Adrian Filipek: „Bez wychowania? Zrobisz piłkarza, ale co się później będzie z nim działo to zagadka”

28
Styczeń
2016

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-14

Filipek

Adrian Filipek trenerem Wisły Kraków U-14 jest od lipca. W rozmowie z akademiawisly.pl nie ukrywa, że jest to trudny dla jego podopiecznych wiek, ale przekonuje, że można sobie z tym radzić. Zaczynając studia postawił wszystko na edukację trenerską. Dlaczego nie został piłkarzem? – Nie usprawiedliwię się kontuzjami. Po prostu nikt nie uczył mnie grać w piłkę, dodajmy do tego głowę, która nie była przygotowana. Dla mnie był to fatalny moment – opowiada. Zapraszamy!

Rocznik 2002, czyli pierwsza klasa gimnazjum, więc też nowe środowisko. Co zrobić by zawodnicy skupili się na piłce, zamiast zajmować głupotami?
– Mówią, że najgorszy jest drugi rok. Głupotami? Dziewczyny nie są głupotami. Trzeba nazwać rzeczy po imieniu, bo gdzieś w tym wieku zaczyna się zainteresowanie dziewczynami. Widać to już po niektórych. Oni dorastają, zaczynają się wydzielać różne hormony. Ja cały czas im powtarzam i już rozmawiałem z wieloma – reaguję na bieżąco na takie problemy – bo zauważyłem problemy z koncentracją czy podejściem do treningu. Wytknąłem to, czasami po parę razy i zobaczymy jak zareagują. Nie krzyczę, ponieważ to nie ma sensu, ale rozmowa jeden na jeden, w której przedstawiam mój punkt widzenia, dowiaduję się jak zawodnik to widzi i wtedy szukamy wspólnego rozwiązania.

Łatwo je znaleźć?
– To ogólnie jest okres bardzo ciężki. Tu się naprawdę zaczyna dokonywać wybór czy ktoś wybierze ścieżkę profesjonalnego uprawiania sportu i wszystkich wyrzeczeń z tym związanych. Może też być tak, że „a tu mnie trener nie wziął, słabo, z kolei tam są przyjemniejsze rzeczy, może jednak nie jest tak fajnie być piłkarzem”. Później dojdą osiemnastki, kontakty z alkoholem i też wielu będzie odpadało. Dlatego ciągle powtarzam: piłkarzem jest się cały czas.

Ciężko być autorytetem dla trzynastolatka, zwłaszcza w dobie internetu.
– Chcąc być liderem sam muszę dawać przykład. Wiem, że na mnie patrzą, jestem kimś kogo sprawdzają, ale skoro ja codziennie muszę wstać po szóstej, żeby iść na trening i się do niego przygotować? Gdy rano w szkole mam zajęcia z rocznikiem 2000, a później robię indywidualne treningi, spędzam cały dzień w klubie i w dodatku poświęcam połowę niedzieli na analizę naszego meczu? To jest jedyna droga. Nie przez krzyk i autorytaryzm. Zależy mi na nich, daje im coś, a – mam nadzieję – oni przy mnie mogą stać się lepszymi ludźmi i zawodnikami. Nie wiem czy nimi faktycznie zostaną – ja też popełniam błędy, ale staram się iść zgodnie z moimi wartościami.

Czyli poważne rozmowy nie o piłce już za wami?
– Co najmniej parę. Wiem, że jest im ciężko. Wstają około szóstej-siódmej, idą na trening, szkoła, potem trening i są w domu o 18, a ci, którzy dojeżdżają nawet o 20. Mnie też się różnych rzeczy nie chce i odechciewa. Teraz w dodatku jest martwy okres i brakuje regularnych meczów, więc jest podwójnie ciężko. Dostajesz zadania motoryczne i weź idź po całym dniu poza domem biegaj. Ciężko jest się zmobilizować. Wydaje mi się, że najlepsza jest droga przykładu. Bycie pomocnym. Chłopcy muszą czuć, że chce się dla nich jak najlepiej. Łatwo jest być katem i wiecznie wymagać, niewiele dając od siebie.

Taką drogę obrał trener Filipek?
– Gabriel Batistuta powiedział, że trener powinien wywoływać w zawodnikach coś pomiędzy strachem a podziwem. Gdy widzę, że zawodnik nie pracuje to podnoszę głos. Staram się go nie nadużywać, ale podnoszę, wiadomo, że wiecznego głaskania być nie może. Ale jeżeli do mnie ktoś zgłosi się z problemem to staram się pomóc go rozwiązać. Ja za niego tego nie zrobię, ale mogę nakierunkować, powiedzieć z własnego doświadczenia. Albo wytłumaczyć dlaczego nie zostałem piłkarzem.

Dlaczego?
– Nie usprawiedliwię się kontuzjami.Po prostu nikt nie uczył mnie grać w piłkę, dodajmy do tego głowę, która nie była przygotowana. Błądziłem, szukałem. Nikt mi nie powiedział co zrobić, żeby zostać piłkarzem. Nikt nie dał przykładu, nikt nie poprowadził. Nie uczono mnie, żeby dobrze grać w piłkę, tylko żeby wygrać. I będąc z mniejszej miejscowości wygrywaliśmy z większymi ośrodkami, ale teraz nikt z nas nie gra w piłkę. Nie mam o to pretensji. Widocznie tak musiało być i mam inne rolę w życiu do spełnienia.

Ciężko było?
– Dla mnie to był fatalny moment. Ale spotkałem wielu różnych ludzi, dużo czytałem, uczyłem się, zacząłem sobie stawiać cele w życiu. Jak poszedłem na studia, to pomyślałem sobie, że może pójdę w kierunku trenerki, żeby przy tej piłce zostać. Przez całe studia, nie będąc jeszcze trenerem w żadnym klubie, wchodziłem na angielskiego strony, uczyłem się języka, czytałem książki, przykładałem się na studiach do istotnych, moim zdaniem, przedmiotów. Żeby móc się przygotować do roli trenera. Robiłem kursy, specjalizacje, teoria, praktyka, odbyłem parę staży i krok po kroku przygotowywałem się. Ale wiedziałem, że moim celem jest bycie w Wiśle Kraków. Teraz mam następne cele.

Kurs skautingowy był przydatny?
– Skautem raczej nie zostanę. Wolę pracę w której mam kontakt z ludźmi, a skaut raczej ciągle jest w trasie. Natomiast wiedziałem, że idąc tam zdobędę inny punkt widzenia. Zobaczę na co skauci zwracają uwagę. Byłem też u Kuby Myszkorowskiego byłego analityka reprezentacji Polski, który nauczył mnie analizy wideo. Teraz stosuję ją wśród chłopaków i najfajniejsze jest to, że oni sami się jej domagają, pytają kiedy będą mogli sobie mecz obejrzeć.

Jednym się chce bardziej, innym chce się mniej. To jest ten okres, w którym niektórzy zawodnicy powinni pociągnąć drużynę i pokazać, że coś jest nie tak?
– Nie mogę uzależnić od postawy jednej osoby, bo co jeśli jemu się odechce? „Czyli mnie też może”. Ja mogę im postawić za cel byciem jak Lewandowski. On ma tyle pieniędzy, że dzisiaj mógłby przestać grać w piłkę, stać się grubym Ronaldo czy Adriano, a jest wciąż nienasycony.

Lewandowski to typ jak z obrazka. Dzisiaj łatwo postawić go za przykład.
– Staram się powiedzieć każdemu zawodnikowi, żeby patrzył na siebie. Przychodzą do mnie i mówią, że nie każdy pracuje. Mówię: patrz na siebie. To jest ich życie, ja staram się każdego z osobna mobilizować. Tłumacze co muszą poprawić by dostawać więcej szans w grze czy zdobywać więcej goli. Na szczęście mam wrażenie, że problemu z brakiem chęci w mojej drużynie jest mało. Oni sami widzą kto pracuje, a kto nie.

Sporo zawodników, którzy wyróżniali się w juniorach nie przebiło się do poważnej piłki, a dużo z nich technicznie było dobrych, umiejętności mieli. Zawodziła głowa. To nie jest tak, że techniki chłopaki nauczą się wszędzie, a problemy leżą gdzie indziej?
– Cristiano Ronaldo wychował się nie w szkółce Sportingu tylko na klepisku. U nas problem z boiskami to temat zastępczy. Wystarczy sobie posłuchać Tomka Wałdocha, ile boisk ma Schalke 04 albo prezesa Sportingu, w jakich warunkach wspomniany przed chwilą Ronaldo trenował. Teraz w Lizbonie mają bazę, a nie potrafią wytworzyć drugiego takiego piłkarza.

To nie jest zdecydowanie ważniejszy zakres obowiązków trenera młodzieżowego, żeby zawodnika przygotować właśnie mentalnie?
– Trener musi być psychologiem, fizjologiem, trenerem przygotowania motorycznego, technicznego, taktycznego i specjalistą w wielu innych dziedzinach jak np. zarządzanie. On ma pod sobą ludzi, ale też odpowiada za produkt finalny. Mówi się o tym przeskoku z juniora, tyle że wystarczyć spojrzeć na naszą pierwszą drużynę i Kubę Bartosza: wszedł przeciwko Legii i uważam, że świetnie dał sobie radę, tak samo jak w pozostałych meczach.

Ale byli inni, którzy wyróżniali się w rezerwach i finałach CLJ bardziej.
– To trochę zależy też od szczęścia. Bartosz przyszedł z rezerw, wyskoczył i utrzymał poziom. Niekoniecznie z innymi musi być gorzej, ale co ma zrobić, powiedzmy, młody środkowy obrońca? Wygryźć Głowackiego czy Guzmicsa? Wielu chłopaków też przez to się zniechęca. Idą, jest entuzjazm, wszystko fajnie. Potem nie dostają szans, mają wycieczki do Białegostoku czy Lubina. Mija rok i im się już nie chce. Nie widzą sensu. Jurgen Kloop powiedział kiedyś, że „Jeśli chcesz osiągnąć sukces, musisz przetrwać ciężkie chwile”. Kuba sam zresztą mówił, że po debiucie przyszedł gorszy okres, on go przeczekał, mocno trenował i dziś rywalizuje o pierwszy skład, czego mu życzę!

Więc co z tym wychowywaniem?
– Wychowywać powinniśmy od Skrzatów. Pewne rzeczy, zachowania typu kultury osobistej czy tego co powinni jeść. Ostatnio jest moda na jedzenie zdrowo, tylko młodzi nie wiedzą co dokładnie jest zdrowe. Co zjeść po treningu żeby się czuć dobrze. Ktoś powie: „najlepiej dać im rozpiskę niech mają”, ale ty nie dasz mu rozpiski na całe życie. Zawodnik musi wiedzieć co to jest białko i czym różni się od węglowodanów. To jest wiedza piłkarska. Tak samo jak to jak sobie radzić z presją, w meczu czy w życiu. Jak sobie poradzić po popełnionym błędzie. Co zrobić w trudnej sytuacji.

Czyli trener to osoba zaufania publicznego? Tyle czasu spędza z zawodnikami, że musi w pewnym stopniu uczyć życia.
– Człowiek instytucja. Mam takie podejście, że czasem jestem jak surowy ojciec, czasem jak dobry przyjaciel. Kiedyś zrobiłem eksperyment, to było w innym klubie, w ciut młodszym roczniku. Było pytanie o autorytety i idoli. Trzy osoby wypisały tatę, a reszta pytała „a co to jest autorytet?” Idole? Ronaldo i Messi. To jest straszne. Później oni zobaczą, że starszy kumpel kradnie i ma z tego pieniądze, więc czemu nie spróbować? Ale jak się mają na kimś wzorować, skoro brakuje im autorytetów. Zapytasz się o cele w życiu: „eeeeee”. Wielkie oczy i zdziwienie.

Żyją w swoim świecie?
– Komputerowym. Tego nie zmienimy, bo musielibyśmy zacząć zmieniać całe otoczenie.

Duża jest różnica między obecną trzecią a pierwszą klasą gimnazjum?
– Starsi myślą już bardziej o pieniądzach, dziewczynach, ale są też bardziej świadomi siebie. Chociaż również grają w Counter-Strike’a. Są też przykłady takich osób, którzy zagrają sobie, mają dziewczynę, ale są przy tym skupieni na określonym celu. Kurczę, nie jest łatwo zrozumieć, że mając cel w życiu łatwiej jest do czegoś dążyć. I np. uważam, że stawianie sobie celu zagrania w ekstraklasie nie jest dobre. Bo jeżeli osiągniesz to w wieku 22 lat? Spełniłeś swoje marzenie, zarabiasz 20 tys. miesięcznie, masz kontrakt na pięć lat i pracujesz półtorej godziny dziennie.

Ale też ciężko wymagać od czternastolatka, żeby zaczął myśleć o założeniu rodziny i zapewnieniu jej komfortowych warunków do przeżycia. Przy okazji jeszcze będąc piłkarzem TOP.
– Będę się starał ich przekonywać do tego, żeby wszystko co robią, robili na sto procent. I druga sprawa: żeby każdego dnia byli lepsi. Dla jednego szczytem będzie gra w III lidze, dla innego podążanie tą drogą skończy się na ekstraklasie, a Lewandowskiego takie bycie lepszym zaprowadziło do Bayernu. I, wracając jeszcze do tych 20 tysięcy miesięcznie, jeżeli młody zawodnik będzie sobie stawiał następne cele to nie przyjdzie na trening, żeby go odbębnić i „sru” do galerii. Tylko przyjdzie godzinę wcześniej zrobić prewencję, siłownię, na treningu da z siebie wszystko i jeszcze zostanie żeby się porozciągać czy poćwiczyć strzały. Będzie wiedział co ma jeść, będzie też czytał książki żeby rozwijać swój umysł.

Bez wychowania nie zrobisz piłkarza?
– Zrobisz, ale co potem będzie się z nim działo? Zagadka.

Rola rodzica?
– Do siódmego-ósmego roku życia najważniejszy jest rodzic i to, co on powie. Dzieciak usłyszy, że trener jest słaby to nie będzie go słuchał, skoro tak mówi tata czy mama to musi tak być. Potem dzieci patrzą i szukają. Mógłbym wymieniać przykłady zawodników, którzy się śmieją ze swoich byłych trenerów. Ale też są tacy, którzy podejdą i podziękują za to, co dla nich zrobiłeś.

Ale często stawia się rodzica w złym świetle.
– Kiedy przyszedł jakiś rodzic do któregoś z trenerów i podziękował za pracę? Ja jestem otwarty na współpracę, bo wiem, że rodzic, trener i dziecko to jest taka triada. Tak to musi wyglądać, a najlepiej gdy dziecko ode mnie i rodzica słyszy to samo. Ale wiem też, że dla niektórych liczy się przede wszystkim wynik. Ilu mamy ludzi w Polsce to tylu też mamy trenerów piłki nożnej. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś prowadzi firmę budowlaną to ja nie idę do niego i nie mówię: „Panie, ta ściana wyjdzie krzywo, trzeba to zrobić po mojemu”. Więc ja też nie chcę, żeby ktoś przychodził i mówił jak mam prowadzić trening. Poza tym mamy swoją filozofię, pracujemy nad modelem gry, więc jeżeli komuś się tu nie podoba, to są inne kluby. Nikogo nie zatrzymuję.

Skąd się to bierze, że jak lekarz coś powie to jest święte, a trenera zdanie zawsze można podważyć?
– Umówmy się, nie wszyscy trenerzy są specjalistami w swojej dziedzinie i zrobić sobie licencję nie jest ciężko. Ale ogólnie zawód trenera nie jest w Polsce szanowany. Wystarczy przeglądnąć Twittera i inne portale. Wszyscy nadają na trenerów. „Czemu on go wystawił? On jest ślepy chyba, ten gość nie potrafi w piłkę grać”. Wszyscy patrzą ci na ręce, ale np. nie wiedzą co się dzieje w szatni. A inna sprawa: dla biznesmena, który w miesiącu ma 20 tys. na rękę trener w szkółce do której przyprowadza dzieciaka jest dla niego nikim. On cię może kupić. Są ludzie, którzy są bogaci i szanują twoją pracę, domyślają się ile musisz wysiłku w to wszystko włożyć, ale jest też ta gorsza grupa, niestety.

Widać skok jakościowy jeżeli mówimy o młodych trenerach?
– Porównując do tych, którzy byli kiedyś? Chcą się uczyć, chcą się kształcić. Zaczynają traktować podmiotowo tych młodych ludzi. Nie jest ważne, żebym wygrał puchar, bo wójt mi postawi kolację, tylko wiem, że lepiej dzisiaj przegrać z przekonaniem, że dany sposób pracy w przyszłości zaprocentuje.

Graliśmy mecz z Lechem niedawno. Wygraliśmy 1:0, ale byliśmy słabsi. Dzień później zagraliśmy znowu, tym razem o trzecie miejsce, i mówię tak: wynik jest na drugim miejscu, chcę zobaczyć dobrą grę. Zagrajcie tak, jak najlepiej umiecie. Bez presji, to co potraficie. Zagrali najlepszy mecz z jedną z najlepszych drużyn w Polsce. Przegraliśmy 2:3, ale chłopcy widzą, że grając swoją piłkę mogą wygrać z drużyną, która ma sześciu reprezentantów Polski. Przegraliśmy półfinał bo drużyna z którą graliśmy tylko wybijała piłkę do przodu, nam przytrafił się błąd i straciliśmy bramkę. Aczkolwiek kto będzie pamiętał, że wygrałem SEMP CUP czy go nie wygrałem. Potem mnie rozliczą, że zawodnik X radzi sobie w Wiśle czy innym klubie ekstraklasy. Nie z mistrzostwa Małopolski.

Ale chyba trzeba też budować mentalność zwycięzcy?
– Wymagam w każdym meczu gry o zwycięstwo. Gdy przegrają, tak jak w derbach, mam ogromne pretensje, że nie podjęli walki. Że się przestraszyli, że nieprofesjonalnie podeszli do swoich obowiązków bo jeden sobie poszedł na turniej w środku tygodnia a drugi w góry. Ale dzięki takiej porażce mam jeszcze większą motywację by pracować.

A zawodnicy?
– Przypominam im ten mecz i motywacja wraca. Zresztą, cele muszę ustalać z zawodnikiem. Ja mogę mu powiedzieć, że masz osiągnąć to i to, on powie: „okej”, a w głowie będzie miał: „co on mi tu gada”.

Spotykając byłego zawodnika za dziesięć lat, który nie będzie grał w piłkę, ale będzie dobrym człowiekiem, chyba będzie miło?
– Mówię im szczerze, że nie wszyscy z nich będą piłkarzami, ale jeżeli spotkam któregoś z nich w sklepie i ta osoba mnie pozna, zapyta co u mnie, to będę się cieszył. Jak strzeli bramkę w ekstraklasie to będę się cieszył na trybunach. Ja wykonuję ogromną pracę, ale wykonuję ją dla wszystkich, a każdy z nich musi wykonać jeszcze większą, żeby tam się znaleźć. Staram się stworzyć środowisko, żeby czuli się ważni i doceniani, nawet poprzez robienie małych rzeczy. Wiecie jaki wpływ ma otoczenie. Jak widzisz, że nie ma to sensu, to ci się nie chce. Ale jak widzisz osobę, która ci ufa, a rodzice cię popierają to jest łatwiej. Nawet jeżeli ci nie idzie.

Zajęcia indywidualne to wskazanie drogi, ze albo w lewo albo w prawo?
– Nie myślałem o tym w ten sposób. Robię to bo wiem, że praca w mniejszych grupach pozwala dużo więcej zobaczyć, skupić się na detalach. Chłopak, który kończy podstawówkę powinien mieć już wszystko opanowane, a teraz, tak jak my idziemy fazami gry, powinien już zacząć pracę nad taktyką. Oni mają pewne braki jeśli chodzi o technikę, operowanie mniej dominującej nogi, ale niektórzy zawodnicy mają w sobie kapitalne cechy typu drybling, ciąg na bramkę. Są tacy, którzy mogą być świetnymi obrońcami, ale musza się skupić nad pewnymi rzeczami. Staram się ich indywidualnie pokierować.

Dużo osób przychodzi?
– Sześć osób z piętnastu. Ale patrzę, że szklanka jest do połowy pełna i cieszę się, że przychodzą. Jest to w miarę stała grupa. Generalnie chłopakom nie da się czegoś powiedzieć raz, trzeba im przypominać.

Jak nie nauczycie 14-letniego chłopaka, żeby zostawać po treningu, to później to nie będzie dla niego normą. Są takie przypadki niestety.
– Ale z drugiej strony, jak ich ktoś mógł nauczyć, skoro zarabiał 500 złotych i po treningu szedł do drugiej czy trzeciej pracy? Uważam, że wina rozkłada się na wiele czynników. Zacznijmy od selekcji do sportu. Ktoś ma talent, ale nie ma głowy i on w piłkę grać nie będzie. Potrafi kopać, ale nie zostanie po treningu i ten talent starczy jedynie na niższą ligę.

Dlaczego zawodnicy niekoniecznie chodzą na mecze Wisły?
– Moim ideałem jest, żeby każdy z nich kochał Wisłę i wspierał ją z trybun. Jednak znam chłopców, którzy nie interesują się piłką nożną. Nie wiem czy to jest dobre. Jestem z Sędziszowa Małopolskiego, od dziecka kibicuje Wiśle, chciałem iść na AWF w Krakowie bo wiedziałem, że będę mógł sobie przyjść na Wisłę. Żona się pyta co robimy dziś wieczorem, a ja: „na mecz idę, nie chcesz ze mną?”.

Wpływ środowiska?
– Wpływ mają rodzice, którzy w domu mówią” „ten jest słaby, tamten beznadziejny”. Kibice śpiewają to wiadomo, ale to jak z polityką. PiS i PO są złe, w telewizji powiedzą, że złe jest PO, w domu, że PiS, więc zły będzie PiS. Jak chłopaki mają interesować się Wisłą, jak rodzice mówią że tam grają same nieroby i cienasy? Inna rzecz, że sami rodzice rzadko chodzą na mecze. Nie wierzę, że jakby tato szedł na mecz to syn by z nim nie poszedł. Wiem też, że niektórzy rodzice nie puszczają dzieci na mecze bo się boją, że tam będą przeklinać, albo że ktoś im zrobi krzywdę. Oczywiście nie oceniam rodziców, to są ich dzieci, oni decydują. Jedynie zwracam uwagę na takie zagadnienie.

Jak traktować odejścia młodych zawodników do innych klubów?
– To jest trudne. Nie wiemy, jaką kto ma sytuację w szatni a jaką w domu. W piłce dzisiaj nie jest tak jak kiedyś, że zarabiało się że ledwo na malucha starczało. Można mówić o przywiązaniu do barw, jasne, ale trzeba też jednak myśleć o przyszłości. Ja już w swoim życiu trochę przeżyłem. Byłem młodszy, nie musiałem sam na siebie zarabiać, nie miałem żony i nie musiałem myśleć gdzie będę mieszkał albo czy starczy pieniędzy na życie do następnego miesiąca. Wtedy mogłem sobie patrzeć na ideały. Nie chciałbym nikogo oceniać, bo powody są różne. Piłka to biznes. Wydaje mi się, że w Akademii daje swoim chłopakom wszystko co najlepsze mogę dać. Stwarzać im środowisko i takie warunki, że nie widzę powodów by mieli gdzieś odejść. Środowisko jest bardzo ważne. Miałem rozmowy z chłopcami, którzy dostawali różne oferty. Więc się ich pytałem, czy tam będzie taki sztab, takie otoczenie, które ich zaakceptuje. Czy tam będą się o nich martwić, czy będą rozwijać ich najlepsze cechy? Zmiana klubu w piłce młodzieżowej to jest wielka niewiadoma.

Ile trener w tygodniu poświęca na swoją pracę?
– Zapytajcie mojej żony. Czasami mi mówi, że kocham piłkę bardziej niż ją. Ostatnio sobie uświadomiłem, że to jest może ten moment, kiedy w Polsce zaczyna się profesjonalizować praca z młodzieżą. Może wkrótce będą takie warunki, że będę jedynie skupiony na tym, żeby rozwijać chłopaków.

Rozmawiali Piotr Truchlewski i Mateusz Kostecki.

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x