Antoni Szymanowski: „Trener Grabka czuwał, żebyśmy się nie poroznosili na boisku”

25
Maj
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności

logo1

Antoni Szymanowski barwy Wisły Kraków reprezentował, z roczną przerwą, przez piętnaście lat. Zaczynał jako 12-letni chłopiec, który wypatrzony został przez Adama Grabkę podczas turnieju Dzikich Drużyn. Na treningach zawsze była fajna atmosfera, zdrowa rywalizacja, a trener Grabka czuwał, żebyśmy nie poroznosili się na boisku. Jak tamte czasy wspominam, to było dużo zaciekłości z naszej strony w stosunku do siebie. Ale, podkreślam, tylko i wyłącznie na boisku, bo poza nim byliśmy kolegami – wspomina w rozmowie z nami, treningi u swojego pierwszego trenera, 87-krotny reprezentant Polski.

Adam Grabka wychował wielu świetnych później piłkarzy. Między innymi właśnie pana.
Zawsze wydaje mi się, że jeśli jest się dostrzeżonym, a później dobrze poprowadzonym, to są już spore rokowania na przyszłość. Ze mną właśnie było podobnie. Dostałem się do Wisły z turnieju Dzikich Drużyn, który był wtedy organizowany na Błoniach i moim pierwszym trenerem został właśnie Adam Grabka. Później miał się czym pochwalić, bo tak się trafiło, że pokolenia tej dobrej Wisły przechodziły pierwszy szlif u niego.

Czym się wyróżniał? Wiadomo, że specyfika pracy z młodzieżą jest szczególna.
Był dla nas takim ojcem, a zawodnicy w młodym wieku szukają sobie autorytetu. Niekoniecznie to musi być ojciec, choć oczywiście tak i jak najbardziej. Ale trener, który przygotowuje tego młodego człowieka, uczy go i chłopiec musi mieć do niego zaufanie, też może taką osobą być. Musi być wyrozumiałym, cierpliwym i musi też umieć to przekazać. Ten przekaz nie musi być demonstracyjny, ale na zasadzie tłumaczenia, tym bardziej, że ja w moich czasach grę w piłkę zaczynało się późno. Nas chowały podwórka. Swoje umiejętności rozwijaliśmy z rówieśnikami grając między sobą. Klub przyjmował chłopców od dwunastego roku życia. Od kogo więc się mieliśmy uczyć, jak nie od siebie. Przychodząc do Wisły byliśmy już bardzo wszechstronni i naprawdę dużo potrafiliśmy. A później ta ciepłota, dobry przekaz, to owocowało.

Był to wzór trenerski dla pana?
– Ja bardzo miło wspominam tamte czasy. Nigdy jednak nie wartościowałem umiejętności trenerskich. Tak, jak powiedziałem: dał mi pierwsze praktyczne wskazówki, ten spokój. Przekazał to, co najwłaściwsze. Miałem z czego korzystać – wokół mnie była plejada chłopaków, którzy wiele potrafili. Czy wzór? Nie umiem odpowiedzieć. Tymi kategoriami raczej nie myślę, na pewno był moim pierwszym trenerem, więc miał duży wpływ, a czy najważniejszy? Niekoniecznie, ponieważ kiedy ma się dwanaście lat, to przecież później może być różnie. Może się okazać, że ten talent jakoś nie wystarcza, że ta chęć do pracy to za mało. I jak klasyfikować wtedy trenera – był świetny, ale mnie nie wyszło? Inaczej na to patrzę – był pierwszym, który właściwie mnie ocenił i wybrał mi odpowiednią pozycję do grania. Dał mi dobre początki, a później kolejni trenerzy mnie przejmowali i zawsze mogłem liczyć, że właściwie mną pokierują, a wszystko zależało ode mnie.

Jak wspomina pan tamte czasy?
– Na treningach zawsze była fajna atmosfera, zdrowa rywalizacja, a trener Grabka czuwał, żebyśmy nie poroznosili się na boisku. Jak tamte czasy wspominam, to było dużo zaciekłości z naszej strony w stosunku do siebie. Ale, podkreślam, tylko i wyłącznie na boisku, bo poza nim byliśmy kolegami. Stanowiliśmy wzór dla innych, nie było żadnych antagonizmów międzyklubowych, absolutnie nas nigdy nie wychowywało w nienawiści do konkurencji. Dawano nam wyraźne wskazówki, żeby rywalizować, tylko i wyłącznie, na boisku, a poza nim przynależność klubowa nie powinna mieć żadnego znaczenia. Nie robiliśmy żadnego muru, nas tak w Wiśle wychowano. I na to trener Grabka zwracał szczególną uwagę. To było bardzo istotne.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x