutaj chodzi o świadomość zawodnika, on rozumie, że głowa ma największe znaczenie. W przypadku dzieci to jest zachęta dla rodziców, aby przyszli i dowiedzieli się, jak wspierać skutecznie dzieci. W przypadku młodszych to trenerzy zachęcają tych, którzy powinni skorzystać w pierwszej kolejności.

Na każdego psychologa przypadają po trzy grupy. Chyba nie jest tak łatwo poznać wszystkich zawodników?
– To jest bardzo trudne. Taka ilość zawodników to jest wyzwanie, trzeba poznać grupę, trenera, relacje trenera i grupy oraz relacje rodziców z trenerem, ponieważ jest to nierozłączne. Dodatkowo wiek ma ogromne znaczenie. Jest różnica pomiędzy pracą z 10-latkami a 17-latkami.

Z którymi grupami ty, jako koordynator, pracujesz?
– U14 oraz U11.

Czyli różnica jest spora. Rocznik 2002 to już gimnazjum, a 2005 to jeszcze dzieci z podstawówki.
– No właśnie niby wiekowo dzieci, ale coraz bardziej świadome społecznie i intelektualnie. 11-letnie dziecko już całkiem fajnie radzi sobie w grupie. Muszę pochwalić trenerów prowadzących. Zarówno trener Adrian Filipek jak i trener Maciej Papież wpasowali się w grupy którymi się opiekują. Mają bardzo dobre podejście, trzymają dyscyplinę, ale równocześnie wprowadzają elementy humoru i jest to bardzo dobrze wyważone. Obserwując inne grupy widzę, że jest to bardzo ważne. Trenerzy dbają o to, żeby nie było to tylko „suche” szkolenie, żeby były w tym też emocje.

Fakt, że większość trenerów jest dosyć młoda pomaga?
– Tak, na pewno pomaga, chociaż nie jest to czynnik decydujący. Wiadomo, zdecydowanie łatwiej zażartować z młodszym trenerem, chociaż znam również trenerów starszych, którzy potrafią złapać kontakt. Wiek trenerów ma jedną dużą korzyść – chcą się uczyć i rozwijać, są bardzo chętni gdy słyszą o organizowanych przez nas warsztatach. Po tych pierwszych odzew był bardzo pozytywny i to nas cieszy. Bardzo często pytają o rady, a potem wprowadzają je w życie, co nas bardzo satysfakcjonuje.

Bardzo często można was dostrzec podczas treningów, kiedy z boku obserwujecie. Na czym to polega?
– Dla ludzi z zewnątrz może to wyglądać dziwnie. Ktoś sobie stoi, patrzy i nic nie robi. Obserwujemy zespół oraz pojedynczych zawodników, tych z którymi pracujemy. Przyglądamy się zachowaniom trenerów, ich relacji z zawodnikami. Patrzymy jakie komunikaty dają, zarówno werbalne jak i niewerbalne. Czasami postawa trenera ma ogromne znaczenie dla budowania spójności zespołu, ale także budowanie autorytety trenera.

Później możemy trenerowi podpowiedzieć, co można zmienić, żeby to działało jeszcze sprawniej. Należy również pamiętać, żeby powiedzieć trenerowi co robi dobrze i jak to wpływa na zawodników. Skupiamy się również na obserwacji reakcji np. bramkarza po straconej bramce czy zawodnika po zmarnowanej sytuacji. Ważną kwestią są również relacje między zawodnikami. Zwracamy uwagę na to czy tworzą się jakieś grupki, jak się ze sobą chłopcy komunikują, jak reagują gdy drużyna przegrywa. To jest bardzo szeroki temat, zawodnicy mogą się motywować wzajemnie, ale również wywierać presję. Na bazie tego tworzymy później warsztaty.

Ostatnio odbyły się warsztaty, gdzie jedna osoba podbijała piłkę, a druga ją dopingowała lub dołowała. Jakie są jeszcze przykłady takich zajęć?
– To zależy od grupy. Ja w grupie U14 rozmawiałam z zawodnikami o bardzo prostej rzeczy, jaką jest nastawienie na mecz. Mnóstwo zawodników myślało: nie możemy przegrać. Teoretycznie „nie możemy przegrać” równa się wygrana, ale jeśli zawodnik myśli tylko o tej przegranej, jest na niej skoncentrowany to nie dąży do wygrania, tylko do uniknięcia porażki. Czasem nie zwracamy uwagi na to o czym zawodnik myśli wychodząc na mecz. Jedni są skoncentrowani na wyniku, drudzy na grze.

Jak szybko jesteś w stanie poznać zawodnika?
– Psychologia to nie jest magia. To nie jest tak, że po jednej rozmowie psycholog jest w stanie powiedzieć: „on będzie mistrzem” To jest trening mentalny, który musi trwać. Ciężką pracą jesteśmy w stanie wypracować umiejętności psychologiczne. Ja mogę zaobserwować pewne reakcje, komunikatywność, otwartość, a także zrozumienie pewnych aspektów. Po jednej rozmowie mogę przekazać trenerowi swoje uwagi, ale po jakimś czasie nie muszą się one pokrywać z rzeczywistością.

Kiedy jest moment gdy chłopak powinien podjąć decyzje że zajmuje się piłką na poważnie?
– To jest trudna decyzja, bo w piłce nożnej nie ma wcześniej specjalizacji i w dużym wymiarze jest to decyzja rodziców. Na pewno jest to kwestia ocenienia możliwości i talentu dziecka. Następuje pewna selekcja, w której trzeba brać pod uwagę rozwój. Po jakimś czasie może się okazać, że zawodnik się zatrzymał w rozwoju i nigdzie wyżej nie dojdzie.

Czy w Wiśle nie jest zbyt dużo „grzecznych chłopców”?
– Trochę tak jest. Złość sportowa na boisku zawsze pomaga. Brakuje zawodnikom chęci podjęcia walki sportowej i staramy się nad tym pracować. Chęć walki, postawienie wszystkiego na jedną kartę często się przydaje, a czasami tego brakuje. Oczywiście nie u wszystkich, bo nie można tego generalizować.

Jeden zawodnik o kompletnie innym charakterze może zmienić styl drużyny i pociągnąć innych za sobą?
– Na pewno może mieć wpływ na drużynę. Zawszę lubię taką zasadę i maksymę, że o sile drużyny nie decyduje ten najsłabszy. Bardzo często dzieciaki potrzebują zobaczyć, że coś się da zrobić. Uczą się na zasadzie modelowania, obserwują zachowania a potem je naśladują. Jeżeli mamy jednego zawodnika, który jest silnym charakterem i pokazuje, że będzie walczył za wszelką cenę, to jest taka osoba potrzebna w każdej drużynie. Taki zawodnik może zostać liderem i z czasem ciągnąć drużynę w tych najtrudniejszych momentach, krzyknąć i zmotywować do dalszej gry. Taki lider może być formalny oraz nieformalny, bo kapitan nie zawsze musi nim być.

Lepiej żeby zawodnik miał za mało ambicji czy za dużo?
– Najlepszy jest złoty środek. Jeśli zawodnik ma za mało ambicji i nie chce się rozwijać, to bez motywacji wewnętrznej nie osiągnie mistrzostwa. Jeżeli jestem zbyt ambitny, to pojawia się ogromne ryzyko presji i to nie ze strony rodziców czy środowiska, tylko presji wewnętrznej. Stąd często bierze się stres przedstartowy i w tym kierunku nadmiar ambicji nie jest zbyt dobry.

Zawodnik musi mieć pełną świadomość swoich wad oraz zalet, chęć do zmiany i poprawy swoich umiejętności. Stawianie sobie nierealistycznych celów może prowadzić do braków pewności siebie.

Jakie powinno być podejście trenera?
– Spokojny trener jest ważny, szczególnie w tych młodszych rocznikach. Dzieciaki obserwują i patrzą. Jeśli trener zacznie okazywać negatywne emocje, to zawodnicy będą sugerować się jego emocjami. Jeśli trener będzie się załamywał, reagował agresywnie, to nie może oczekiwać od zawodników, że zachowają zimną krew. Jak najbardziej jestem za tym, żeby trener był spokojny i dopingował przy linii zawodników do lepszej gry. Do tego komunikaty powinny być proste i klarowne, a dopiero w szatni przeprowadzić dyskusję na temat gry. Nie każdy komunikat z linii dotrze do zawodnika w trakcie akcji, więc wiem, że 100% uwagi uzyskam dopiero w szatni, tam jest czas na analizę.

Jak reagować na trudne porażki?
– Każdą porażkę trzeba przepracować, nie można jej zamieść pod dywan, bo ona wróci.

Dzięki temu, że jesteście w klubie uczą się również trenerzy.
– To od nich się wszystko zaczyna. Po swoich doświadczeniach wiem, że dobry trener to jest skarb. To osoba, która spaja drużynę, motywuje, potrafi podnieść. Momentami trener jest przyjacielem, ale przede wszystkim jest autorytetem. Dobrego trenera wspominamy do końca życia. To oni zaszczepiają pasję do piłki. Psychologie to jest dla nich zysk, gorzej by było, jakby z tego nie korzystali.

Z biegiem czasu wiek w którym zawodnik zaczyna przygodę z piłką się cofa. To dobrze, że już w wieku czterech lat dzieci mają zajęcia w ramach Wiślackich Skrzatów?
– Mamy dwie ścieżki rozwoju talentu. Są dyscypliny, w których wybór musi nastąpić wcześnie. Piłka nożna nie jest sportem wcześniej specjalizacji, więc rodzice muszą być otwarci na sygnały „mamo, tato nie chcę jechać na trening, już mi się to nudzi”. Przymuszanie małego dziecka do treningów, gdy on nie czerpie z tego radości to jest to spory błąd. Jeżeli dla dzieciaka jest to radość, który cieszy się z obecności w drużynie, do którego trener ma dobre podejście i sprawia, że jest to zabawa a nie trening to jak najbardziej. Chodzi o to, żeby poznawać oraz dowiadywać się więcej rzeczy o sobie.

Osoby które teraz są świetne w innych dyscyplinach bardzo często zaczynali od piłki nożnej, bo jest to bardzo popularna dyscyplina, na dodatek zespołowa, która buduje odpowiednie relacje. Sama znam tenisistę, który zaczynał od piłki, a teraz zajmuje się czymś kompletnie innym. Nie ma nic złego w tym, żeby zaczynać tak wcześnie, przy czym trzeba obserwować, żeby to cały czas była radość, a nie obowiązek.

Pisanie o dwunastolatkach to przesada?
– Nie, uważam, że jest to dobre. Jest to dla nich informacja, jednak trzeba być bardzo ostrożnym i analizować każde słowo. Czasami jeśli mecz jest przegrany to trzeba napisać słowa krytyki, a 12-latek może sobie z tym nie poradzić. Im ogólniejsza informacja tym jest bezpieczniej. Oczywiście, fajnie jak się wypunktuje zawodnika pozytywnie, jednak przy krytyce musimy być bardzo ostrożni.

A krytyka w wypowiedzi pomeczowej trenera?
– Jeśli trener zmuszony jest skrytykować zawodnika, to musi to być krytyka konstruktywna. Ona nie może być wymierzona w osobę, tylko w umiejętności i zachowania. Jeżeli już krytykujemy to pokażmy przykład, jak zawodnik powinien to zrobić. Nie zostawiajmy nastolatka z informacją „źle zagrałeś, przez ciebie drużyna nie wygrała” i tyle. Pokażmy mu, że to zagranie nie było najlepsze i powinieneś to zrobić w inny sposób. Potrzebna jest rozmowa indywidualna. Trzeba być bardzo ostrożnym z wywiadami i z krytykowaniem publicznym. Słowa zostają w człowieku i to niezależnie czy ma się 12 lat czy jest się już profesjonalnym sportowcem. W przypadku dzieci to nawet jak zainteresowany tego nie przeczyta, to inni zawodnicy z drużyny już tak i to się odbije.

Jak można zaradzić sodówce?
– Tutaj ważna jest motywacja wewnętrzna, że nie gram dla zaszczytów, sukcesów czy nowych korków tylko gram bo to lubię. Jeśli ten trener na początku dba o to, żeby dzieci nauczyły się pracy i szacunku dla piłki, kolegów i przeciwnika to ryzyko uderzenia sodówki jest zdecydowanie mniejsze.

Ostatnio nowym trendem jest zachęcanie dzieci do lepszej gry poprzez nagrody pieniężne za bramki i asysty. To uczenie od małego, że piłka to pieniądze?
– To nie ma znaczenia, jaka to będzie nagroda. Tak naprawdę, jest to szkodzenie własnemu dziecku. Motywacja wewnętrzna jest niezbędna, aby dążyć do samodoskonalenia się. Jeśli dążę do tego, aby dzisiaj robić coś dla 20 zł, to za jakiś czas będzie to dla mnie za mało i będę chciał więcej. Jak dziecko robi to tylko dla nagrody, to w końcu przestanie mu się chcieć. Jakakolwiek nagroda zewnętrzna jako mobilizacja do uprawiania sportu zabija motywację wewnętrzną. To wielka szkoda jaką można wyrządzić dziecku.

Jak pomóc zawodnikowi który ma np. półroczną kontuzję?
– To jest bardzo trudny moment i czuwający nad tym projektem profesor Jan Blecharz, który zajmuje się bardzo szczegółowo tym tematem zwraca uwagę w swojej książce, że ta pomoc musi być wieloaspektowa. Tutaj nie możemy zostawić zawodnika samego, on musi czuć wsparcie ze strony trenera, fizjoterapeutów, psychologa. My możemy przygotować trening mentalny, który pomoże mu przetrwać ten czas bez treningów. Również ważne jest wsparcie drużyny, nie można go izolować. W każdym możliwym momencie zawodnik kontuzjowany powinien być z drużyną, żeby być, widzieć i mieć kontakt.

Gra w Wiśle może paraliżować chłopców z mniejszych miast?
– Niekoniecznie. Sama obserwuje przypadek, gdzie chłopiec przyszedł z zewnątrz i odnalazł się idealnie. To wszystko jest kwestia postrzegania. Jeśli patrzę na Wisłę i myślę „wow, to mój szczyt osiągnięć” to zawodnik może być sparaliżowany.

Tablica która stoi podczas meczów na boisku?
– Bardzo fajna inicjatywa. Jest to ważny komunikat i on powinien zostać zauważany. Tam są poruszone kwestie, o których czasem rodzice zapominają. To jest jeszcze zabawa, a nie finał Ligi Mistrzów. Ilu jest zawodników, tylu jest rodziców. Trafiają się naprawdę różni: jedni są bardzo świadomi, drudzy rodzice są przekonani, ze ich zachowania nie tworzą presji na dziecku, a często jest zupełnie przeciwnie. Będziemy się bardzo cieszyć, jeśli po warsztatach dla rodziców chociaż do jednego z nich to dotrze i się zastanowi nad swoim zachowaniem i jego zmianą. Trzeba informować. Mamy przekonanie, że rodzice nie chcą wywierać presji, jednak czasami robią to nieświadomie.

Co udało się już zrobić?
– Zaczęliśmy od warsztatów dla trenerów, następne są już w planie. Do tego pierwsze warsztaty dla grup, czyli 15-minutowe szkolenia wplecione w trening. Chłopcy poznają jak pracować z psychologiem sportu, oswajają się z nim. Udało się zrobić pierwsze warsztaty dla rodziców, które cieszyły się sporym zainteresowaniem no i przede wszystkim praca indywidualna z zawodnikami. Jest już spora grupa, każda psycholog pracuje nad rozwojem zawodników, aby radzili sobie ze stresem i wieloma innymi czynnikami.

Więc co jest jeszcze do zrobienia?
– Zawsze jest dużo do zrobienia. Chcemy dalej pracować z zawodnikami, trenerami i rodzicami. Jak sama nazwa wskazuje trening wymaga ciągłości, więc jeśli praca z zawodnikiem jest rozpoczęta to chcemy ją doprowadzić do końca, aż wykonanie sportowe będzie dobre. Kolejne warsztaty dla trenerów, aby oni również się uczyli. Cały czas zachęcamy też rodziców, aby rozmawiali z nami i poznawali rozwiązania wspierające swoje dzieci. Idziemy w tym kierunku.

Rozmawiał Mateusz Kostecki.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x